Niemiecka prasa: groźba wojny na turecko-syryjskim pograniczu | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 05.10.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: groźba wojny na turecko-syryjskim pograniczu

Piątkowa (5.10.12) prasa pisze o groźbie przekształcenia się konfliktu turecko-syryjskiego w wojnę.

A Turkish soldier takes position in the southern border town of Akcakale on October 4, 2012. Turkish artillery hit targets near Syria's Tel Abyad border town for a second day on Thursday, killing several Syrian soldiers according to activists and security sources, after a mortar bomb fired from the area killed five Turkish civilians. Turkey's government said 'aggressive action' against its territory by Syria's military had become a serious threat to its national security and sought parliamentary approval for the deployment of Turkish troops beyond its borders. AFP PHOTO/BULENT KILIC (Photo credit should read BULENT KILIC/AFP/GettyImages)

Akcakale może stać się punktem zapalnym wojny

Die Welt pisze: "W dziejach świata było już wiele wojen, w których żadna ze stron nie miała w nich rzeczywistego interesu. Dlatego tak istotne jest, że świat uzmysławia syryjskiemu reżimowi, jakie ryzyko stanowią jego akcje militarne przeciwko rebeliantom w regionie przygranicznym, bo zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że jakaś kula może zbłądzić na drugą stronę granicy. W zakulisowych zabiegach partnerzy z NATO powinni także wyraźnie ostrzec turecki rząd przed tym, że mógłby stać się więźniem swej własnej retoryki. W podminowanej sytuacji wojna może się rozpętać szybciej niż się myśli, i może ona trwać dłużej i siać większe zniszczenie niż na początku sądzili polityczni przywódcy. Po Iraku i Afganistanie Zachód świetnie zdaje sobie z tego sprawę”.

Frankfurter Allgemeine Zeitung komentuje: "Przypuszczalnie ostrzał granatami tureckiego przygranicznego miasteczka był tylko < >, jak określił to syryjski rząd w swego rodzaju przeprosinach. Obecnie bowiem Asad nie ma zupełnie żadnego interesu w rozpoczęciu wojskowego konfliktu w regionie przygranicznym. Także i Turcja nie jest zainteresowania eskalacją konfliktu. Jego następstwa byłyby bowiem nieprzewidywalne dla całego regionu, i przypuszczalnie trudno byłoby nad nimi zapanować. Groziłaby wojna, która objąć mogłaby Bliski i Środkowy Wschód. Przypuszczalnie także Asad, walczący o swe polityczne przeżycie, działa na tyle racjonalnie, że nie chce ryzykować własnym życiem. Ale wciąż istnieje ryzyko, że kolejne < > mogłoby stać się iskrą, detonującą beczkę prochu".

Heilbronner Stimme zaznacza, że "Premier Erdogan obiera niebezpieczny kurs próbując przyśpieszyć kres syryjskiego despoty poprzez interwencję z zewnątrz. Wojna domowa mogłaby się bowiem przenieść na obszar Turcji, ponownie wzniecić kwestię kurdyjską i zwiększyć niebezpieczeństwo, że Syryjczycy mogliby użyć broni chemicznej. Kwestie humanitarne zazwyczaj odgrywają w polityce, w której chodzi o utrzymanie władzy, tylko podrzędną rolę: Erdogan zdaje się wierzyć, że mógłby w ten sposób poszerzyć wpływy Ankary na Bliskim Wschodzie”.



Berliner Zeitung uważa, że "Stworzenie strefy zaporowej miałoby tylko wtedy sens, gdyby miała ona także ochronę wojskową. Ale przed taką opcją wzdraga się NATO. Dla Asada byłoby właściwie prostą sprawą, by w razie konieczności rozszerzyć wojnę przy pomocy swych podopiecznych z Hezbollahu także na Liban i dodatkowo sprowokować Izrael. Oznaczałoby to dalszą eskalację i próbę sił w walce o hegemonię w regionie ważnym geostrategicznie ze względu na ropę, pomiędzy Turcją i Arabią Saudyjską z jednej strony, i Syrią z Iranem z drugiej.

Stuttgarter Zeitung wskazuje, na to że "W obliczu tego, że wojna mogłaby ogarnąć cały region, międzynarodowa społeczność nie może uciekać się tylko do apeli o pokój do Baszara al-Asada i nieoficjalnych dostaw broni dla rebeliantów. Musi wydarzyć się coś więcej. ONZ musi wreszcie podjąć uchwałę, która zawierałaby także groźbę ataku wojskowego ze strony NATO. Ogłoszenie strefy zakazu przelotów byłoby wyraźnym sygnałem pod adresem dyktatora w Damaszku, że świat nie będzie się dalej bezczynnie przyglądać rzeziom. Byłaby to misja obarczona dużym ryzykiem, ale to lepsze wyjście niż bezczynność".

Małgorzata Matzke
red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama