Niemiecka prasa o interwencji w Mali: Niemcy nie mogą sobie pozwolić jeszcze raz na powściągliwość | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 15.01.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o interwencji w Mali: Niemcy nie mogą sobie pozwolić jeszcze raz na powściągliwość

Jak daleko ma sięgać zaangażowanie Niemiec w Afryce? Prasa szeroko komentuje postawę rządu Niemiec wobec militarnej interwencji w Mali.

A French pilot in the cockpit of a Mirage 2000D fighter plane gets ready for take-off from N'Djamena, Chad in this photo released by the French Army Communications Audiovisual office (ECPAD) on January 12, 2013.French forces carried out a second day of air strikes against Islamist rebels in Mali on Saturday and sent troops to protect the capital Bamako in an operation involving several hundred soldiers, Defence Minister Jean-Yves Le Drian said. REUTERS/ECPAD/Adj. Nicolas Richard/Handout (CHAD - Tags: POLITICS MILITARY) NO SALES. NO ARCHIVES. ATTENTION EDITORS - THIS IMAGE WAS PROVIDED BY A THIRD PARTY. FOR EDITORIAL USE ONLY. NOT FOR SALE FOR MARKETING OR ADVERTISING CAMPAIGNS. THIS PICTURE IS DISTRIBUTED EXACTLY AS RECEIVED BY REUTERS, AS A SERVICE TO CLIENTS

Bezpieczeństwa Europy trzeba teraz bronić w Mali

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa: "Do najważniejszych wyróżników niemieckiej polityki zagranicznej jest to, że kiedy w grę wchodzą operacje wojskowe, Niemcy najpierw mówią swym sojusznikom, co jest wykluczone: w przypadku Mali jest to zbrojna misja Bundeswehry. Ale o taką akurat Niemców nikt w ogóle nie pytał. Zdaje się, że siły francuskie były o tyle liczne, że mogły powstrzymać atak na południe kraju dwóch zgrupowań islamistów i dżihadystów na stolicę Bamako. Pomimo tego godne zauważenia jest to, że Londyn bez większych wahań zaoferował wsparcie transportu lotniczego, a Waszyngton zwiadowcze drony. Z Berlina natomiast nadeszło stwierdzenie: zobaczymy, jak będzie można pomóc (...). Trzeba będzie także dopiero zbadać, czy realistyczny jest pierwotny zamiar, by wspólnie z innymi europejskimi sojusznikami wesprzeć szkolenie malijskich żołnierzy".

"Sueddeutsche Zeitung" zaznacza, że "Niemcy tylko wtedy demonstrują solidarność, kiedy wiąże się ona z minimalnym ryzykiem - jak przy wysyłce systemu antyrakietowego >>Patriot<< do Turcji. Niemcy przyjmują bowiem, że wyborca - aktualnie wyborca w Dolnej Saksonii (w tym kraju związkowym odbędą się w najbliższym czasie wybory do landtagu, przyp. red.) - ukarałby rząd za każde inne postępowanie. Z tego właśnie względu rząd Niemiec wykonuje te akrobacje: z jednej strony chwaląc Francuzów i zapewniając ich o solidarności, z drugiej strony jednak wykluczając jakikolwiek udział w działaniach zbrojnych. Oczywiście, że rząd RFN oferuje pomoc humanitarną i teraz dodatkowo jeszcze logistyczną - ale w żadnym wypadku nic więcej. Szef MON Thomas de Maiziere często podkreślał, że Niemcy będą musiały także w przyszłości wywiązywać się ze swych międzynarodowych zobowiązań. Ale to będzie możliwe tylko wtedy, kiedy ich pojęcie kultury militarnej wstrzemięźliwości nie będzie polegało na tym, że inne państwa przejmują zadania militarne, a Niemcy się od wszystkiego wstrzymują".

"Logistyczne wsparcie Francuzów Transallami - to jedyne ustępstwo, na jakie wreszcie zdecydował się Berlin po kilkudniowym lawirowaniu" - pisze "Nuernberger Nachrichten". "Jest to nieco więcej niż i tak już planowana i zbyt długo odwlekana misja szkoleniowa UE z niemieckim udziałem; jest to jednocześnie dużo mniej niż operacja zbrojna, na którą nigdy nie przystałaby FDP, i do której nie możnaby przekonać niemieckiej opinii publicznej. Chadecko-liberalny rząd stara się więc o zachowanie twarzy z najmniejszym wspólnym mianownikiem - doskonale wiedząc, że w stosunku do sojusznika, Francji, nie mógłyby sobie jeszcze raz pozwolić na taką totalną odmowę współpracy jak w przypadku misji libijskiej".

"Interwencja Francji dała międzynarodowej społeczności tylko nieco więcej czasu" - ocenia "Frankfurter Rundschau". "To było konieczne, ponieważ i Unia Afrykańska i Europejczycy zupełnie karygodnie zwlekali w minionych miesiącach. Pomimo rezolucji ONZ wciąż jeszcze nie widać żadnych oddziałów interwencyjnych pod egidą afrykańskiej wspólnoty gospodarczej Ecowas. Najwyższy więc czas, by do Mali przerzucić oddziały o sile 3300 żołnierzy pod dowództwem Nigerii. Lecz jednocześnie Europejczykom nie wolno czekać aż do jesieni, by do Mali wysłać wojskowych instruktorów szkoleniowych. Ich wiedza jest obecnie najbardziej pożądana, by malijska armia była w stanie chociaż utrzymać w ryzach powstańców na północy kraju".

"Kieler Nachrichten" podsumowuje: "Do wielkich zdobyczy powojennej polityki Niemiec należy to, że co prawda w wielu zakątkach świata słychać pobrzękiwanie szabelek - ale nie w Berlinie. Mało chlubna rola Niemiec w walce z Kadafim pokazała jednak, jak szybko powściągliwość może prowadzić do międzynarodowej izolacji. Z tego względu nieśmiała oferta pomocy, z jaką wczoraj wystąpił minister spraw zagranicznych, jest tym minimum, jakie Niemcy winne są swym partnerom - Francuzom. Państwo o takiej gospodarczej potędze jak Niemcy, musi robić więcej niż tylko reagować na wydarzenia czy prośby".

Małgorzata Matzke

red. odp.: Bartosz Dudek

Reklama