Niemiecka prasa o wystąpieniu Trumpa w ONZ: „Światu zagrażają poważne konflikty” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 20.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o wystąpieniu Trumpa w ONZ: „Światu zagrażają poważne konflikty”

Niemieckie dzienniki ostro rozprawiają się w środowych (20.09.2017) wydaniach z pierwszym wystąpieniem Donalda Trumpa na forum ONZ.

UN Generalversammlung in New York | Donald Trump, Präsident USA (Reuters/S. Stapleton)

Pierwsze przemówienie prezydenta USA Donalda Trumpa na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych wzbudziło głęboki niepokój

Opiniotwórczy „Die Welt" (Berlin) jest zaniepokojony wystąpieniem Donalda Trumpa:

„Trump w arogancki sposób zasygnalizował, że jest nadal brzydkim Amerykaninem i nie ma zamiaru wobec innych państw i kultur robić się na bóstwo. Temu przemówieniu brakowało umiaru i było ono przerażające z uwagi na jego treści, ale też głęboko niepokojące ze względu na to, co zostało przemilczane. Tak nie artykułuje się mocarstwo, które pretenduje do moralnego i politycznego przywództwa na świecie”.

«Rheinpfalz» (Ludwigshafen) wskazuje na nieobliczalność Donalda Trumpa:

„Dumny ze swej nieobliczalności prezydent Stanów Zjednoczonych występuje na forum ONZ, jakby nie było niczym zdrożnym od tak sobie zagrozić całkowitym zniszczeniem całego kraju. 

Bez wątpienia: Prowokatorzy w tych niezliczonych i potencjalnie zabójczych grach siedzą w Pjongjangu a nie w Waszyngtonie. Tylko to nie jest ton, jakim można załagodzić kryzysy”.

Volksstimme" (Magdeburg) o fenomenie Trumpa:

„Rozbieżność poglądów rządu Stanów Zjednoczonych ujawnia się jeszcze bardziej podczas pierwszego przemówienia Donalda Trumpa na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Prezydent chciałby, aby reżimy Północnej Korei i Iranu poszły do diabła i zapowiada, że w razie konieczności pomoże im w tym armia amerykańska. Z drugiej strony prezentuje się on jako książę pokoju, który chce zrobić wszystko, aby zapobiec działaniom wojennym. Chwali przy tym po raz pierwszy od czasu objęcia urzędu prezydenta Chiny i Rosję za poparcie dla rezolucji ws. Korei Północnej w Radzie Bezpieczeństwa.

Psiakość! Czy kroją się nowe sojusze? Jeśli chodzi o to, Trump jest fenomenem. Jego ogląd świata najwidoczniej podlega ciągłym zmianom w zależności od jego bezpośrednich wrażeń czy osobistych doświadczeń.

To, co dzisiaj było dobre, jutro może stać się wcieleniem zła – i na odwrót. Dlatego należy się mieć na baczności w razie pojednawczych tonów z jego ust. Ale samo to, że stać go na to, daje nadzieję”.

Hessische Niedersächsische Allgemeine" (Kassel) prognozuje konflikty na świecie:

„W świecie Trumpa polityka znajduje się w punkcie zerowym i wszystko, co dobre dzieje się tylko za sprawą zdecydowanych działań. Te chłodne kalkulacje upodobniają prezydenta Stanów Zjednoczonych akurat do północnokoreańskiego dyktatora Kim Jong-Una; także prezydenta Rosji Władimira Putina, chińskiego szefa państwa i partii rządzącej Xi Jinpinga, do rządzących w Teheranie mułłów i innych władców. To, że Trump pozycjonuje się po tej stronie jest właściwym doniesieniem dnia. Światu zagrażają poważne konflikty”.

«Sächsische Zeitung» (Drezno) nawiązuje do postulowanych przez Trumpa reform ONZ:

„W tej kwestii Donald Trump ma nawet rację: Organizacja Narodów Zjednoczonych ma ogromną, rozbudowaną administrację, kosztuje dużo pieniędzy i jest nieskuteczna. Ale jeśli amerykański prezydent sukces tej międzynarodowej organizacji mierzy tylko stosunkiem ceny do zysku, to wyciąga błędne wnioski. Polityka na arenie międzynarodowej nie funkcjonuje w ten sposób. A na pewno nie funkcjonuje wtedy, jeśli chodzi o zażegnanie konfliktów. Atomowe groźby Kim Jong Una skierowane są nie tylko pod adresem Stanów Zjednoczonych, ale głównie państw ościennych.

To, że Trump uważa «całkowite zniszczenie» Północnej Korei za wariant do przyjęcia, utwierdza w słuszności wszystkich tych, którzy nie chcą w żadnym wypadku pozostawiać w gestii USA zarządzania kryzysem.

Kto rzeczywiście chce wzmocnić ONZ, nie uniknie reform jej instytucji. Jak długo nie będzie można zmienić zasad prawa weta, tak długo Rada Bezpieczeństwa będzie narzędziem w rękach jej stałych członków. Tym samym niemożliwe będzie znajdowanie rozwiązań, które byłyby w interesie całego świata”.

Opr.: Barbara Cöllen

 

Reklama