Niemiecka prasa: w Europie zaczyna wrzeć | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 09.10.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: w Europie zaczyna wrzeć

Wtorkowa (9.10.12) prasa niemiecka skupia się na oficjalnej wizycie kanclerz Merkel w Grecji.

Ekonomiczny dziennik Handelsblatt stwierdza: "Lepsza taka wizyta niż żadna. Ale byłoby lepiej, gdyby kanclerz Merkel przeznaczyła na wizytę w Grecji więcej czasu. Podejmujący ją premier Antonis Samaras może się co prawda pocieszać, że takie krótkie wizyty są w dyplomacji na porządku dziennym, ale tak naprawdę nie odpowiadają one już starej zasadzie, że podróże kształcą. 7000 policjantów będzie dbać nie tyle o bezpieczeństwo niemieckiej kanclerz, co bardziej o to, by nie doszło do kontaktów z tymi, którzy najchętniej porozmawialiby z Angelą Merkel - z greckim narodem".

Muenchner Merkur przewiduje, że: "Wycieczka Merkel do Aten może stać się najdroższą podróżą, w jaką kiedykolwiek udał się jakiś niemiecki kanclerz. Zbawicielka euro budzi tak czy tak oczekiwania, wedle których potem będzie się ją mierzyć. Lecz pomimo tego był istotny powód, dla którego należało teraz udać się do Aten. W Europie zaczyna wrzeć. Od Lizbony przez Madryt, aż po Paryż i Brukselę panuje przekonanie, że Niemcy są zimni, bez serca i egoistyczni. Jest na to nawet świadek koronny w osobie eks-kanclerza Helmuta Schmidta, który w odniesieniu do europejskiej polityki Merkel, ukuł określenie 'narodowo-egoistyczni'. Berlinowi grozi w Europie izolacja. Kanclerz Merkel wierzy, że tylko w Atenach, w centrum kryzysu, będzie mogła rozproszyć wątpliwości co do dobrej woli Niemców".

Sueddeutsche Zeitung zaznacza, że "Wizyta Merkel w Atenach może pozostać tylko i wyłącznie gestem. Gestem otuchy i współczucia pod adresem Greków, nawet jeżeli jej serce miałoby w tym momencie krwawić, jak sama powiedziała. Taki dobór słów nie pasuje do kogoś tak racjonalnego jak Angela Merkel. Ale jej przesłanie w aktualnej chwili może brzmieć tylko następująco: żaden kryzys w Europie nie może być tak ciężki, żeby Europejczycy mogli się siebie nawzajem bać. Stąd też ta wizyta sama w sobie jest już wynikiem tej postawy".

Frankfurter Allgemeine Zeitung pisząc o mechanizmie stabilizacyjnym ESM zaznacza: "Wyjątek staje się regułą: Europejski fundusz ratunkowy ESM jest obecnie trwałym elementem Europejskiej Unii Walutowej. Powołano go kiedyś do życia, żeby wyciągnąć z tarapatów kraje eurogrupy, które nie mogą, albo nie chcą, dochować reguł gry wspólnej waluty. Poprzez ten mechanizm ratownicy euro nie tylko zignorowali przyrzeczenie twórców UE, ale także pominęli zakaz uspołecznienia długów zapisany w unijnych traktatach. To zmienia cały układ sił i statykę unii walutowej, i to przypuszczalnie nie na lepsze. Teraz bowiem młodą walutę pozbawiono najważniejszego instrumentu nacisku dla utrzymania spójności Unii: wiarygodnych gróźb, że państwa, które nie będą trzymać się dyscypliny budżetowej i nie będą dbać o zdolność konkurencyjną ich gospodarki, same będą musiały odpowiadać za swoje zaniedbania".

Rhein-Zeitung utrzymuje, że "Chwilowe uspokojenie kryzysu jest tylko po części wynikiem europejskich zabiegów ratunkowych. Europejski Bank Centralny dał chwilę wytchnienia zapowiadając nieograniczony skup obligacji państwowych dla wsparcia kulejących państw. Obietnica Mario Draghiego zbiła do rekordowo niskiego poziomu stopę oprocentowania akcji w Hiszpanii i Włoszech. Taki stan utrzyma się tak długo, jak Madryt i Rzym będą nakreślać wiarygodną drogę do załagodzenia sytuacji. Jeżeli natomiast sięgnęłyby one po jeszcze szerzej zakrojoną pomoc ze strony EBC i funduszu ESM, sytuacja może szybko znów się zaostrzyć. Chwilowa cisza poprzedzałaby tylko następną burzę. Nowa europejska zapora ESM byłaby bowiem zbyt niska, jeżeli poważnie zaczęłyby się chwiać tak znaczące w eurostrefie gospodarki jak włoska czy hiszpańska".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek


Reklama