Niemiecka prasa: ″Domaganie się bojkotu meczów to dowód głupoty″ | Echa polskie | DW | 03.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

Niemiecka prasa: "Domaganie się bojkotu meczów to dowód głupoty"

Czwartkowe (3.05.12) wydania dzienników zajmują się nadal debatą nad bojkotem ME na Ukrainie oraz kryzysem i bezrobociem w eurolandzie.

„Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najlepszą okazją, by utrzymać wywierany tego lata nacisk polityczny na Ukrainę” – komentuje tygodnik Die Zeit z Hamburga. „Nie należy odmówić przybycia na turniej, lecz wizyty na nim odpowiednio dozować w zamian za godne traktowanie zarówno Julii Tymoszenko, jak i innych opozycjonistów. W ten sposób piłka nożna stanie się instrumentem, który zmusi Janukowycza do politycznego rozsądku”.

Innego zdania jest Frankfurter Rundschau:

„Teraz, na pięć tygodni przed rozpoczęciem ME, domaganie się bojkotu meczów na Ukrainie, czy wręcz ich przeniesienie do Niemiec, jest dowodem głupoty. Nikomu nie wyświadczy się tym przysługi, ani Julii Tymoszenko, ani innym więźniom politycznym, nie mówiąc o społeczeństwie Ukrainy, które raz po raz niezasłużenie spychane jest na ubocze. Nie należy jednak misją obrony europejskich wartości obciążać wyłącznie piłkarzy. Niemieckim politykom można tylko radzić, by jechali na Ukrainę. Tak długo, jak nie są zmuszeni protokołem dyplomatycznym do zajęcia miejsca obok ukraińskiego prezydenta powinni obejrzeć mecze, mieć przy tym odwagę otworzyć usta i zademonstrować swoją postawę. Przy tym mogą się jeszcze o Ukrainie niejednego nauczyć”.

Bezrobocie w eurolandzie

Frankfurter Allgemeine Zeitung zajmuje się problemem rosnącego bezrobocia w Europie.

„Niepokoi fakt, że bezrobocie szybko rośnie (w eurolandzie wzrosło tylko w ciągu roku o 10 procent). Przy tym nie ma widoków na szybkie rozwiązanie tego problemu. Bowiem reformy, by mogły zadziałać na skostniałych rynkach pracy, potrzebują czasu. Jednakże trzeba ich chcieć i wcielić w życie. Nowy rząd Hiszpanii jest gotów pójść tą drogą, gdy rząd przejściowy Włoch ugiął się już przed związkami zawodowymi. Same elastyczne rynki pracy nie są w stanie zatroszczyć się o wzrost. Potrzebna jest tu również modernizacja systemów podatkowych i socjalnych, by zachęcić w ten sposób do produkcji. Tylko wtedy, kiedy gospodarka uwolni się od zahamowań, pojawi się dynamika. Z kryzysu strukturalnego nie ma wyjścia na skróty”.

„Również Niemcy mają za sobą okres wyrzeczeń i twardych reform”- pisze Die Welt. „Jeszcze stosunkowo niedawno liczba bezrobotnych wynosiła pięć milionów. Nastąpiło spowolnienie gospodarcze i z miesiąca na miesiąc malała liczba miejsc pracy. Dziś nie mówi się o tym. Niemcy stały się lokomotywą gospodarczą Europy, a jej rynek pracy wyspą błogosławionych. Jednak ten cud, jeśli chodzi o zatrudnienie, nie stał się za sprawą niebios, tylko go żmudnie wypracowano. Zamrożone pensje uczyniły niemieckie firmy bardziej konkurencyjnymi na rynkach międzynarodowych. Państwa Europy południowej stoją również przed programem reform, ale o wiele trudniejszym niż niemiecka Agenda 2010. Jednak przykład Niemiec powinien im dodać odwagi i przekonać, że reformy się opłacają, a kryzysy można przetrzymać”.

„Gdzie jest za dużo długów, jest też za dużo majątku”- konstatuje inna berlińska gazeta Tagesspiegel. „Jedno jest lustrzanym odbiciem drugiego. Jeśli zatem trzeba spłacić długi, nie niszcząc przy tym popytu. to tylko poprzez opodatkowanie na ten cel majątku, który znajduje się w rękach nielicznej grupy społeczeństwa. Naturalnie dojdzie przy tym do spadku jego wartości. Jednak posłuży też tym, których dotknie to bezpośrednio. Bowiem alternatywą do tego jest rozpad strefy euro, i megakrach, który oznacza znacznie większe straty, niż wynosi wysokość uiszczonego podatku”.

Alexandra Jarecka

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama