Niemiecka prasa: Niemcy bezradni wobec Rosjan | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 16.11.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Niemcy bezradni wobec Rosjan

Niemieccy komentatorzy koncentrują się w piątek (16.11.12) na niemiecko-rosyjskich konsultacjach rządowych, protestach w krajach UE dotkniętych kryzysem i zadaniach czekających prezydenta USA.

Berliner Zeitung uważa, że "Ministrowie pojechali na wspólne konsultacje rządowe, i dodatkowo spotkanie to otrzymało płaszczyk spraw społeczeństwa obywatelskiego, kiedy przypięto mu etykietkę 'Dialogu Petersburskiego'. Ale w trakcie tego dialogu mało słyszy się o rosyjskim społeczeństwie obywatelskim, a ugrzecznione niemieckie kierownictwo stara się uniknąć wszelkich konfliktów. Jest bardzo łatwo podśmiewać się z takich form kontaktów, ale to nie jest właściwy czas, by je burzyć. W stosunkach niemiecko-rosyjskich panuje aktualnie swego rodzaju bezradność, i nie bardzo wiadomo co ze sobą nawzajem począć. Najlepiej więc, kiedy nazwie się sprawy po imieniu, ciesząc się, że stosunki są tak zażyłe, że w przyszłości będzie je można lepiej wykorzystać".

Echa europejskiego kryzysu

O rekordowo licznym napływie obcokrajowców do Niemiec z krajów targanych kryzysem gospodarczym pisze Pforzheimer Zeitung: "Akurat w tym tygodniu w naukowej analizie na zlecenie Fundacji Friedricha Eberta stwierdza się, że 25 proc. Niemców jest ksenofobami. Jest to zapewne jeden z powodów, dla których informatykom z Indii nieśpieszno z przyjazdem do pracy do Niemiec. Miejmy nadzieję, że ci, którzy już do nas przybyli, tej wrogości nie odczują! Bzdurą jest twierdzenie, że 'Oni zabierają nam miejsca pracy'. Faktycznie jest tak, że firmy już nie wiedzą, skąd brać uczniów zawodu, o fachowcach, i to dobrze wykształconych, nawet nie wspominając. Cieszmy się z tego, że do Niemiec garną się specjaliści".

Hessische-Niedersaechsische Zeitung pisze o protestach w krajach gnębionych kryzysem: "Konającemu pacjentowi zaordynowano lekarstwo o ciężkich skutkach ubocznych. Nic dziwnego, że ludzi ogarnia tam zwątpienie. Ale istnieją pewne granice i o tym powinni pamiętać demonstranci. Kanclerz nie jest żadnym dyktatorem, Angela Merkel nie jest Adolfem Hitlerem, a okrzyki 'Precz z nazistami' są co najmniej nie na miejscu. Takie porównania nie tylko obrażają w haniebny sposób atakowane osoby; bagatelizują one los tych ludzi, którzy faktycznie cierpieli, zostali zamordowani przez Hitlera i nazistów. Taki rodzaj protestów podważa dodatkowo i tak już słabnącą gotowość Niemców to tego, by dźwigać kolejne, coraz kosztowniejsze parasole ratunkowe, których głównym fundatorem są Niemcy".

Obama przed wyzwaniami

Frankfurter Allgemeine Zeitung zaznacza, że "W amerykańskiej walce wyborczej polityka zagraniczna nie odgrywała właściwie żadnej roli. Ale od rzeczywistości na Bliskim Wschodzie, na którą składają się liczne konflikty, na dłuższą metę nie da się uciec. Tego doświadczyć musiał teraz prezydent Obama, krótko po reelekcji. Nawet jeżeli zabrzmi to cynicznie, możnaby powiedzieć, że obok sporu atomowego z Iranem i wojny domowej w Syrii, właśnie przypomniał o sobie niekończący się konflikt palestyńsko-izraelski, do którego załagodzenia Obama jak na razie bardzo mało się przyczynił. Lecz eskalacja w Strefie Gazy i na południu Izraela ukazuje: tylko dlatego, że przez jakiś czas było tu stosunkowo spokojnie, konflikt ten nie wygasł trwale, a wręcz przeciwnie".

Świat z ciekawością spogląda na nowe chińskie kierownictwo i na to, czy skłoni się ono ku Europie czy USA.

Handelsblatt uważa, że "Stosunki z Ameryką są dla Xi Jinpinga (nowo wybrany szef chińskiej partii komunistycznej, przyp. red.) kwestią szczególnej wagi, bo ten kraj wycisnął na nim piętno. Europa nie odgrywała w jego życiu jak dotąd większej roli. Do tego dochodzi jeszcze tzw. osobista chemia: Xi i Obama świetnie się rozumieją, i Xi jest dużo bardziej elastyczny politycznie niż jego sztywny poprzednik, i to Obama sobie w nim ceni. Xi ma też tradycyjnie dobre relacje z armią, bo swój pierwszy urząd piastował w gabinecie ministra obrony Xu Xiangquiana. Także to przemawia za tym, że będzie on raczej skłaniał się ku Ameryce, a nie ku Europie".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama