Niemieckie inwestycje. Kryzys wzmacnia zainteresowanie Polską | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 21.12.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Niemieckie inwestycje. Kryzys wzmacnia zainteresowanie Polską

Niemcy są prawdopodobnie największym inwestorem zagranicznym w Polsce. Słowo „prawdopodobnie” bierze się z pewnej asekuracji, ponieważ statystyki nie plasują RFN na najwyższym stopniu podium.

Winston Churchill powiedział kiedyś: "Najbardziej ufam statystykom, które sam sfałszowałem". W tym wypadku chodzi o zawirowania statystyczne, spowodowane kalkulacjami finansowymi. Oto na liście zagranicznych inwestorów w Polsce bardzo wysoko notowane są Holandia i Luksemburg. Jednakże za tabliczkami z nazwami tych krajów kryją się również spółki pozaeuropejskie. Zwabione korzyściami podatkowymi do Holandii i Luksemburga, tam zakładają firmy, które następnie inwestują w Polsce i gdzie indziej. Amerykanie lokują niekiedy w Polsce kapitał transferowy, Czynią to także z myślą o korzyściach podatkowych u siebie. Rekordowa suma – odnotował NBP – jaka w tym celu trafiła do Polski i w krótkim czasie ją opuściła, wynosiła 4,1 mld euro.

Po niemiecku i po francusku

Iwona Chojnowska-Haponik, Abteilungsleiterin in Polnischer Agentur fuer Auslandsinvestitionen Foto: Michal Jaranowski, 13. 12. 2012

Iwona Chojnowska-Haponik: Inwestycje niemieckie płyną równym strumieniem

Na tym tle inwestycje z Niemiec są rzeczywiście niemieckie. Podobnie jest w przypadku Francji. Na tym samym poziomie są inwestycje bezpośrednie obu krajów w Polsce; przekroczyły 20 mld euro. Na tym podobieństwa kończą się, zauważa Iwona Chojnowska-Haponik, dyrektor Departamentu Inwestycji w Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ). Inwestycje niemieckie napływają w miarę równym nieprzerwanym strumieniem przez cały rok, przez lata. Nie ma wzlotów i zapaści. Kwoty inwestycyjne sięgają od kilkudziesięciu milionów do kilkuset milionów euro. Firmy francuskie dokonują wielkich skoków w górę, by potem zsunąć się na teren płaski. Rekordowy skok odbył się w roku 2004, gdy – w ramach transakcji prywatyzacyjnej – Francuzi zainwestowali w Polsce 4 mld euro. W konsekwencji, na polskim rynku działa około 1500 firm z udziałem kapitału francuskiego i z górą 800 – niemieckiego.

Statystyki inwestycyjne nie odnotowują wszakże specyfiki polsko-niemieckich stosunków gospodarczych. – Jesteśmy zapleczem produkcyjnym komponentów do wyrobów finalnych, wytwarzanych w Republice Federalnej – mówi Iwona Chojnowska-Haponik. – W okresach kryzysowych firmy niemieckie szybko szukały w Polsce partnera, albo choćby hali, gdzie można wstawić maszyny i podjąć produkcję. Skąd ten pośpiech? Gdy pojawiły się zamówienia, trzeba było jak najszybciej i możliwie niskim kosztem podjąć produkcję. Tak, Polska stała się owym zapleczem, gdzie można to zrobić dobrze, tanio i szybko. Paradoksalnie, kryzys zwiększył zainteresowanie Polską. Wzrosła liczba zleceń produkcji. Ale tego się nie mierzy, tego nie ujmują statystyki.

BASF SE, Chemiewerk, The Chemical Company, Werk Ludwigshafen, von Mannheim ueber den Rhein gesehen,Chemieanlagern, Transport mit dem Schiff, Spiegelung , Logo, BASF-Logo

Zakłady BASF w Ludwigshafen

Rysy na obrazku

Największym, niemieckim projektem inwestycyjnym tego roku (2012) w Polsce jest największa w Europie fabryka katalizatorów samochodowych. Powstanie w specjalnej strefie ekonomicznej, w Środzie śląskiej k. Wrocławia. Inwestorem jest koncern BASF, wartość kontraktu wynosi 150 mln euro, zakład zapewni zatrudnienie 400 ludziom, a produkcja powinna rozpocząć się w pierwszym kwartale 2014 roku.

Rozmowy z niemieckim inwestorami przebiegają z reguły sprawnie. Partnerzy wiedzą, czego chcą, gdzie tego szukać, są konkretni. Niemcy inwestują przede wszystkim w przetwórstwo przemysłowe, aczkolwiek proporcje ulegają wyraźnym zmianom. Jest to zgodne z ogólną tendencją. O ile przed siedmiu laty udział przetwórstwa w inwestycjach zagranicznych w Polsce wynosił 78%, to obecnie spadł do 60%. Wzrasta natomiast udział szeroko rozumianego sektora usługowego (finanse, księgowość, informatyka). Najbardziej atrakcyjne, z punktu widzenia kapitału niemieckiego, są województwa: mazowieckie, dolnośląskie i wielkopolskie.

Na tak ładnym obrazku zdarzają się jednak rysy. W PAIiIZ jako niechlubny przykład podaje się Daimlera. Chodziło o projekt budowy fabryki samochodów, więc na nogi postawiono sztab ludzi i starano się spełniać wszelkie życzenia potencjalnego inwestora. Wywierano nawet naciski na prywatnego właściciela gruntu, by sprzedał go zainteresowanemu koncernowi w imię pięknej idei budowania tam wspaniałych samochodów i zatrudnienia tysięcy ludzi. Wysiłki zakończyły się fiaskiem, ba, w ogóle nie miały sensu. – Z zakulisowych źródeł dowiedzieliśmy się – relacjonuje dyrektor Chojnowska-Haponik – że produkt taki jak Daimler nie może być opatrzony napisem „Made in Poland”. Dla mnie był to policzek. W istocie, chodziło o stworzenie atrakcyjnej oferty wobec konkurenta, który i tak powinien był wygrać, ale cena za zwycięstwo miała być wyższa. „Made in Hangary” to już lepiej.

Skądinąd Węgry są ulubionym miejscem inwestycji niemieckich w Europie Środkowo-wschodniej. Ale w tym przypadku niczego to nie tłumaczy, ani nie wyjaśnia.

Michał Jaranowski, DW, Warszawa

red. odp. Bartosz Dudek