Niemiecka prasa: Tusk ofiarą własnego sukcesu | Echa polskie | DW | 27.02.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

Niemiecka prasa: Tusk ofiarą własnego sukcesu

Niemiecka prasa analizuje dziś polityczną i gospodarczą sytuację Polski pod rządami Tuska. Inny temat to dwulicowa polityka Zachodu wobec pierwszej "Solidarności" w świetle tajnego dokumentu MSZ RFN.

default

„Premier Polski Donald Tusk zbiera właśnie paradoksalne doświadczenie: jego krajowi wiedzie się dobrze, jemu samemu źle”, konstatuje FAZ w artykule „Polskie wiatry”: „W piątym roku jego rządów wystawiona Polsce przez Komisję Europejską prognoza 2,5- procentowego wzrostu gospodarczego na rok 2012 jest najlepszą wśród wszystkich państw UE, skala sympatii wobec Tuska jest z 44 procentami tak niska, jak nigdy dotąd”. Słabość Tuska jest w pewnym sensie efektem jego sukcesu, pisze gazeta. „Kiedy 4 lata temu w fazie zagorzałych wewnętrznych konfliktów zaczął spychać w cień nastawionych klerykalnie, antyliberalnie i antyniemiecko braci Kaczyńskich, czująca się zagrożona Czwartą Rzeczpospolitą Kaczyńskich nowa, mieszczańska klasa średnia widziała w nim wybawiciela. Jego slogan: nie chodzi mi o ratowanie chrześcijaństwa, tylko o ciepłą wodę z kranu, zapowiadał normalność, którą ten kraj nie cieszył się od pokoleń”.

Dziś narodowi konserwatyści nie są żadnym zagrożeniem, ich obóz się rozpadł, szef partii Jarosław Kaczyński jest wyizolowany, z tym efektem, że: „Tusk nie uchodzi już za zwycięzcę mitycznego smoka wawelskiego. Normalność, którą obiecał, odczarowuje go i czyni jego życie niełatwym”.

Powodów problemów Tuska jest wiele, uważa dziennik, wśród nich stały temat – reforma systemu służby zdrowia i emerytalnego, czy wpadki jedna po drugiej w przygotowaniach do piłkarskich mistrzostw Europy 2012. Jak wielu zachodnich szefów rządów Tusk nie zrozumiał ponadto w pełni politycznej siły pokolenia Facebook wyrażonej w szczególnie intensywnie przebiegających w Polsce protestach przeciw umowie ACTA. „Najważniejszym powodem chwilowej słabości Tuska jest jednak to, że w piątym roku swych rządów nareszcie robi to, co zawsze chciał robić. Szef rządu mianowicie, już w antykomunistycznym oporze liberał z przekonania ze skłonnością do reaganomiki (polityka ekonomiczna za rządów Reagana – dop. red.) und Thatcheryzmu, po raz pierwszy od chwili objęcia rządów w 2007 r. ma wolną rękę w przeprowadzaniu konsolidacji finansów publicznych i reform. (...) Tusk znajduje się tym samym na rozstrzygającym etapie swojej kariery, jako polityka-reformatora, i walkę tę prowadzi z typową dla niego kombinacją uprzejmości i twardej ręki”.

Panie kanclerzu, myślę, że musimy się przejść do ogrodu

Także FAZ zamieszcza w swoim dzisiejszym wydaniu recenzję książki Dominika Picka „Mosty na Wschód. Helmut Schmidt i Polacy“, wydanej nakładem bremeńskiego wydawnictwa Edition Temmen pod koniec ub. roku. Fragmenty tejże recenzji:

