Niemiecka prasa o francuskiej ofensywie w Mali | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 17.01.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o francuskiej ofensywie w Mali

Komentatorzy czwartkowych (17.01) wydań niemieckiej prasy koncentrują się głównie na ofensywie Francuzów w Mali i pomocy Niemiec.

"Stuttgarter Zeitung" komentuje:

"Również na Wybrzeżu Kości Słoniowej Francuzom udało się za sprawą kilku interwencji i z mandatem ONZ umożliwić w 2011 roku nowy początek, po trwającej wiele lat wojnie domowej. Operacja militarna w Mali jest niepozbawiona ryzyka, ale konieczna, jeżeli UE nie chce mieć u swoich wrót Al-Kaidy. Solidarność europejska wobec Paryża jest więc potrzebą chwili. Długofalowe zadania będą należeć do mieszkańców Mali. Muszą się znów starać o stworzenie silnych struktur państwowych i wprowadzenie demokracji".

"Lübecker Nachrichten" zwraca uwagę, że:

"Rząd federalny zdecydował się na wariant typu minimaks; na minimalną czynną pomoc, za to maksymalną solidarność werbalną. Nie jest to najlepsze zapoczątkowanie złotych godów niemiecko-francuskiego partnerstwa, które mają być z wielką pompą obchodzone w przyszłym tygodniu w Berlinie".

Koloński dziennik "Kölner Stadt-Anzeiger":

"Na dalsze pytania kanclerz Merkel chce odpowiedzieć dopiero w przyszłym tygodniu, po przybyciu do Berlina prezydenta Francji Francois Hollande'a. I po wyborach w Dolnej Saksonii. Przewodnicząca CDU nie chciałaby, by jej zarzucono, że jej decyzja wysłania żołnierzy z mało popularną misją do Mali, negatywnie odbiła się na wyniku wyborów. Dlatego obrała politykę symboli".

Ukazująca się w Halle Mitteldeutsche Zeitung pisze:

"Jest to symboliczny krok, bo odsuwa na plan dalszy debatę w Bundestagu na temat nowego mandatu. Bamako jest lotniskiem oddalonym o ponad 700 kilometrów od linii frontu. Ostrzelanie maszyn, a tym samym użycie broni zdaje się być prawie wykluczone".

Neue Osnabrücker Zeitung podsumowuje:

"Najpierw minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle wykluczył pomoc militarną dla naszego najważniejszego europejskiego partnera. Na szczęście Niemcy nie zasiadają już w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i dlatego przynajmniej tym razem zaoszczędzili sojusznikom afrontu, jak to miało miejsce w przypadku konfliktu w Libii, gdy Westerwelle oficjalnie odmówił im pomocy. Teraz rząd federalny chce wspomóc czymś więcej niż niczym. Spójrzcie, przecież jesteśmy z wami, będzie mogła powiedzieć kanclerz Merkel. Brakuje tylko, by Westerwelle, podobnie jak po obaleniu dyktatora Muammara Kadafiego, stwierdził pewnego dnia, że Niemcy w znaczny sposób przyczyniły się do tego, by u wrót Europy nie powstało państwo terrorystyczne".

Iwona Metzner

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama