Niemiecka prasa: Ile może wypić rowerzysta? | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 22.05.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Ile może wypić rowerzysta?

Rowerzysta w Niemczech może bezkarnie jechać ulicą z 1,6 promilami alkoholu we krwi. Granicę tę chcą obniżyć na rozpoczynającej się dzisiaj konferencji landowi szefowie MSW. Gazety komentują.

„Z ponad jednym promilem alkoholu we krwi ten i ów nie jest w stanie znaleźć swojego roweru, albo nie może otworzyć zamka” – krytykuje „Reutlinger General-Anzeiger“ – „O ile mimo to jakoś zdoła się usadowić na siodełku, może być w najwyższym stopniu niebezpieczny. Policja miała jednak dotąd ograniczone pole działania. Dla pijanego rowerzysty, znajdującego się jeszcze poniżej stanu całkowitego upojenia alkoholowego, czyli 1,7 promila, sytuacja robi się problematyczna, kiedy spowoduje wypadek. Wówczas nagle obowiązuje go taka sama granica jak dla kierowców – 0,3 promila”.

Zdaniem „Pforzheimer Zeitung“:

„Jest sprzecznością samą w sobie, że ciągle dyskutuje się o upijaniu się do nieprzytomności, a jednocześnie zachęca pijanych do wsiadania na rower. Kto ma we krwi 1,6 promila alkoholu, ten nie ma czego szukać na ulicy. Także nie, jeżeli jedzie rowerem. Jeżeli surowsze przepisy uchronią jednego czy drugiego rowerzystę przed wypadkiem, już się opłacą. Nie rozwiąże to jednak problemów na ulicach, bo podejmowana przez ministrów inicjatywa ma przede wszystkim symboliczny charakter – ale symbole nie zawsze muszą być złe”.

„Kölner Stadt-Anzeiger“ uważa, że:

„Najwyższy czas, żeby także dla rowerzystów obniżyć granicę zawartości alkoholu we krwi do poziomu kierowców, czyli 1,1 promila. Akurat w dużych miastach rower dawno już stał się równouprawnionym środkiem lokomocji, nawet, jeżeli niektórzy planiści jeszcze tego nie odnotowali. Za kilka lat w Nadrenii Westfalii-Północnej pojawią się pierwsze szybkobieżne trasy rowerowe. Kto jest w drodze z 1,6 promilami we krwi, zagraża sobie i innym. Tym bardziej, że rowery są coraz bardziej wyrafinowane technicznie i coraz szybsze”.

Węgry a Unia Europejska

„Handelsblatt” komentuje Sytuację na Węgrzech:

„Najlepszym środkiem nacisku są pieniądze. Jeżeli Budapeszt nie stosuje się do reguł gry UE, rząd Orbána nie może się liczyć z nieograniczonym dopływem miliardów ze środków unijnych. Skomplikowana sytuacja gospodarcza na Węgrzech skazuje je jednak na pomoc UE. Bruksela ma więc w ręku instrument nacisku – musi go tylko zastosować. Poza tym istnieją zagraniczni inwestorzy. Jeżeli na przykład Daimler dałby do zrozumienia, że swoich następnych zakładów nie otworzy na Węgrzech, mogłoby to szybko zwiększyć gotowość Orbána do kompromisów”.

Tornado a lobby motoryzacyjne

Tornado, które spustoszyło Oklahomę, dla wychodzącego w Lüneburgu dziennika „Landeszeitung“ jest okazją do skomentowania listu, jaki lobbyista przemysłu motoryzacyjnego Matthias Wissmann przesłał do Angeli Merkel:

„Czy Matthias Wissmann prosiłby kanclerz o złagodzenie surowych granic emisji CO2, gdyby wiedział, że w tym samym czasie ukażą się zdjęcia tak straszliwych spustoszeń? Byłoby rzeczywiście tragiczne w skutkach, gdyby polityka próbując wymknąć się presji lobby motoryzacyjnego i wiszącego nad nim mieczu Damoklesa, jakim są kurczące się miejsca pracy, uciekała pod miecz Damoklesa, jakim są zmiany klimatyczne. Ekstremalnych katastrof, takich jak tornado w Oklahomie, nie można co prawda tłumaczyć ociepleniem klimatycznym. Podgrzewanie cieplarni, jaką jest ziemia, jest jednak głównym składnikiem „Bożego palca”, jak Amerykanie nazywają tornada. Będą one występowały częściej i będą coraz bardziej niszczycielskie”.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Andrzej Pawlak

Reklama