Panie kanclerzu, myślę, że musimy się przejść do ogrodu. Było to o drugiej w nocy. I poszliśmy do ogrodu. Tak wspominał w 2008 r. Helmut Schmidt pamiętne spotkanie z Edwardem Gierkiem 1 sierpnia 1975 r. przy okazji odbywającej się w Helsinkach konferencji KBWE. Z powodu nazistowskiej przeszłości i wypędzeń Niemców po 1945 r. stosunki polsko-niemieckie były w najwyższym stopniu obciążone. Niczego nie zmienił w tym naprawdę Układ PRL-RFN zawarty w grudniu 1970 r. pod rządami Willy'ego Brandta. Nie było w nim nawet mowy o normalizacji, tylko o podwalinach normalizacji we wzajemnych stosunkach. Obejmując funkcję kanclerza w 1974 r. Schmidt przejął, patrząc na Polskę, trudne dziedzictwo. Dominik Pick mówi o pakiecie problemów. Pick jest Polakiem, rocznik 1979. Do swojej pracy korzystał z obok znanych źródeł, także z polskich materiałów, co czyni ją interesującą”.(...)

„Kto myśli o Polsce, w pierwszym rzędzie myśli o uklęknieciu Brandta przez Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, mniej o Schmidtcie. Ten kojarzy się z gospodarką, terroryzmem i podwójną uchwałą NATO (plan z 1979 roku ograniczenia arsenału atomowego USA i ZSRR przy jednoczesnym rozmieszczeniu nowych rakiet atomowych USA w Europie Zachodniej, przyp. red.) Pick pokazuje obszar, który dla Schmidta był bardzo ważny, choćby ze względu na wszechobecną straszną przeszłość. Wyrazem tego była jego wizyta - pierwszego niemieckiego kanclerza, w Auschwitz. Początkiem końca Zimnej Wojny były strajki w Polsce latem 1980 r. i powstanie Solidarności.

Pick pokazuje dylemat Schmidta: odmawiał wszelkiego kontaktu z Solidarnością i zarzucał jej, że zagraża równowadze w Europie. Swoje rozmowy ograniczał do rozmów z oficjalnym rządem komunistycznym, co przyniosło mu na Zachodzie ostrą krytykę. Schmidt sam mówił w 2009 r., że trudno nazwać jego politykę wschodnią sukcesem. Pick się z tym nie zgadza: polityka Schmidta stworzyła warunki, w których mogła się rozwinąć demokratyczna opozycja. Akurat w tym punkcie można się znakomicie spierać”, konstatuje autor recenzji.

"Wątpliwa solidarność"

Tygodnik Der Spiegel ujawnia informację z, jak pisze, poufnego dokumentu niemieckiego MSZ. W notatce „Wątpliwa solidarność” czytamy:

„Do tej pory Helmut Schmidt wydawał się jedynym wiodącym zachodnim politykiem, który na początku lat osiemdziesiątych okazywał mało zrozumienia dla polskiego ruchu związkowego Solidarność. Teraz jednak traktowany dotąd jako poufny dokument MSZ udowadnia, że także premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher miała znaczne zastrzeżenia wobec ruchu robotniczego i jego przywódcy Lecha Wałęsy. I tak we wrześniu 1981 r. Thatcher rozważała wsparcie reżimu Bloku Wschodniego w Warszawie przeciw Związkom Zawodowym Solidarność. Mówił o tym kolegom w Nowym Jorku minister spraw zagranicznych w rządzie Thatcher i późniejszy sekretarz generalny NATO Lord Peter Carrington: Całą naszą sympatię miała Solidarność. Jeżeli jednak Solidarność miałaby wymykać się spod kontroli i rząd musiałby zastosować represje, wsparcie rządu miałoby coś w sobie. Już przedtem Carrington powiedział, że ze względu na opinię publiczną jego rząd stoi po stronie Solidarności, ale z punktu widzenia rozsądku raczej po stronie polskiego rządu. Warszawie groziło wówczas bankructwo i Thatcher najwyraźniej obawiała się, że żądania związkowców mogą sprowokować inwazję Związku Radzieckiego. Kiedy kilka miesięcy później polski dyktator Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny, Londyn zrezygnował z sankcji”.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Bartosz Dudek

Reklama