Niemiecka prasa: Politycy nie odważyli się powiedzieć, że ten typ jest bydlakiem | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 24.12.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Politycy nie odważyli się powiedzieć, że ten typ jest bydlakiem

Wigilijne (24.12.2016) wydania niemieckich dzienników komentują zastrzelenie zamachowca z Berlina. „Państwo musi lepiej chronić swoich obywateli bez naruszenia ich wolności" - piszą.

„Frankfurfer Allgemeine Zeitung" zauważa, że „nawet swoją śmiercią domniemany terrorysta przypomniał, że europejska i niemiecka architektura bezpieczeństwa, która rzekomo już dawno skupia się na walce z terroryzmem, nie może mu zbytnio zaszkodzić i musi polegać na zbiegu okoliczności. Uczucie ulgi miesza się z uzasadnioną obawą, że po raz kolejny mogą zostać wyciągnięte tylko połowiczne konsekwencje (...) Istnieje obawa, że w ciągu najbliższych tygodni tematem będzie nieudolność urzędów. Wiele wskazuje jednak na to, że urzędy trzymały się tego, co nakazuje im polityka. (…) Aby to zmienić, nie potrzebne jest „wszystko co w mocy ludzkiej” (…), co w piątek obiecywała kanclerz Merkel. Wystarczy wszystko co w mocy polityki.”

„Zrobiło się dziwnie spokojnie po nadejściu informacji, że podejrzany terrorysta Anis Amri został zastrzelony przez policjantów w Mediolanie” – pisze „Frankfurter Rundschau”. I wyjaśnia: „To zwróciło uwagę, bo po zamachu w Berlinie nie było dnia, kiedy ktoś nie żądałby zaostrzenia ustawy lub zupełnie innej polityki migracyjnej i polityki bezpieczeństwa.  Być może najwięksi podżegacze udali się wyczerpani na świąteczny urlop. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że ostatnich wydarzeń nie można łatwo instrumentalizować do populistycznych celów.

Pozostaje nadzieja na rzeczowe wyjaśnienie, jakie wnioski można wyciągnąć z ewentualnych potyczek instytucji, aby nie powtarzać błędów. I dobrze byłoby, gdyby debata na temat bezpieczeństwa nie była mieszania ze sporem o właściwą politykę migracyjną.” 

„Nordbayerischer Kurier" (Bayreuth) wskazuje na to, że „nieudolność urzędów, jak to miało miejsce w przypadku Amriego, może mieć śmiertelne skutki. Państwo musi lepiej dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli bez naruszenia ich wolności. My wszyscy jednak możemy jedno zrobić, by pokrzyżować terrorystom plany: żyć jak poprzednio, może trochę bardziej uważnie, ale bez strachu. Chodzić na sylwestrowe imprezy, koncerty, wśród ludzi, a także na pasterkę. Mimo, a właściwie z powodu terroryzmu i przemocy. Jest Boże Narodzenie, święto miłości i wiary.

Norymberski dziennik „Nuernberger Nachrichten" uważa, że „policja i agencje wywiadowcze będą musiały robić o wiele więcej niż do tej pory, by wykryć struktury i plany salafitów i islamistów. Polityka musi jednak udostępnić im zasoby finansowe i ludzkie, aby mogły skutecznie bronić wolności w tym kraju.”

„Nie ma powodu by odwołać alarm. Jeszcze nie wiadomo, jakich i ilu wspólników miał zamachowiec. Dopóki organy śledcze nie dotrą do nich, świąteczny spokój będzie zakłócony. Śmierć Amriego nie zmienia niczego pod względem zagrożenia terrorystycznego, które w dalszym ciągu istnieje w Niemczech” - pisze „Stuttgarter Zeitung".

Komentator portalu regionalnej telewizji „Südwestrundfunk” (SWR) krytykuje, że: „Po zamachu w Berlinie politycy dyskutowali o bezpieczeństwie i apelowali do obywateli o zachowanie rozsądku”. Żaden nie powiedział, że jest wściekły na sprawcę. „Czego politycy nie ważyli się powiedzieć: ten typ jest bydlakiem. Nie tylko sprawcą, lecz bydlakiem, razem ze swoją morderczą ideologią. Dlaczego nikt tego nie powie? Bo politycy są zajęci czymś innym – tym, co zwykle. Na przykład tym, że czyn ten sprzyja tylko interesom skrajnej prawicy. (…) Zero emocji, zero gniewu. A przecież gniew jest ważny – chodzi o nasz styl życia, o nasz kraj, o dokonania wielu ludzi” – pisze komentator SWR.

Jego zdaniem politycy nareszcie powinni nazywać rzeczy po imieniu: „Salafici chcą innego kraju. Nie powinni dopiąć swego. Powinni doświadczyć pogardy i wykluczenia. Dlaczego politycy nie wychodzą poza slogany? Dlatego, że są uwięzieni w poprawnym politycznym gorsecie? Nie, ponieważ nie chcą nazwać wroga po imieniu: salafitów, radykalnego islamu – wszystkich, którzy uważają księgę z VII wieku za ważniejszą od konstytucji państwa, które ich przyjęło i zapewniło im byt. Kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że „obrzydliwością” byłoby, gdyby zamachu miał dokonać uchodźca. Obrzydliwy jest może kawałek spleśniałego chleba. Tu natomiast potrzebne jest wyrażenie zdania i zajęcie stanowiska. Nazwanie po imieniu wroga wolności – zwłaszcza przez kanclerz. Ten bydlak jest terrorystą, żadnym uchodźcą. (…) Jedynie pozytywna w tej sytuacji jest dyskusja, która nie da się już powstrzymać. W spirali milczenia pojawiły się rysy. Nic nie będzie już tak, jak dotąd. W kraju coś się ruszyło. Bo wielu ludzi zauważyło, że chodzi o nasz kraj, naszą wolność, nasz styl życia” – podsumowuje autor komentarza w SWR.

Opr. Katarzyna Domagała

 

Reklama