Niemiecka prasa: Dymisje nastąpiły zbyt późno i było ich za mało | Echa polskie | DW | 12.06.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Niemiecka prasa: Dymisje nastąpiły zbyt późno i było ich za mało

Niemiecka prasa szeroko rozpisuje się o "trzęsieniu ziemi" w Warszawie w związku z dymisjami ministrów i marszałka Sejmu w następstwie "afery taśmowej".

Polen Parlamentspräsident Sikorski tritt zurück

"Sikorski już drugi raz płaci za swoje impertynencje"

Warszawski korespondent "Die Welt" Gerhard Gnauck bardzo obszernie naświetlając "aferę taśmową" zaznacza, że przez ostatnie miesiące przerodziła się ona w wojnę pozycyjną między różnymi organami wymiaru sprawiedliwości i policji, w którą wciąganych było coraz więcej polityków. Tygodnik "Polityka" próbował nieco wyklarować sytuację zadając pytanie, komu ta wojna przyniosłaby największe korzyści.

Gnauck wymienia w tym wyliczeniu 1. Sfrustrowanych i może skorumpowanych pracowników służb bezpieczeństwa. 2. Przedsiębiorców, jak Marek F., dla których podsłuch jest chlebem powszednim, i którzy może chcieli się na kimś zemścić. 3. Niedopieszczonych polityków obozu rządowego. 4. Polityków opozycji, którzy chcieli zdyskredytować rząd. 5. Ludzi w tle, piszących cyrylicą. Priorytetem rosyjskiego wywiadu jest od dawna wywoływanie chaosu w Polsce. Być może nawet kilka tych tropów zbiega się razem w jakimś wspólnym projekcie", jak przytacza konkluzję "Polityki" dziennik "Die Welt".

Berliński "Tagesspiegel" zwraca uwagę na odejście Radosława Sikorskiego, pisząc:

"Sikorski już drugi raz płaci za swoje impertynencje, podsłuchane w roku 2014 w rozmowach z przyjaciółmi w drogiej restauracji niedaleko Sejmu. (...) Po publikacji protokołów rozmów opublikowanych przez magazyn "Wprost" musiał ustąpić ze stanowiska szefa MSZ, podobnie jak szef MSW Bartłomej Sienkiewicz, Ówczesny premier a dzisiejszy przewodniczący Rady Euroepsjkiej Donald Tusk nie wyciągnął żadnych dalszych konsekwencji z tej afery podsłuchowej".

Kordespondent dziennika Paul Flueckiger pisze dalej: "Prokuratura próbuje od ponad roku dociec, kto krył się za tym podsłuchem. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że czasami więcej się ściemnia niż wyjaśnia. Tusk jeszcze na początku skandalu szukał winnych w Moskwie, potem zleceniodawcą miał być jakiś polski węglowy kupiec, żeby móc robić na giełdzie interesy dzięki posiadanym informacjom. Następczyni Tuska Kopacz pociągnęła wreszcie za hamulec bezpieczeństwa. Tyle, że po upubliczneniu dalszych akt śledztwa na facebooku stoi teraz pod wielką presją. (...) Kręgi zbliżone do rządu są zdania, że akcja Ewy Kopacz nadeszła o wiele za późno, ale dobrze, że chociaż przed letnią przerwą. Najcelniej określił to liberalny publicysta Marcin Meller, porównując sytuację do tonącego statku, na którym na nowo maluje się ściany kajut".

Na łamach "Sueddeutsche Zeitung" Florian Hassel pisze: "Warszawskie mass media interpretują postępowanie Kopacz jako oswobodzający krok wykonany w ostatniej chwili przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi". Cytuje "Gazetę Wyborczą", która napisała, że Kopacz zdecydowała się zrzucić balast, lepiej późno niż wcale, i politologa Aleksandra Smolara, który jest także zdania, że stało się to za późno. "Bo jakby nie było rządząca PO już od dwóch lat spada w sondażach, bo też pełniący długie lata rządy Donald Tusk i Kopacz zaniedbali wyjaśnienia afery taśmowej".

Także lewicowa "Tageszeitung" z Berlina pisze: "Wielu analityków politycznych sądzi, że cała afera z zarejestrowanymi rozmowami pogrzebuje szanse PO w wyborach. Niektórzy mówią, że dymisje ministrów nastąpiły zbyt późno, a poza tym było ich za mało".

Jan Opielka na łamach "Berliner Zeitung" sugeruje, że "Obecnie upublicznione akta sprawy mogą wyjawić jakies dalsze kompromitujące rozmowy czy ustalenia. Prawdopodobnie to także było jedną z przyczyn radykalnego kroku premier Kopacz"

opr. Małgorzata Matzke

Reklama