Niemiecka prasa: nie można zabronić żydom i muzułmanom obrzezania | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 13.07.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: nie można zabronić żydom i muzułmanom obrzezania

Niemieccy komentatorzy zajmują się w piątek (13.07.12) zakazem obrzezania wydanym przez niemiecki sąd. Inny temat to autorytarny styl rządzenia w byłych krajach socjalistycznych.

Berlińska Die Welt:

"Zakaz obrzezania - niezależnie od tego, czy praktykowanego przez muzułmanów czy też żydów - świadczy o pogłębiającej się nietolerancji wobec świata religijnego. Od 11.09.2001roku wręcz się to czuje. To, co rozpoczęło się tutaj jako sensowna próba wyeliminowania modelu równoległych społeczeństw turecko-muzułmańskich, przerodziło się we wrogość do religii, mylącą przykazania z obyczajami wrogość, która chciałaby wbrew liberalnemu państwu prawa wpłynąć na to, by zakazano wszystko, co wydaje się być obce - od budowy meczetu, po rytualny ubój zwierząt. Nietolerancja przypomina wzbierającą falę. Jeśli się jej nie powstrzyma, popłynie dalej".

Frankfurter Rundschau:

"Troska rabinów jest uzasadniona. Dopóki niemieckie prawodawstwo będzie rozważać pomiędzy interesami prawnymi jak wolność religii i prawo nietykalności cielesnej, religijni żydzi i muzułmanie mogą to odebrać jako policzek.

W prowadzonej emocjonalnie debacie w grę wchodzi coś więcej niż tylko przedstawienie pozycji pozytywistycznej. Żydzi i muzułmanie nie potrzebują ani rad, ani rozpraw kulturowo-historycznych na temat swoich rytuałów, lecz bezpieczeństwa prawnego. Zapewnienie go jest też zadaniem polityki".

Monachijska Süddeutsche Zeitung:

"Kara ma służyć pokojowi prawnemu. Jeżeli został naruszony, wyrok ma pomóc go przywrócić. Orzeczenie kolońskiego sądu ws. obrzezania przyniosło odwrotny skutek: bez potrzeby zasiany został niepokój w społeczeństwie. Z wierzących żydów i muzułmanów uczyniło ludzi łamiących prawo; z osób praktykujących obrzezanie uczyniło sprawców, a z obrzezanych ofiary. (...) Wskutek tego wyroku obrzezanie znalazło się w tej samej kategorii, co bicie. Obrzezane dziecko stawia się na równi z dzieckiem, któremu dało się lanie. Bicie dziecka jest czymś poniżającym, czyni z niego obiekt gniewu osoby bijącej. Obrzezanie jest formą okazania uznania. Czyni z dziecka podmiot wiary, oznacza wejście do wspólnoty".

Rumunia jak Słowacja i Węgry

Märkische Oderzeitung z Frankfurtu nad Odrą:

"Zbieżności z Węgrami i Słowacją są nie do przeoczenia. Również tam nowi szefowie rządów reprezentują autorytarny styl przywódczy. Dzieje się to nawet według podobnego klucza mimo, że Słowak Robert Fico uważa się za lewicowca, Ponta za polityka lewicowo-liberalnego a Victor Orban na Węgrzech, za prawicowego. Wybrano ich partie, ponieważ pod różnymi szyldami obiecywali, że zaprowadzą porządek.

Widać w tym daleko idącą utratę zaufania ludności do demokracji. I rzeczywiście: wielu ludzi na południowym wschodzie UE zdołało się przekonać, że stosunki panujące od 1990 roku zawsze służyły tylko tym, którzy byli akurat u władzy. Można co prawda uważać, że błędem było przyjęcie tych krajów do UE. Ale można też odebrać to pozytywnie, że panowie Ponta czy Orban muszą się tłumaczyć ze swoich działań przed wspólnotą, żeby nie stracić ważnych środków unijnych".

Stuttgarter Zeitung:

"Na szczęście, tym razem o wiele wcześniej niż w przypadku Węgier, wspólnie zareagowały decydujące siły polityczne.

A jednomyślna pod względem politycznym Europa prawie w każdy przypadku postawiła na swoim. W tej sytuacji nie pozostało rumuńskiemu premierowi, w czasie jego wizyty w Brukseli, prawie nic innego jak obiecać ,swej rodzinie' poprawę".

Iwona D. Metzner

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama