Niemiecki filozof: Trump stosuje „klasyczną strategię dyktatora“ | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 29.06.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Niemiecki filozof: Trump stosuje „klasyczną strategię dyktatora“

Zdaniem filozofa Vittoria Hoesle, stosunki transatlantyckie są na rozdrożu. W razie reelekcji prezydenta USA Donalda Trumpa UE może się rozpaść jak domek z kart.

Trudne, transatlantyckie związki: kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent USA Donald Trump w Londynie, 4.12.2019 (picture-alliance/dpa/M. Kappeler)

Trudne, transatlantyckie związki: kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent USA Donald Trump w Londynie, 4.12.2019

Urodzony we Włoszech niemiecki filozof polityki Vittorio Hoesle należy do najwybitniejszych myślicieli współczesności. Od 20 lat żyje w USA, gdzie wykłada na Uniwersytecie Notre Dame w stanie Indiana. W rozmowie z DW przestrzega przed polityką prezydenta USA Donalda Trumpa, mówi o stosunkach transatlantyckich i stanie Unii Europejskiej.

DW: Prof. Hoesle, zachodni świat staje się coraz bardziej kruchy. Donald Trump, coraz większe transatlantyckie wyobcowanie, niespokojna Europa. Jak Pan to widzi?

Filozof Vittorio Hösle (University of Notre Dame)

Filozof Vittorio Hösle

Vittorio Hoesle: Sytuacja stała się problematyczna i to w sposób, który jeszcze dziesięć lat temu byśmy uznali za niemożliwy. Już moja książka „Moralność i polityka” z 1997 r. zawierała wiele ponurych prognoz. Na przykład, że faszyzm w każdej chwili może znowu wybuchnąć. Teraz można to przeżyć.

Czy liberalna demokracja jest zagrożona?

Wielką niewiadomą jest dziś odpowiedź na pytanie: co się stanie w listopadzie? Czy Donald Trump zostanie ponownie wybrany? Po raz pierwszy od wielu miesięcy mam umiarkowaną nadzieję, że przegra wybory. Ale sprawa jest w żadnym wypadku przesądzona. Trump dysponuje niewiarygodnym instynktem władzy. Jego pierwszy po przerwie wiec wyborczy (20 czerwca w Oklahomie - DW) był w obliczu pendemii koronawirusa nieodpowiedzialny. Ale Trump potrzebuje kontaktu z masą, z ludźmi. Wprawia go to w ekstazę, wprawia masy w ekstazę. I podobnie jak faszystowscy dyktatorzy lat 20-tych i 30-tych XX wieku dysponuje on niewiarygodną zdolnością rozgrzewania tłumów. Jo Bidenowi kompletnie tego brakuje.

Jeżeli Trump zostałby ponownie wybrany prezydentem…

… jedność Zachodu będzie wyglądała jeszcze gorzej niż obecnie i to znacznie. Z doniesień Boltona wiemy, że Trump właściwie chciał wycofać się z NATO. I w razie swojej reelekcji skorzystałby z każdej nadarzającej się okazji, by upokorzyć europejskie kraje. W jego postrzeganiu świata Europa nie odgrywa właściwie żadnej roli. W gruncie rzeczy patrzy na świat jak gangster, szef klanu, który dzieli świat na strefy wpływów, zgodnie z mottem: „Ta część miasta jest dla moich handlarzy narkotykami, ta dla ciebie”. Konstytucja czy trójpodział władzy nie odgrywa dla niego żadnej roli. Wszystkim tym pogardza. Dlatego: jeżeli Trump zostanie ponownie wybrany prezydentem, będzie jeszcze bardziej ponuro.

Trump potrzebuje kontaktu z masą - wiec wyborczy w Oklahomie, 20.06.2020 (Reuters/L. Millis)

Trump potrzebuje kontaktu z masą - wiec wyborczy w Oklahomie, 20.06.2020

Jeżeli Trump utraci urząd

…świat będzie miał chwilę wytchnienia. Ale nie ulega wątpliwości: kraj zostanie podzielony. Problemy pozostaną. Mentalność, którą reprezentuje Trump, jest głęboko zakorzeniona u około 40 proc. Amerykanów.

Jako rolę odgrywa dla Trumpa religia?

Trump nigdy nie pozostawiał wątpliwości, że religia nie odgrywa dla niego żadnej roli i nie wierzy w tradycyjne normy religijne. Ale wie, że znaczna część jego zwolenników jest religijna. Dlatego na początku czerwca kazał utorować sobie drogę do kościoła episkopalnego w pobliżu Białego Domu i złożył wieniec pod pomnikiem papieża Jana Pawła II. Miało to otworzyć drogę jego niezgodnym z konstytucją planom użycia armii przeciwko protestującym w amerykańskich miastach, wbrew woli władz stanowych. Do zrealizowania swoich planów Trump posługuje się religijnymi ludźmi. I oni go wybierają.

Czy Trump, Ameryka porzuciła nowoczesny konsensus zapewniający trójpodział władzy, liberalną demokrację, wolność religijną? I teraz wciela to w życie?

Tak, bez wątpienia. Jest to klasyczna strategia dyktatora. Nie robi tego wszystkiego naraz, tylko krok po kroku. Często robi też dwa kroki do przodu i symbolicznie jeden do tyłu. Zyskuje wówczas na czasie, a ludzie mówią: „Nie jest aż tak źle”. Słynne jest tak zwane „Pokojowe przemówienie” Hitlera wygłoszone w Reichstagu w maju 1933 r. – będzie oczywiście respektował inne narody Europy i tak dalej. Była to tabletka uspokajająca. Tak funkcjonują dyktatorzy. I nie ulega wątpliwości, że Trump pogardza trójpodziałem władzy. Ale szczęśliwie żyjemy w jeszcze liberalnym państwie z kompleksową równowagą między trójpodziałem władzy a demokracją. Trump bezsprzecznie próbuje podważyć samą strukturę trójpodziału władzy. W stosunku do poszczególnych stanów, ale także władzy ustawodawczej i sądowniczej.

USA: kraj pełen sprzeczności. Na zdjęciu zamieszki w Atlancie po śmierci George'a Floyda (picture-alliance/AP Photo/Atlanta Journal-Constitution/B. Gray)

USA: kraj pełen sprzeczności. Na zdjęciu zamieszki w Atlancie po śmierci George'a Floyda

Obawia się Pan o konstytucję USA?

Ten kraj ma naprawdę jedną z najlepszych konstytucji na świecie. Niewiarygodną inteligencję zainwestowano w pytanie: jak zapobiec powstaniu tyranii? Możemy mieć pewne zaufanie, że ta konstytucja przetrwa dyktatorskie zapędy Trumpa. Ale rozpadają się także państwa z dobrą konstytucją. Kraj znajduje się w wysoce niebezpiecznym stanie polaryzacji i stan ten coraz bardziej się pogłębia.

W Niemczech wielu myśli, że osłabienie USA na arenie międzynarodowej musi doprowadzić do wzmocnienia Europy. Czy uda się to Merkel i Macronowi?

Trudno powiedzieć. Można tylko mieć nadzieję, że Francja i Niemcy znowu staną się motorem integracji europejskiej. Jestem Europejczykiem z przekonania. Od dzieciństwa – urodziłem się we Włoszech – mam nadzieję, że przeżyję coś w rodzaju europejskiej federacji albo przynajmniej mocno zjednoczoną, ponadnarodową Unię. Ale po Helmucie Kohlu tylko niewiele zrobiono na rzecz pogłębienia europejskiej współpracy. Próba wspólnej konstytucji nie powiodła się. Nieco z planowanej konstytucji uratowano w Traktacie z Lizbony, ale wiele zapisów ma tylko symboliczne znaczenie. Klauzula wzajemnej obrony zapisana w Traktacie mówi o obowiązku UE udzielenia pomocy każdemu zaatakowanemu państwu członkowskiemu – ale nie ma armii, która by temu sprostała. Ostatnim, naprawdę imponującym osiągnięciem było wprowadzenie euro, ale wspólna waluta zakłada zrównanie gospodarek. Dlatego Merkel i Macron muszą pracować nad silniejszą unią gospodarczą. Chociaż dla mnie właściwym projektem pozostaje idea europejskiej unii obrony.

Dlaczego?

Powinno to być właściwie jasne w Europie: w USA zainteresowanie Europą gwałtownie spada. Bez względu na to, kto rządzi w Waszyngtonie. Amerykanie są znakomitymi biznesmenami i wiedzą, że w XXI wieku przyszłość należy do regionu Azji i Pacyfiku. Tam żyje znacznie więcej ludzi, tam prowadzi się lepsze interesy. I właśnie dlatego Europa musi się nauczyć sama bronić. Jest to drogie, wymaga także pewnej mentalności. Ale jest niezbędne.

W 2007 r. państwa unijne podpisały Traktat z lLzbony. Od tamtego czasu UE popadła w stagnację (Imago Images/Xinhua)

W 2007 r. państwa unijne podpisały Traktat z Lizbony. od tamtego czasu UE popadła w stagnację

1 czerwca Niemcy obejmują prezydencję w Radzie UE. Angela Merkel była kanclerzem, kiedy sprawowały ją już w 2007 roku. Ukuła wówczas zdanie: My obywatelki i obywatele Unii Europejskiej jesteśmy szczęśliwie zjednoczeni”. Od tamtego czasu sformułowanie to pojawia się raz po raz. Czy to wielka historia, epoka? Czy tylko epizod?

Z całego serca mam nadzieję, że pozostanie to epoką i początkiem jeszcze większej epoki, jeszcze silniejszego europejskiego porozumienia. Ale to jest obecnie otwartą kwestią. Możliwe, że – o ile Trump zostanie ponownie wybrany – rozpadną się nie tylko transatlantyckie, zachodnie struktury, ale także wewnątrz Europy umocnią się siły odśrodkowe. Już wybór Madame Le Pen na prezydenta Francji dałby Europie niewielkie szanse przeżycia. Doświadczenie pokazuje, że związki państw nie są wieczne. Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego pozostaje tu wyjątkiem. Ale miało ono bardzo kompleksowe struktury prawno-ustrojowe. Dzisiaj byłoby naiwne przyjęcie, że wszystko będzie się toczyło tak jak dotąd, jeżeli nie podejmiemy dalszych kroków do pogłębienia Unii. UE może się rozpaść jak domek z kart.

*Vittorio Hoesle, urodzony 25 czerwca 1960 r. w Mediolanie jako syn Włoszki i Niemca, wykłada od blisko 20 lat na Uniwersytecie Notre Dame w stanie Indiana w USA. Przedtem pracował na uniwersytetach w Niemczech i w Szwajcarii i prowadził Instytut Filozofii w Hanowerze. Hoesle jest członkiem zarządu organizacji pozarządowej Demokracja bez granic (DWB), wcześniejszego Komitetu na rzecz Demokratycznej ONZ. Papież Franciszek powołał go w 2013 r. w szeregi papieskiej Akademii Nauk Społecznych.

 

Reklama