Niemiecka prasa: Libia bardzo przypomina Syrię | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 21.01.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Libia bardzo przypomina Syrię

Niemieckie gazety dalej poświęcają uwagę ocenie libijskiej konferencji w Berlinie.

Uczestnikami berlińskiej konferencji byli m.in. Emmaanuel Macron, Mike Pompeo i Władimir Putin

Uczestnikami berlińskiej konferencji byli m.in. Emmaanuel Macron, Mike Pompeo i Władimir Putin

„Frankfurter Rundschau” pyta dość sceptycznie: „Czy po dziewięciu latach od obalenia dyktatury Kadafiego teraz zapanuje pokój? Tak daleko sprawy jeszcze nie zaszły. Berlińska konferencja ws. Libii jest początkiem procesu o niepewnym finale. Wiele jest jeszcze niejasne. Dlaczego libijski generał Haftar miałby teraz dać sobie spokój? Przecież kontroluje on już przeważającą część kraju. Dlaczego Rosja w Radzie Bezpieczeństwa miałaby przystać na nadzorowanie zawieszenia broni przez ONZ? Prezydent Putin wielokrotnie już udowadniał, że przeforsowanie własnych interesów jest dla niego ważniejsze niż wspólne działanie. Są w tym wszystkim jednak szanse dla Europy. W pierwszym rzędzie nie chodzi o to, żeby do Libii wysłać żołnierzy. Lepiej byłoby, gdyby Unia Europejska wznowiła swoją ratunkową misję ‘Sophia' na Morzu Śródziemnym. Oznaczałoby to jednak, że uchodźców, po wyłowieniu z morza, trzeba byłoby wpuścić do UE, a to stanowiłoby największy problem. Łatwiej jest naszkicować drogę do pokoju, niż przyjąć uchodźców”.

„Süddeutsche Zeitung” uważa, że „to brutalny pragmatyzm doprowadził do sukcesu konferencji. Kto, jak Turcy, Rosjanie i Emiraty Arabskie, łamiąc prawo międzynarodowe podżegał wojnę domową w Libii, ten został teraz nagrodzony miejscem przy stole rokowań. Ta konferencja przyniosła konkretne rezultaty, ponieważ wszystkie strony uznały patową sytuację w tej namiestniczej wojnie. W ten sposób powstał układ możliwości, których nie ma na innych obszarach. Zasługa Niemiec polegała na tym, że rozpoznano tę szansę i wykorzystano ją”.

„Donaukurier” z Ingolstadt podkreśla, że „wielkim, cichym triumfem niemieckiego rządu jest to, że naprawdę wszystkie strony, które w jakikolwiek sposób zaangażowane były w ten niebezpieczny konflikt, doceniły umiejętności negocjacyjne niemieckiej kanclerz, by wreszcie przeciąć libijski węzeł. Do Berlina nie przyjechałby ani Putin, ani Erdogan, ani szef amerykańskiego Departamentu Stanu, gdyby mieli oni jakiś lepszy pomysł. Teraz czeka wszystkich to, co kanclerz Merkel z właściwym sobie stoicyzmem już przepowiedziała: mozolny kawał drogi. Droga do rozwiązania konfliktu libijskiego jest długa i nie ma żadnej gwarancji powodzenia”.

„Nordwest-Zeitung” z Oldenburga przypuszcza, że „Rosja i Turcja nie dopuszczą do dalszego ograniczenia swoich wpływów, obojętnie ile atramentu zużyto w Berlinie. Dla Moskwy Libia jest po Syrii drugą nogą wsadzoną w drzwi do obszaru śródziemnomorskiego. Poza tym jest tam ropa naftowa, którą bardzo zainteresowana jest uboga w surowce Turcja, nie mówiąc już o gazie na libijskich wodach Morza Śródziemnego i możliwości szantażowania Europy uchodźcami. W obliczu tych faktów, wobec rosyjskiej i tureckiej obecności w regionie i dysfunkcjonalności Bundeswehry, wszelkie interwencjonistyczne gierki myślowe w Niemczech są po prostu śmieszne. Wszystko to bardzo przypomina Syrię. Także tam Ankara i Moskwa siedzą przy sterach i jest mało prawdopodobne, żeby w Libii skończyło się inaczej”.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaznacza, że „wystarczy spojrzeć na mapę, żeby zrozumieć, dlaczego Unia Europejska będzie musiała odegrać rolę przy uspokojeniu, stabilizacji i potem przy odbudowie Libii. Ludzie co drugi dzień słyszą w wiadomościach, że Morze Śródziemne nie stanowi już żadnej granicy, która byłaby nie do pokonania. Unię Europejską czeka więc wiele pracy, niezależnie od tego, czy Narody Zjednoczone zwrócą się o pomoc albo czy sama UE zdecyduje się na dużo większe zaangażowanie niż do tej pory. Przypuszczalnie znajdzie się w tym także element militarny. Odruchowe odrzucanie go, jak miało to miejsce tu i ówdzie nazajutrz po konferencji libijskiej, oznacza faktycznie, że Europa znów pozostawiłaby innym to, jak i w jakim stopniu zabezpieczone byłyby jej interesy”.