Niemiecka prasa: koalicyjny szczyt w Berlinie, czyli wiele hałasu o nic | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 05.06.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: koalicyjny szczyt w Berlinie, czyli wiele hałasu o nic

Komentatorzy wtorkowej prasy skupiają się na dwóch tematach: na koalicyjnym spotkaniu na szczycie u Angeli Merkel oraz na sprawie niemieckich okrętów podwodnych dla Izraela.

Ludwigsburger Kreiszeitung:

"Również wczoraj nie podjęto prawie żadnych decyzji, nie było też żadnych wyjaśnień a wiele problemów odłożono na później. CDU/CSU myśli już o wielkiej koalicji (z SPD), natomiast FDP o koalicji z SPD i Zielonymi. A CSU? Ta partia tak czy owak widzi tylko samą siebie. W przyszłym roku odbędą się wybory w Bawarii. Wtedy znów na porządku dziennym znajdzie się sprawa przywództwa. Angela Merkel bierze na siebie wyzwania jakie stawia polityka zagraniczna(...) Zdaje się jednak zapominać, że wybory trzeba wygrać w kraju".

Neue Westfälische z Bielefeld:

"W sprawie kwot dla kobiet i płac minimalnych FDP nie dała się zbić z tropu - cieszą się liberałowie. Ach tak, chyba nie ma sensu wspominać o tym, że nie zażegnano też oczywiście niekończącego się sporu o retencję danych telekomunikacyjnych. Angela Merkel chce obłaskawić CSU i FDP, by móc poświęcić się bez reszty coraz bardziej ryzykownemu ratowaniu euro".

Wychodząca w Poczdamie Märkische Allgemeine pisze:

"Patrząc na długą listę nierozwiązanych problemów nie sposób nie stwierdzić, że spotkanie u Merkel prawie nic nie dało. Czy to retencja danych telekomunikacyjnych, płace minimalne, myto za autostrady dla samochodów osobowych, czy też kwota dla kobiet - na prawie wszystkich koalicyjnych placach budowy nic się nie dzieje. W tej potrójnej konstelacji jakikolwiek ruch do przodu możliwy jest tylko na zasadzie: dasz mnie, dam tobie".

Niemieckie okręty podwodne dla Izraela

Ukazująca się w Halle Mitteldeutsche Zeitung podkreśla:

"Izrael jest tak mały, że można by go zniszczyć przy pomocy kilku bomb atomowych. Tylko okręty podwodne umożliwiają temu państwu skuteczne odstraszanie, bo mogłyby one wykonać uderzenie odwetowe. Jest to najważniejsze zabezpieczenie dla Izraela w razie, gdyby wrogo nastawione wobec niego państwo, jak Iran, miało rzeczywiście któregoś dnia dysponować bombą jądrową. W postaci okrętów podwodnych Niemcy nie dały Izraelowi do rąk żadnej nowej broni ofensywnej - tej ma Izrael tymczasem w nadmiarze. Okręty podwodne są środkiem ostatniej rozpaczliwej obrony. Pomoc w tym celu jest obowiązkiem historycznym NIemiec".

Wychodząca w Monachium tz konkluduje:

"Prezydent Niemiec Joachim Gauck, dał w Izraelu z naciskiem do zrozumienia, że nie chce myśleć o żadnych "scenariuszach wojennych", że niekoniecznie widziałby Niemców ramię w ramię z przyjacielem Izraelem, gdy ten zechce zmierzyć się militarnie z innymi.

(...) Gdy prosi się o dostawę okrętów podwodnych, prośba zostaje spełniona - niemal w ramach podarunku. Pytania nie są mile widziane, dlatego się ich nie stawia. Nikt też nie pyta poważnie, czy Izrael jest w posiadaniu bomby jądrowej, nie mówiąc już o tym, czy wyposaży nią sponsorowane przez niemieckiego podatnika okręty podwodne. Niemcy powinny postawić na pokojowe rozwiązanie konfliktu bliskowschodniego. Powinny całą swoją energię wykorzystać do powstrzymania wojny. W Izraelu i na całym świecie. Ale to nie jest możliwe, gdy się jest mistrzem Europy w eksporcie zbrojeń. Szalom!".

Iwona D. Metzner

red. odp.: Andrzej Paprzyca

red. odp.

Reklama