Niemiecka prasa o zamachowcu z Berlina: „Policja go po prostu nie doceniła. Kropka” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 30.12.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o zamachowcu z Berlina: „Policja go po prostu nie doceniła. Kropka”

Komentatorzy piątkowej prasy analizują uchybienia i niedociągnięcia władz popełnione w przypadku domniemanego zamachowca z Berlina.

Handelsblatt" (Düsseldorf) zauważa, że:

„Tunezyjczyk Anis Amri, którego obciąża się odpowiedzialnością za zamach terrorystyczny w Berlinie, od dawna już miał wiele na sumieniu, kiedy wjechał ciężarówką w tłum na jarmarku świątecznym na Breitscheidplatz i zabił dwanaście osób. Podpadł kradzieżami i przestępstwami narkotykowymi, wprowadzał w błąd urzędy ds. cudzoziemców, ukrywając swoją prawdziwą tożsamość, wciąż podróżując naruszył prawdopodobnie prawo azylowe. Wszystko to dawno by wystarczyło, żeby dać mu poczuć surowość obowiązujących przepisów – gdyby tylko konsekwentnie ich przestrzegano. Ale Amri mógł się wciąż poruszać bez przeszkód, na czacie mógł oferować swoje usługi jako zamachowiec-samobójca a w Internecie szukać instrukcji na temat budowy bomby. A wszystko to pod okiem służb bezpieczeństwa. I nie było przeciwko niemu żadnych dowodów? Po co w ogóle ludzie stanowiący zagrożenie są pod obserwacją, skoro nawet taki, który zgłasza się do samobójczych zamachów, najwyraźniej nie zostaje wezwany nawet na przesłuchanie?”.
 

Dziennik „Volksstimme" (Magdeburg) krytykuje:

„Po zamachu w Berlinie wyniki śledztwa przedostają się na zewnątrz tylko kropla po kropli. I to dzięki mediom, nie urzędom. Polityka informacyjna władz śledczych jest trucizną dla subiektywnego poczucia bezpieczeństwa ludności. Dlatego słuszna jest jej zmasowana krytyka. Już przed zamachem mnożyły się wpadki. Tym ważniejsze jest profesjonalne wyjaśnienie zamachu – tak szybko i transparentnie, jak to tylko możliwe. Prokuratura Federalna odważyła się przynajmniej wystąpić z chudziutką informacją – rozczarowującą wiadomością, że podejrzany Tunezyjczyk, rzekomy wspólnik Anisa Amriego, musiał zostać wypuszczony na wolność. Po Afgańczyku, aresztowanym zaraz po zamachu w Berlinie, jest to już druga wpadka. Amriego ujęli włoscy policjanci, ich niemieccy koledzy zatrzymują nie tych co trzeba. Smętny bilans po dwóch tygodniach śledztwa”.

„Mitteldeutsche Zeitung" (Halle) komentuje porównanie nie udowodnionych jeszcze uchybień policji z błędami popełnionymi w przypadku Narodowosocjalistycznego Podziemia (NSU):

„Z NSU te niedociągnięcia są nieporównywalne. Tamta sprawa ciągnęła się mianowicie ponad dziesięciolecie i wiązała się z tym, że w dziewięćdziesiątych latach ub. wieku służba ochrony konstytucji choćby w Turyngii była ślepa na prawe oko. W przypadku Amriego trudno podejrzewać o ideologiczne pobratymstwo. Mimo to coś się kompletnie się nie powiodło. I podczas gdy NSU zabiło dziesięć osób, teraz zginęło dwanaście. Wiele osób jest jeszcze ciężko rannych. Zbadanie przyczyn tej tragedii jest absolutnie konieczne – także w interesie służb bezpieczeństwa. Po to, by taki zamach jak na Breitscheidplatz, nie mógł się powtórzyć".

Bawarska gazeta "Nürnberger Nachrichten" pisze: 

„Patrząc obiektywnie zrobiono śmiertelne błędy i nie wykorzystano możliwości. Służby bezpieczeństwa argumentują teraz, że czynowi Amriego nie można było zapobiec. W świetle nowych informacji spokojnie można to uznać za próbę samoobrony. Ale też błędem byłoby wskazywanie już teraz winnych. Najpierw trzeba sprawdzić przebieg wszystkich wydarzeń, które dotyczyły Amriego i innych uważanych za zagrożenie islamistów. Wtedy okaże się, czy były to systemowe błędy czy zwykła niedbałość. Jeżeli będzie trzeba, odpowiedzialni muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności”.

Süddeutsche Zeitung" (Monachium) konstatuje:

„Stało się to, co nie miało prawa się stać. Stróże prawa i porządku na końcu błędnie ocenili domniemanego zamachowca. Przypuszczalnie uważali go za jakiegoś gadułę, który mówi wprawdzie o zamachach, ale właściwie tylko plecie trzy po trzy. To, że stało się to, co się stało, nie było efektem morderczych cięć w budżecie policji i jej niedostatków «personalnych i technicznych», które uniemożliwiały skuteczne działania, jak na związkową modłę powiedziała Sahra Wagenknecht, szefowa Lewicy w Bundestagu. Policja miała wszystko – ale najzwyczajniej go nie doceniła. Kropka”.

opr. Elżbieta Stasik

 

Redakcja poleca