Niemiecka prasa: późne przebudzenie w sprawie Ukrainy | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 02.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: późne przebudzenie w sprawie Ukrainy

Środowe (2.05.12) wydania dzienników komentują dyskusję na temat politycznego bojkotu Piłkarskich Mistrzostw Europy na Ukrainie oraz demonstracje z okazji święta 1 maja.

Bojkot, przeniesienie, odmowa! Dobrze, że politycy i funkcjonariusze sportowi na krótko przed rozpoczęciem ME odkryli uchybienia autorytarnego rządu Wiktora Janukowycza” – pisze Mannheimer Morgen. „Jednakże gorączkowa debata robi, za przeproszeniem, wrażenie obłudnej. Wszystko, to, co z zacięciem krytykuje Friedrich, Hoeneß i reszta, nie zaczęło się z chwilą, kiedy Julię Tymoszenko poddano więziennym torturom. Koło, które toczyło się w kierunku Europy, toczy się od lutego 2010 w przeciwnym kierunku, w stronę państwa autorytarnego. Tyle, że dotąd mało kogo to interesowało. Przy tym chodzi przecież o stałą obserwację, upomnienia i żądania, a nie o bicie w dzwony dopiero przed wielkim wydarzeniem. Bo co stanie się, jeśli ME miną? Znowu zapomnimy o Ukrainie?”.

W podobnym tonie komentuje Hamburger Abendblatt :

„Jeszcze do niedawna ani rząd RFN, ani kanclerz nie interesowali się specjalnie gwałceniem praw człowieka na Ukrainie. Teraz zgoła minister środowiska Norbert Röttgen wypowiada się na ten temat. Jak dotąd nie uchodził on za globalnego obrońcę praw człowieka. Co się stało? Wybory w Północnej Nadrenii-Westfalii. Röttgen jest wiodącym kandydatem CDU. Rząd Niemiec oraz UE wywierają nacisk na łamiącego prawo Janukowycza. Piłkarskie mistrzostwa Europy są przy tym ważnym instrumentem”.

Również dziennik Die Welt odnosi się do debaty na temat bojkotu krytycznie:

„Teraz dopiero bojkotować ME? Byłby to zawstydzający przykład gestu opóźnionego przebudzenia. Co sport i polityka mogły w środowisku sportowym osiągnąć, to osiągnęły: udało im się światła reflektorów skierować ze stadionu w Charkowie na oddalone od niego o kilka kilometrów więzienie kobiece, z umięśnionych piłkarzy na murawie na więzionych opozycjonistów walczących o wolność i lepszą przyszłość kraju.

Bojkot niesie obecnie ryzyko, że sport nie tylko nie rozwiąże politycznych trudności, lecz je wręcz pogorszy. Dla wielu milionów obywateli, którzy przygotowują się na Euro 2012, będzie to fałszywy sygnał, że Europa ich nie potrzebuje”.

Demonstracje 1 maja

Märkische Allgemeine z Poczdamu pisze:

„Demonstracje na 1 maja stały się dla wielu ludzi pracy uciążliwym rytuałem. Chętniej spędzają ten dzień w lodziarni, na placu zabaw czy ogródkach piwnych. Pomimo to jest się skłonnym wziąć stronę związków zawodowych. Bo rzeczywiście na rynku pracy panuje spory chaos. Mimo wzrostu gospodarczego, z powodu wzrostu cen, w portmonetkach wielu pozostaje niewiele pieniędzy. I w tych, wydawałoby się, niezłych czasach coraz bardziej rośnie przepaść między grupą dobrze zarabiających i posiadających stałą posadę a rosnącą liczbą pracowników najemnych, osób pracujących w niepełnym wymiarze godzin, na umowy zlecenie, które ledwo wiążą koniec z końcem. W obliczu takiej sytuacji potrzebne są silne związki zawodowe”.

Nordwest-Zeitung z Oldenburga komentuje:

„Pokój społeczny jest kruchy. Na tych wszystkich, niejednokrotnie bardzo małych, demonstracjach dominował temat sprawiedliwych wynagrodzeń. Ludzie czują, że pracy jest pod dostatkiem, jak nigdy dotąd. Ale czy można z niej wyżyć? By zachować w przyszłości społeczną równowagę nie liczą się taryfowe podywżki płac. Decydujące jest, by praca była zorganizowana w postaci stanowisk dobrze płatnych i zabezpieczonych socjalnie. Ponieważ frustracja ludzi, którzy nie odczuwają kompletnie sukcesu gospodarczego, staje się niebezpiecznym ładunkiem wybuchowym”.

Aleksandra Jarecka

red.odp. Bartosz Dudek

Reklama