Niemiecka prasa: ″Kto by nie chciał spędzać więcej czasu z własnym dzieckiem?″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 04.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: "Kto by nie chciał spędzać więcej czasu z własnym dzieckiem?"

Komentatorzy zajmują się sprawą zasiłku wychowawczego. Analizują też fenomen niemieckiej Partii Piratów, która w sondażach osiąga 12-procentowe poparcie elektoratu.

Frankfurter Allgemeine Zeitung wyjaśnia, że w przypadku zasiłku wychowawczego nie chodzi ani o wolność wyboru, ani też o dobro dziecka:

"Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że w przypadku zasiłku wychowawczego chodzi o wolność wyboru, samostanowienie i wyzwolenie się matek i ojców spod nadopiekuńczości państwa; kto wręcz myślał, że chodzi o dobro dziecka, nie zna pracodawców. We wtorek (3.04) dali bowiem koalicji do zrozumienia, czego należy oczekiwać po pozarodzinnej, instytucjonalnej opiece nad dzieckiem: otóż zastosować wobec rodziców takie bodźce motywacyjne, żeby poszli do pracy. Dlatego zasiłek wychowawczy jest z gruntu niewłaściwy - oświadczył Szef Stowarzyszenia Pracodawców Dieter Hundt. Zasiłek wychowawczy - wręcz odwrotnie - zachęca do tego, żeby nie pracować. I to ma być rozwiązanie?"

Do sporu o zasiłek wychowawczy włączył się również koloński dziennik Kölner Stadt-Anzeiger:

"Kto by nie chciał spędzać więcej czasu z własnym dzieckiem? Nie ma też nikogo, kto by sobie przedtem nie wyliczył, czy pójście do pracy w takiej sytuacji w ogóle się opłaca; przy zaszeregowaniu do takiej a nie innej grupy uposażeniowej i przy kosztach, które w przeciwnym wypadku połknęłoby przedszkole... Kobietom, które wycofują sę z życia zawodowego, później trudno wrócić na dawne stanowisko i awansować. Gdy dzieci podrosną, wiele z nich chwyta się jakiejkolwiek, nie zawsze satysfakcjonującej pracy. W dodatku niekoniecznie wykonywanej po łebkach, ale za to na pewno mniej płatnej. A jeżeli na domiar złego rozleci się małżeństwo i ktoś nie zabezpieczył się na starość? Ryzyko jest dla kobiet niemałe i państwo powinno je zredukować".

Popularność niemieckiech Piratów

Stuttgarter Zeitung analizuje Partię Piratów:

"Na scenę polityczną wkroczył konkurent, który ma powodzenie, ponieważ buduje nowy wizerunek polityczny. Piraci pragną tylko reorganizacji procesów demokratycznych.(...) Ludzie wybierają Piratów, bo ci artykułują potrzebę zmian - w przeciwnym razie pozostaliby w domu. (...) Nic lepszego nie mogło się demokracji przytrafić".

Wychodząca we Frankfurcie nad Odrą Märkische Oderzeitung wie dlaczego Partia Piratów cieszy się sympatią wyborców:

"Jeżeli - abstrahując od mętnego określenia Piratów "partią internetową" - nie chodzi o program, wynoszący ją na wyżyny popularności, to o co? Powodem jest przesyt wszystkimi starymi partiami, ich rutyną, ich oddaleniem się od obywatela, ich udawaniem, że znają rozwiązania. W tej konstelacji Piraci robią wrażenie świeżych i nieprzekupnych. Dlatego płyną na fali społecznej sympatii. Jak daleko poniesie ich ta fala? Trudno powiedzieć".

W innym tonie wypowiada się monachijska Süddeutsche Zeitung:

"Reguły gry niemieckich Piratów nie pasują do rzeczywistości. Bo kto chciałby, żeby Niemcy stały się niekończącą się "WiFi- Party" i żeby każdy obywatel musiał podejmować kompleksowe decyzje. Kto chciałby uzależnić się od techniki, w której decyzje są zrozumiałe jedynie dla wtajemniczonej grupki operatorów sieci. Kto miałby czas wgryzać się we wszystkie ważne tematy? (...) To chyba jakieś nieporozumienie, że Piraci próbują teraz prowadzić politykę również w świecie realnym?".

Iwona D. Metzner

red. odp.:Małgorzata Matzke

Reklama