Niemiecka prasa o obecności mediów na procesie NSU: wynik losowania jest śmieszny | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 30.04.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o obecności mediów na procesie NSU: wynik losowania jest śmieszny

Wtorkowe (30.04.13) wydania gazet komentują przydzielenie przez sąd w Monachium drogą losowania 50 miejsc przedstawicielom zagranicznych i niemieckich mediów, wśród których zabrakło tych najbardziej opiniotwórczych.

"Der Tagesspiegel" z Berlina ironizuje:

„Wynik jest śmieszny. Miejsce nad brunatnym bagnem otrzymała polskojęzyczna redakcja Radia Lora-Monachium, która zajmuje się porównywaniem pozycji germanistyki na polskich uniwersytetach z pozycją polonistyki na uczelniach niemieckich. Przy wybiegu siedzi też czasopismo Brigitte, by ocenić krytycznie styl Beate Zschäpe. O procesie donosi monachijskie Hit-Radio Charivari, kanał telewizyjny Ebru TV, portal internetowy Hallo-München.de, Radio Lotte Weimar. Jednak przy całym szacunku, coś się tu nie zgadza. W przypadku dwóch zakładów są dobre widoki na wygraną: wszyscy szczęściarze wkrótce stracą ochotę na ten mamuci proces; a w przypadku niektórych miejsc dojdzie do obrzydliwego handlu. Zobaczymy, za jaką cenę zaoferowane będą pierwsze bilety na ‘Seatwave'. I dlaczego to wszystko? Ponieważ przewodniczący sądu poczuł się obrażony z powodu krytyki. Jest jeszcze jeden zakład do wygrania: proces wyląduje przed Trybunałem Konstytucyjnym”.

"Frankfurter Rundschau" komentuje:

„Problem polega na nadmiernej ostrożności Sądu Krajowego (OLG), który nie chce za żadną cenę zaryzykować rewizji procesu, która mogłaby zakończyć się sukcesem. Dlatego wzbrania się przed transmisją procesu na telebimie do pomieszczenia, w którym znajdowaliby się dziennikarze. Ryzyko, że Trybunał Konstytucyjny zakazałby takiej transmisji jest śmiesznie niskie w porównaniu z niezadowoleniem, jakie OLG spowodowało dotąd swymi kuriozalnymi próbami załatwienia sprawy braku miejsc. Proces akredytacji jest od wczoraj zamknięty. Niezadowolenie pozostanie”.

Natomiast Frankfurter Allgemeine Zeitung jest zdania, że:

„Teraz panuje radość z powodu sprawiedliwego wyboru i wreszcie może zacząć się główna rozprawa. Jednak, jeśli nawet losowanie odbyło się zgodnie z zasadami, to kontyngenty, ograniczenia wobec procesu są nieżyciowe i nieodpowiednie. I nie dlatego, że dopuszczono lokalne i regionalne media, lecz dlatego, że w tym procesie chodzi w najgorszym sensie o sprawę narodową, o wyjaśnienie serii morderstw, które dotyczą całego kraju. Z tego powodu rozumny sąd, jeśli nawet tworzy kontyngenty, musiałby uwzględnić przy tym także media narodowe. W przeciwieństwie do tego, jak potraktowano gazety i czasopisma ponadregionalne, poniekąd więcej miejsc w tym momencie zarezerwowano dla publicznych rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych”.

„Monachiski Sąd Krajowy rozlosowaniem miejsc dla prasy w procesie domniemanych nazistowskich terrorystów wcale nie wyświadczył sobie przysługi – pisze "Die Welt" z Berlina. „Nie do wiary, że media, które z całą powagą i prowadzą od lat gruntowne śledztwo na ten temat nie będą na procesie, podczas gdy stacja radiowa TOP FM ma zagwarantowane miejsce w sali sądowej. Jest to przykład na lekceważenie nie tylko wielkich mediów w tym kraju, lecz także wszystkich zainteresowanych, którzy teraz nie będą mogli śledzić w ponadregionalnych gazetach sprawozdania z procesu. Sąd Krajowy z Monachium wciąż nie rozumie, jak ważne jest, szczególnie w przypadku tego procesu, postępowanie w sposób otwarty i przejrzysty”.

"Süddeutsche Zeitung" konstatuje:

„Wiele mediów wyszło z niczym z losowania decydującego o akredytacji. W zamian za to miejsca otrzymały te, które nigdy dotąd nie zajmowały się prawicowym terroryzmem lub poważną sprawozdawczością z rozpraw sądowych. Ich listę czyta się jak farsę. Towarzyszy temu uczucie wstydu. Tak, sąd nie musi zapewniać każdemu jawności, ale musi zagwarantować jawność procesu. Ten sąd ma jakieś tego wyobrażenie. Ale nie wie najwyraźniej, co oznacza dziś opinia publiczna i jakie media z tych uznanych i nowych do niej należą”.

Aleksandra Jarecka

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama