Niemiecka prasa: Europa czeka na Ukrainę, gdzie jest polski orzeł? | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 16.11.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Europa czeka na Ukrainę, gdzie jest polski orzeł?

Niemiecka prasa komentuje spotkanie prezydentów Niemiec, Polski i Ukrainy we Wrocławiu oraz zamieszanie, które wywołały trykoty polskiej reprezentacji piłkarskiej na Euro 2012.

Deutsche Tageszeitungen --- DW-Grafik: Peter Steinmetz 2010_Rubrikengrafik-Deutsche-Presse-Polnisch

Rubrikengrafik Pressespiegel Polnisch

We Wrocławiu spotkali się we wtorek (15.11.11) trzej prezydenci: Komorowski, Wulff i Janukowycz – informuje Frankfurter Allgemeine Zeitung i pisze dalej: „Christian Wulff i Bronisław Komorowski zajęli już miejsca w auli Leopoldina na Uniwersytecie Wrocławskim. Brakowało tylko prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Nad Wrocławiem unosiła się mgła i samolot prezydencki nie mógł wylądować. Nie pozostawało nic innego, jak czekać”.

Czekanie na Ukrainę

To czekanie ma zdaniem autora korespondencji wymiar symboliczny. „Już w ostatnich tygodniach Europa zdążyła się nauczyć, co oznacza czekanie na Wiktora Janukowycza. Właściwie UE chciała już tej zimy zawrzeć z Ukrainą umowę o pogłębionej strefie wolnego handlu oraz umowę stowarzyszeniową” - przypomina FAZ. „Na przeszkodzie stanęło jednak osadzenie w więzieniach przeciwników reżimu i skazanie ich liderki Juli Tymoszenko na siedem lat pozbawienia wolności. Mimo, że prezydent Janukowycz obiecywał europejskim politykom pomoc, jednak w zamian za to dochodziło tylko do kolejnych aresztowań. Od tego czasu Europa czeka,aż prezydent Ukrainy dotrzyma raz danego słowa” – konstatuje frankfurcka gazeta.

Dwa punkty widzenia

Prezydent Niemiec Christian Wulff od dawna planował z Bronisławem Komorowskim wspólne obchody 200-lecia istnienia Uniwersytetu Wrocławskiego (wcześniej Śląskiego Uniwersytetu Fryderyka Wilhelma)” – wyjaśnia FAZ. „Ale Polakom przypomniało się, że po II wojnie światowej Uniwersytet Wrocławski przejął tradycje naukowe uniwersytetu we Lwowie, który był polski do 1944 roku. Dlatego Warszawa zaproponowała zaproszenie na uroczystości do Wrocławia również prezydenta Ukrainy. Przy tym Warszawa i Berlin postrzegają reżim Wiktora Janukowycza bardzo różnie” - zauważa Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Dla Polski liczy się przede wszystkim fakt, że Ukraina oderwała się od Moskwy i teraz powinna związać się z UE. Natomiast brak demokracji w tym kraju jest dla Polaków w tym momencie sprawą drugorzędna” - twierdzi FAZ. Dlatego Warszawa wywiera presję na UE, by ta zawarła umowę stowarzyszeniową i nie uzależniała jej od tego, jak traktuje się na Ukrainie opozycję. Przy tym argumentuje, że dzięki zawartym w umowie ustępom dotyczącym demokracji oraz mechanizmom obserwacji może posłużyć ona opozycji za instancję odwoławczą. Polska zamierza wykorzystać swą prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, by doprowadzić do ostatecznej ratyfikacji tej umowy. Natomiast spotkanie we Wrocławiu miało być ostatnią próbą uświadomienia Janukowyczowi, że Ukraina nie powinna się zamykać dla Zachodu, bo padnie ofiarą Rosji, która wywiera ogromną presję, by Ukraina przyłączyła się do nowej rosyjsko-białorusińsko-kazchskiej unii celnej - konstatuje Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Niemcy widzą to inaczej

Inaczej niż polska strona patrzą na tę sytuację Niemcy” - wyjaśnia gazeta. „Berlin zarzuca reżimowi Janukowycza złamanie danego słowa. Dlatego nie zamierza parafować umowy, tak długo, jak długo Julia Tymoszenko pozostanie w więzieniu”. W Berlinie uważa się, że „każde ustępstwo wobec Ukrainy umocni ją w przekonaniu, że może z Europą robić, co chce”- pisze FAZ. Dlatego Berlin pozostaje nieugięty i chce tak długo blokować umowę stowarzyszeniową, jak długo panować będzie na Ukrainie polityka reżimu. Przy tym spekuluje się, że ukraińscy oligarchowie, którzy chcą zachować swą niezależność od Rosji i zainteresowani są europejskimi rynkami, zmuszą w końcu Janukowycza do ustępstw.

Lekarz i pacjent

Tymczasem najnowsze wieści z Ukrainy, że kontrolowany przez reżim parlament odrzucił reformę prawa, które pozwoliłoby wypuścić więźniów politycznych oraz, że nie rozwiązano problemu szykan politycznych wobec Instytutu Gothego w Kijowie spowodowały, że rozmowa Wulffa, Komorowskiego i Janukowycza miała we Wrocławiu odpowiedni przebieg” -komentuje FAZ.

Prezydentowi Niemiec przypadła rola lekarza, który musiał zaordynować pacjentowi gorzkie pigułki. Do ich podania osładzając to łagodnymi słowy ograniczyła się rola Bronisława Komorowskiego” - uważa gazeta.

