Niemiecka prasa o 30. rocznicy upadku muru berlińskiego | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 09.11.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o 30. rocznicy upadku muru berlińskiego

Dzisiejsze gazety komentują 30. rocznicę upadku muru berlińskiego. Analizują wciąż istniejące różnice między wschodem i zachodem kraju.

We "Frankfurter Allgemeine Zeitung" czytamy:

"Były i urzędujący prezydent wypowiedzieli się na temat Turyngii, obaj w tym sensie, że dzisiejsza partia Lewica nie jest tą, jaką była dawniej. Cel ich wypowiedzi jest oczywisty - zaapelowali o zwiększenie wysiłków na rzecz integracji, której Niemcy potrzebują bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Po raz pierwszy od upadku muru berlińskiego obchodzimy okrągłą rocznicę tego wydarzenia, która daje partii Lewica to, o czym inne mogą tylko marzyć. A może uwagi Steinmeiera skierowane pod ich adresem mają doprowadzić do tego, żeby nie przyklejały sobie wzajemnie etykietek, co dotyczy także AfD? Z pewnością nie. AfD zdołała bowiem wprowadzić do niemieckiej polityki myślenie w kategoriach wróg - przyjaciel, które w chwili upadku muru berlińskiego uważano za szkodliwe i już przezwyciężone. Także to zwiększa tęsknotę za tym, co łączymy z wydarzeniami z 9 listopada 1989 roku."

"Mitteldeutsche Zeitung" z Halle pisze:

"9 listopada 1989 roku zawiązano niemiecko-niemieckie małżeństwo, które można zapewne porównać do każdego innego związku. Gdy miną pierwsze miłosne uniesienia, pojawiają się troski i kłopoty dnia codziennego. I wtedy nagle dostrzega się u partnera tę czy inną wadę. To prawda, że w tym niemiecko-niemieckim małżeństwie wiele spraw mogłoby wyglądać lepiej. Z pewnością dokonania Niemców z nowych landów nie zostały jeszcze uhonorowane tak, jak na to zasługują. Tak, wiele spraw wymaga jeszcze poprawy. Ale kto jest naprawdę mądry, ten nie podważa sensu małżeństwa z powodu paru problemów, tylko stara się je rozwiązać. Właśnie tym powinniśmy się teraz zająć w zjednoczonym kraju."

"Sueddeutsche Zeitung" zauważa:

"Nie wszystko, co wywołuje niezadowolenie w nowych krajach związkowych, musi pozostać takie, jakie jest. Kiepską infrastrukturę w ich niektórych zakątkach da się poprawić, jeśli tylko odpowiedzialni za to politycy zainwestują tam nowe pomysły i pieniądze. Różnice między zarobkami i emeryturami na wschodzie i zachodzie można uczynić przedmiotem szeroko zakrojonej debaty publicznej, która wywrze odpowiednią presję na decydentów. Nie ma też nic zdrożnego w tym, żeby więcej Niemców wschodnich zajęło czołowe miejsca w polityce, gospodarce i nauce. Wszystko to i jeszcze więcej przyczyniłoby się do zmniejszenia podziałów między wschodem i zachodem kraju. Wszystko jest możliwe, trzeba tylko tego chcieć."

"Badisches Tagblatt" z Baden-Baden stwierdza:

"Dla obywateli b. NRD wiele ważnych zmian nastąpiło jednocześnie i, zwłaszcza ci starsi, wciąż się z nich nie otrząsnęli i nie zadomowili na dobre w nowym państwie. Wszystko to ma wiele wspólnego z psychologią. Nie ma jednak żadnego powodu do nostalgii za NRD, która pod koniec swego istnienia była bankrutem. Ponieważ historię piszą zwycięzcy, dziś przeważa zachodnioniemiecki punkt widzenia, często z niedostatecznym zrozumieniem sytuacji na wschodzie kraju i pewną dozą arogancji. Ma to tę zaletę, że na zachodzie Niemiec można pozwolić sobie nie dostrzegać braków własnego systemu, ponieważ to Zachód okazał się zwycięzcą."

Myśl tę rozwija "Nordwest-Zeitung" z Oldenburga:

"Rzeczywiście mamy dziś znowu do czynienia z ludźmi, którzy upadek muru berlińskiego i zlikwidowanie NRD kwitują znaczącym 'tak, ale...'. I naprawdę są jeszcze wśród nas ludzie tęskniący za kolektywistyczną dyktaturą w NRD. Wspominają z rozczuleniem rzekome 'poczucie wspólnoty', będące w rzeczywistości tylko wymuszoną solidarnością ludzi zamkniętych w więzieniu o złagodzonym rygorze. Tęsknią też za wschodnioniemieckimi 'sukcesami w polityce społecznej', takimi jak żłobki, przedszkola i darmowe polikliniki. (…) Wszystko to relatywizuje i zmniejsza znaczenie historycznego wydarzenia, które - jak mało innych - można ocenić absolutnie pozytywnie, ponieważ wreszcie przyniosło wolność milionom ludzi."

"Dithmarscher Landeszeitung" z Heide konkluduje:

"Rocznice są dobre tylko wtedy, kiedy wspominając przeszłe wydarzenia pozwalają nam skupić się na przyszłości. Taką okazję daje nam zwłaszcza rocznica upadku muru berlińskiego. Przy wszystkich brakach i niedociągnięciach utrzymujących się od 1989 roku musimy stwierdzić, że nasza szklanka jest raczej do połowy pełna niż pusta. Nikt nie zostanie pozbawiony pomocy społecznej, odbudowa i rozbudowa postępuje nadal i nasza infrastruktura wciąż się poprawia. To samo dotyczy sieci szybkiego internetu, chociaż tempo jego rozbudowy mogłoby być szybsze. Nie ma też wątpliwości, że uda się nam pomyślnie przeprowadzić transformację energetyczną. Listę spraw, dzięki którym Niemcy powinni poczuć się szczęśliwymi ludźmi, można wydłużać do woli. Do najważniejszych należą jednak upadek muru berlińskiego i zjednoczenie kraju. Właśnie o tym powinniśmy dziś pamiętać, a to, co osiągnęliśmy w ciągu minionych 30 lat pozwala nam powiedzieć, że to, co jest trudne do wyobrażenia, wcale nie musi oznaczać, że jest to także niemożliwe".