1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Oczekiwania wobec polityków są groteskowo wysokie

Elżbieta Stasik
12 stycznia 2017

Czwartkowe komentarze koncentrują się na kończącym kadencję prezydencie USA Baracku Obamie i rozpoczynającym ją za kilka dni Donaldzie Trumpie. Wymowa komentarzy: trudno o dwóch bardziej różnych prezydentów.

https://p.dw.com/p/2VePI
USA | Washington Treffen Obama und Amtsnachfolger Trump
Zdjęcie: Getty Images/W. McNamee

Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa: „Ostrzeżenie Obamy przed tworzeniem »baniek mydlanych«, w których obowiązuje tylko to, co odpowiada własnemu, niewzruszonemu obrazowi świata, na pewno odnosiło się do jego następcy, chociaż nie wymienił go imiennie. Bańki te nie pękną też raczej z powodu najnowszych doniesień na temat Trumpa. Jego przeciwnicy będą wierzyli w te oskarżenia także bez dowodów. Jego zwolennicy będą dostrzegali w nich kolejny dowód na to, jak rozpaczliwe znienawidzony »establishment« próbuje zemścić się na facecie, który go pokonał. Amerykę czekają trudne czasy. Jak ma wyjść wzmocniona ze swojego głębokiego rozdarcia, pozostaje dotąd tajemnicą Trumpa, której nie wyjawił także na swojej pierwszej konferencji prasowej”.

Zdaniem „Frankfurter Rundschau": „Chyba nigdy przedtem nie można było tak wyraźnie dostrzec dwóch obliczy USA, jak przy okazji ostatniego wielkiego przemówienia prezydenta USA Baracka Obamy i zachowania jego następcy Donalda Trumpa. Po jednej stronie pierwszy ciemnoskóry amerykański prezydent, który swej pożegnalnej mowy nie wykorzystał wyłącznie do tego, by świętować własne sukcesy, tylko wygłosił płomienne orędzie na rzecz demokracji. Wzywał do przestrzegania świętych wartości demokracji, podobnie jak robili to już jego poprzednicy, choćby John F. Kennedy, zwracając się do tych wszystkich, którzy chcą żyć w otwartym na świat społeczeństwie, w którym każdy znajdzie swoje miejsce, niezależnie od religii, koloru skóry czy płci. Po drugiej stronie miliarder, dla którego wszystko, co mówi, służy tylko celom własnym i jego zwolenników – także na koszt innych”.

Lokalny dziennik „Der neue Tag" (Weiden) konstatuje: „Oczekiwania wobec polityków są groteskowo wysokie, patrząc na realne możliwości działania w demokracjach i prozaiczną okoliczność, że nie są oni nadludźmi. Przynajmniej tak jest w Ameryce, gdzie prezydent powinien być zarazem substytutem króla i bohaterem narodowym. (…) Na niepowodzenie były skazane oczekiwania, że Obama mógłby zjednoczyć Amerykę, białą i kolorową, zdewociałą i liberalną, otwartą na świat i protekcjonistyczną. Kapitalizm naznaczony ideologią Wall Street wspiera egoizm i partykularne interesy – miliarder w gabinecie owalnym jeszcze tę przepaść pogłębi”.

„Trudno jeszcze powiedzieć, czy miłosne pozdrowienia z Moskwy należą do kategorii fejków czy publicystycznych bomb” – stwierdza regionalna gazeta z Lueneburga „Landeszeitung" – „Dwuznaczne światło, jakie pada na Trumpa jeszcze przed objęciem przez niego urzędu, ostro kontrastuje ze świetlistą elegancją, która jeszcze raz zajaśniała podczas pożegnalnego przemówienia Obamy. Trudno byłoby bardziej dobitnie zilustrować załamanie się kultury politycznej, jaka charakteryzuje tę zmianę na stanowisku prezydenta. O znacznie większej wadze politycznej niż możliwe zabawy z prostytutkami, wydaje się wysunięty wobec Trumpa zarzut jego wyborczych konszachtów z Kremlem. Jeden z poprzedników Trumpa działał podobnie: potajemnie sabotował będący w zasięgu ręki pokój z Wietnamem, by nie zaszkodzić swoim szansom w wyborach. Jego nazwisko: Richard Nixon”.

opr. Elżbieta Stasik