O tym, że prezydent Wulff potraktował swoje zadanie poważnie świadczyło chociażby jego pierwsze oświadczenie po wizycie we Wrocławiu. Ostro skrytykował demontaż opozycji na Ukrainie i dał do zrozumienia, że w tej sytuacji nie może być mowy o umowie stowarzyszeniowej. Przedtem jeszcze poprosił Wiktora Janukowycza o możliwość odwiedzenia w najbliższym czasie uwięzionych opozycjonistów, w tym Julii Tymoszenko.”

Prezydent Wulff posunął się jeszcze dalej – dodaje FAZ. „Domagał się od UE przemyślenia polityki wizowej wobec Ukrainy. Żądanie to nawiązało w sposób pośredni do żądań ukraińskiej opozycji, by przedstawicielom reżmu zagrozić wstrzymaniem wiz, tak długo, jak długo sytuacja w kraju nie zmieni się na lepsze”.

W podobnym tonie utrzymany jest artykuł w berlińskiej Die Welt zatytułowny: „Najpierw wolność, dopiero potem pieniądze”. Autor artykułu analizuje aktualną sytuację na Ukrainie porównując niemiecki i polski punkt widzenia.

Gdzie jest orzeł?

Gdzie jest orzeł? Zapomniana historia? Zdrada? Polska - gospodarz Euro 2012 załamany jest z powodu koszulek jedenastki narodowej”- tytułuje swój artykuł Thomas Urban w Süddeutsche Zeitung.

Nikt w Polskim Związku Piłki Nożnej nie liczył się z wybuchem takiego gniewu, kiedy w ubiegłym tygodniu zaprezentowano stroje polskiej reprezentacji. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało: czerwone spodenki i białe koszulki z czerwonym poprzecznym paskiem. Jednego szczegółu jednak zabrakło: białego orła!

Orzeł jest nie tylko polskim godłem, to również symbol ponownych narodzin Polski po I wojnie światowej, która po 123 latach pojawiła się znowu na mapach Europy. Orzeł był też w okresie okupacji niemieckiej symbolem świadomości narodowej” – tłumaczy Süddeutsche Zeitung.

Gdzie jest orzeł? Oddajcie nam orła” - skandowały tysiące kibiców podczas meczu towarzyskiego polskiej reprezentacji z drużyną Włoch w sobotę 12 listopada - przypomina gazeta.

Koszulki reprezentacji tematem w Sejmie

Temat koszulek bez orła trafił już nawet do programu obrad świeżo wybranego Sejmu. Poseł z ramienia PiS, Jan Tomaszewski, ekspert piłkarski zarzucił prezesowi PZPN Grzegorzowi Lato zdradę narodową. „A przecież obaj grali razem latami z białym orłem na piersi” - przypomina Süddeutsche Zeitung.

Tomaszewski był niezastąpionym bramkarzem polskiej jedenastki podczas pamiętnego Mundialu w 1974 roku, Grzegorz Lato z siedmioma golami na koncie, królem strzelców. Wtedy Polska wywalczyła trzecie miejsce. Jednak od kilku już lat obaj ekspiłkarze są do siebie wrogo nastawieni” - konstatuje gazeta z Monachium.

Tomaszewski, który ma za sobą nie tylko bulwarową prasę, lecz także wszystkie organizacje kibica, zarzuca Grzegorzowi Lato tolerowanie w polskiej piłce postkomunistycznych, korupcyjnych powiązań.

Orzeł jednoczący naród

Tymczasem koszulkami polskiej reprezentacji zajęli się także radni Krakowa, wystarczająco sfrustrowani faktem, że ich miasto nie znalazło się na liście gospodarzy Euro 2012. Dlatego zamiast zająć się miejskim budżetem postanowli uchwalić rezolucję o bezprzykładnym zapominaniu w PZPN historii. Przy tym zwrócili się o zajęcie stanowiska do prezydenta Bronisława Komorowskiego, który już 11 listopada w Dniu Niepodległości Narodowej podkreślił: 'Jestem zdania, że nic tak nie łączy narodu, jak nasz biały orzeł. Dlatego nie rozumiem tej decyzji'”- cytuje słowa prezydenta Süddeutsche Zeitung i dodaje, że również premier Tusk jest zwolennikiem symbolu orła. „Sam, piłkarz-hobbysta raz w tygodniu gra z innym politykami w piłkę i rzecz jasna w biało-czerwonych trykotach i orzełkiem na piersi.

Komentatorzy przypominają, że nawet podczas wojny piłkarze grali z białym orłem na koszulkach i organizowali w Warszawie i Krakowie turnieje piłkarskie. Wtedy stał zawsze ktoś na czatach, by uprzedzić piłkarzy i publiczność przed niemieckimi patrolami.(...) A kiedy śląski piłkarz Ernst Willimowski przeszedł w czasie wojny z polskiej reprezentacji do niemieckiego klubu, prasa podziemna komentowała tę decyzję, nie jako zdradę Polski tylko zdradę białego orła” - przypomina Süddeutsche Zeitung.

Jednak prezes PZPN Grzegorz Lato broni się przed zarzutami, tłumacząc, że w tym wszystkim nie chodzi o symbolikę, tylko wyłącznie o futbol. Ale swymi grubiańskimi uwagami spowodował, że 25 listopada dojdzie do zjazdu członków PZPN. Na pierwszym miejscu listy spraw do załatwienia znalazły się koszulki reprezentacji na Euro 2012 i przywrócenie na nich symbolu białego orła.”

Aleksandra Jarecka

red. odp. Bartosz Dudek