Niemiecki ekspert: wychowanie bez przemocy tak samo ważne jak zakaz posiadania broni | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 22.12.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Niemiecki ekspert: wychowanie bez przemocy tak samo ważne jak zakaz posiadania broni

Bite dzieci częściej, niż dzieci wychowane bez użycia przemocy, skłaniają się ku agresji – i częściej sięgają po broń. Dlatego znany niemiecki kryminolog domaga się „rozbrojenia” w wychowywaniu dzieci.

- Przemoc rodzi przemoc - mówi Christian Pfeiffer: - Na całym świecie wśród szaleńców będących sprawcami tragedii, ani jeden nie zaznał w dzieciństwie miłości - dodaje. Nie każde bite dziecko sięga później po broń, ale – dzieci bite przez rodziców lub wychowawców, pięć razy częściej, niż dzieci, które nie zaznały przemocy, robią „prawdziwie zbrodniczą karierę”. Christian Pfeiffer, szef Instytutu Badawczego Kryminalistyki w Dolnej Saksonii przeprowadził ankietę wśród 45 tys. młodocianych w Niemczech. Wynika z niej, że spośród dzieci wychowanych bez użycia przemocy, tylko dwa do trzech procent skłania się ku agresji, za to aż 17 procent spośród dzieci, które były bite.

Powód jest prosty: „Dzieci uczą się, że przemoc się opłaca, wygrywa silniejszy – a jeżeli tym silniejszym jestem ja sam, to jestem górą”, uważa psychoterapeuta ds. młodzieży, Wolfgang Oelsner z Kolonii. Psychoterapeuta jest przekonany, że jest to też powodem, dlaczego bite dzieci częściej same używają przemocy wobec innych, wykazują skłonności do przemocy werbalnej i przestępczości a nawet do skrajnie prawicowego ekstremizmu. Marzy im się też broń palna, dodaje Wolfgang Oelsner: bite i dręczone psychicznie dzieci szukają bowiem sposobów, by zrekompensować znane z dzieciństwa poczucie bezsilności. Odnajdują się, kiedy same czują się silne. Skutki takiego procesu mogą być straszne, jak choćby w przypadku młodego szaleńca z Newtown, z którego ręki zginęło dwadzieścioro dzieci i sześcioro dorosłych, dodaje kryminolog Pfeiffer.

Amerykańskie represyjne wychowanie

Christian Pfeiffer

Christian Pfeiffer domaga się "rozbrojenia" wychowania

Winą za notowaną w USA wysoką liczbę przestępstw z użyciem przemocy Pfeiffer obarcza stosowane za oceanem „represyjne wychowanie”, chociaż niebagatelną rolę odgrywają też inne czynniki, np. bezrobocie. W Stanach Zjednoczonych 70 procent rodziców opowiada się za stosowanym od czasu do czasu „przyzwoitym laniem”, także przez nauczycieli. W 21 stanach nauczycielom wolno bić uczniów, często używają przy tym drewnianego kija, tzw. "paddle”.

Badanie organizacji obrony praw człowieka Human Rights Watch z 2009 r., udokumentowało przypadki „poważnie bitych” dzieci, zranionych po takiej „porcji lania”. Z tego samego badania wynika, że wielu rodziców nie zgadza się co prawda na bicie dzieci w szkole, bywa jednak, że nauczyciele ignorują te życzenia. „Dzieci przyzwyczajają się do tej codziennej przemocy i akceptują ją jako coś normalnego”, twierdzą autorzy raportu „A Violent Education” (Wychowanie w przemocy).

- Trudno się więc dziwić, że u większości Amerykanów posiadanie broni jest normalnym zjawiskiem - uważa Pfeiffer i domaga się „rozbrojenia w wychowaniu dzieci”, podobnego temu, jakie miało miejsce w Niemczech w latach dziewięćdziesiątych.

Prawo do wzrastania bez przemocy

Schule für Kranke Schulleiter Wolfgang Oelsner

Wolfgang Oelsner: agresja tkwi w każdym z nas

W 2000 r. w niemieckim kodeksie cywilnym sformułowano kategoryczny zakaz stosowania kar fizycznych wobec dzieci. W ostatnich 20 latach radykalnie zmieniło się w Niemczech nastawienie rodziców do fizycznego karania dzieci, mówi Christian Pfeiffer, który od lat 90-tych bada stosowanie przemocy w wychowywaniu dzieci. Ponad 60 procent dzieci i nastolatków nie zna dzisiaj kar cielesnych, a liczba rodziców, którzy systematycznie biją dzieci zmniejszyła się w ostatnich 20 latach z 15 do 7 procent. Tym samym, jest przekonany Pfeiffer, zmniejszyła się liczba przestępstw z użyciem przemocy.

Niemiecki specjalista jest też zdania, że rodzice, którzy biją swoje dzieci, mają niski poziom wykształcenia i trudne warunki materialne. Niemal 100 procent wyniosło tradycję cielesnego karania dzieci z domu: - Bijące matki i ojcowie sami byli bici jako dzieci - mówi Pfeiffer.

Skłonność do przemocy nie jest nieodwołalna

Nie wszystkie bite dzieci sięgają później po broń. - Skłonność do przemocy nie jest nieodwołalna - twierdzi psychoterapeuta Oelsner. Jego zdaniem reedukacja jest możliwa: - Jest to niezwykle trudny proces, ale nie pozbawiony szans - dodaje. W wieku około 12 lat dzieci mają ponadto szansę samowychowania, mogą się od nowa zdefiniować, znaleźć nowe wzory, swoich idoli. Może być nimi piłkarz, czy trener piłkarski, ale i sąsiad. - Dziecko może się zmienić, w jedną albo w drugą stronę - zaznacza Oelsner.

Bo także dzieci wychowane w miłości, które nie znają kar cielesnych, mogą skłaniać się ku przemocy, ostrzega Oelsner: - Nie możemy zapominać, że przemoc bywa fascynująca. Potencjał agresji tkwi w każdym człowieku, ważne, by był skierowany na właściwe tory.

Naomi Conrad / Elżbieta Stasik

Red. odp.: Bartosz Dudek

Redakcja poleca

Reklama