Niemiecka prasa o Brexicie: Nowa ″Żelazna Dama″ nie ma innego wyboru | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 18.01.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o Brexicie: Nowa "Żelazna Dama" nie ma innego wyboru

Zapowiedź „twardego Brexitu”, jaka padła z ust brytyjskiej premier May, prasa ocenia wręcz jako ulgę.

„Neue Osnabruecker Zeitung” zaznacza: „Theresa May ratuje się ucieczką do przodu. W swoim wystąpieniu zapowiedziała ‘twardy Brexit' i chce wykluczyć swój kraj nie tylko z Unii Europejskiej, ale też z europejskiego rynku wewnętrznego. Nowe umowy o wolnym handlu miałyby w przyszłości zastąpić ekonomiczne korzyści wynikające ze  swobodnego przepływu towarów i usług w UE. Do lamusa miałoby pójść unijne ustawodawstwo, podobnie jak swoboda osiedlania się, która w przekonaniu Brytyjczyków doprowadziła do napływu obcych elementów. Zwolennicy Brexitu przyklasną May za tak klarowne stanowisko, nie bacząc nawet na to, że nowa ‘Żelazna Dama' nie ma innego wyboru. Brytyjscy politycy, którzy w ostatnich miesiącach wielokrotnie przedstawiali w Brukseli swoje wizje o przysługujących Wlk. Brytanii prawach, bez dopełniania jakichkolwiek obowiązków, ponieśli fiasko.

To, że May chce teraz zrealizować Brexit ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, 27 stolic UE przyjęło z ulgą: Nie będzie żadnych przykrych negocjacji, które sprzyjałyby eurosceptycyzmowi i nie będzie żadnego nadzwyczajnego statusu, który mógłby zachęcać do naśladownictwa. Realizując ‘twardy Brexit' niegdysiejsza przeciwniczka wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE, wyświadczyła Wspólnocie swoją ostatnią przysługę”.

„Landeszeitung” z Lüneburga pisze: „Wystąpienie Theresy May po części brzmiało trochę jak oda na cześć świetności Brytyjskiego Imperium. Ale zaślepiona nostalgią brytyjska premier nie dostrzega, że zmieniły się warunki i że jej cele po części są ze sobą sprzeczne. May ma nadzieję, że lukratywny handel z USA i Australią zastąpi wygasający handel z kontynentalną Europą. Ale w czasach, kiedy Wielka Brytania czerpała korzyści ze swoich kolonii, 80 proc. wszystkich okrętów na świecie było produkowanych w stoczniach nad rzeką Clyde w Glasgow. A teraz Wielka Brytania jest właściwie pozbawiona przemysłu i grozi jej gigantyczne zadłużenie państwa, które uniemożliwi zbudowanie nowego przemysłu. Sen Theresy May o ‘Global Britain' może skończyć się koszmarem ‘Little Britain'”.

Lewicowy dziennik „taz” z Berlina zaznacza, że pełna konfrontacja zdaje się być maksymą brytyjskiej premier. „W jej wystąpieniu często przeplatało się słowo ‘kompromis', ale to była tylko ozdóbka. W rzeczywistości May stawiała na maksymalne żądania pod adresem UE: żadnej swobody przemieszczania się, żadnego Trybunału UE i żadnych płatności netto. Rząd w ogóle nie poinformował Brytyjczyków o konsekwencjach Brexitu, lecz skupiał się na narodowych interesach. May nie wahała się nawet wspomnieć o brytyjskiej broni atomowej i stałym miejscu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, żeby przekonać Europejczyków do przyjęcia bez sprzeciwu brytyjskich warunków. Ale ten kurs konfrontacji nie przyniesie wyników.

May przedstawia zupełnie błędnie sytuację negocjacyjną: to Brytyjczycy muszą się ruszyć z miejsca a nie Europejczycy, jeżeli ma dojść do jakiegoś kompromisu”.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” wymienia Wlk. Brytanii, po jej odejściu z Unii Europejskiej: „Silniejsza, bardziej sprawiedliwa i bardziej globalna. Jak realistyczne są te cele, a co jest tylko pobożnym życzeniem, to okaże się za parę lat na przykładzie decyzji inwestycyjnych, wymiany handlowej, kursu walut i stopy wzrostu. W obliczu globalnej sytuacji politycznej potrzeba bardzo silnej wiary, by w brytyjskiej solówce dostrzec spełnienie narodowych interesów - a nie osłabienie obydwu stron”.

Ekonomiczny dziennik „Handelsblatt” z Düsseldorfu pisze: „Brytyjska premier May przechodzi do ofensywy i wysyła pogróżki pod adresem ‘europejskich partnerów i przyjaciół'. Jest to ryzykowna gra, na którą Bruksela raczej nie przystanie. Jakby nie było, 44 proc. brytyjskiego eksportu idzie do Unii Europejskiej. Jeżeli zostaną wprowadzone cła lub ograniczenia importowe, byłoby to z dużą szkodą dla brytyjskiej gospodarki, z pewnością większą niż dla europejskich firm. Pertraktacje z UE jeszcze się nie zaczęły i trochę czasu potrwa zbudowanie relacji handlowych z innym krajami i regionami. Stawianie w takiej sytuacji wygórowanych żądań jest być może zrozumiałe ze względów taktycznych przed zbliżającymi się negocjacjami, ale jest to bardzo ryzykowne. May ma rację twierdząc, że w interesie UE nie jest rozwód z Wielką Brytanią w złej atmosferze. Lecz wobec takich pogróżek Bruksela raczej nie będzie gotowa wyjść Brytyjczykom naprzeciw. Duże jest niebezpieczeństwo, że z obydwu stron dojdzie do pojedynków rozwodowych, które budzą zaniepokojenie”.

Opr.: Małgorzata Matzke

 

Reklama