Niemiecka prasa: Demonstrować nawet ze snajperami na dachach | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 19.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Demonstrować nawet ze snajperami na dachach

Poniedziałkowe (19.01.15) wydania gazet komentują odwołaną demonstrację Pegidy w Dreźnie z obawy przed potencjalnym zamachem terrorystycznym islamistów.

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pyta: „Czy hasło „Jestem Charlie“ musi zastąpić obecnie hasło „Jestem Pegidą”? Dotyczy to w takim samym stopniu inicjatorów Pegidy i demonstrantów w Dreźnie jak i satyryków z „Charlie Hebdo”. Atak na prawo wolności słowa jest atakiem na nas wszystkich. Zakaz demonstrowania w poniedziałek (19.01), wprowadzony przez policję w Dreźnie z obawy przed planowanym zamachem, wymierzony jest nie tylko w Pegidę, lecz również w jej przeciwników, którzy nie mogą wyjść na ulice. Obie strony znalazły się nagle w tej samej łodzi. Terrorystom byłoby prawdopodobnie i tak wszystko jedno, w kogo by uderzyli, bowiem demonstracja na rzecz otwartego społeczeństwa jest zapowiedzią walki z nimi. Dlatego właściwa reakcja na pogróżki pod adresem manifestacji Pegida brzmi: „Jesteśmy Dreznem”.

„Märkische Allgemeine” z Poczdamu zastanawia się: „Kiedy to od czasów powstania RFN zabraniano w taki sposób manifestacji? Każdy student prawa uczy się na pierwszych semestrach, że prawo do zgromadzeń jest ważnym prawem podstawowym i państwo nie może go zabronić nawet w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa. Jeszcze w latach 80-tych obowiązywała stara dobra zasada: w razie wątpliwości na rzecz wolności. Tymczasem zakaz demonstracji w Dreźnie jest jednym z kamyczków mozaiki na coraz bardziej zachmurzonym europejskim niebie".

Natomiast „Stuttgarter Nachrichten” są zdania, że „Nawet jeśli nie żal, że Pegida nie może dziś podburzając przejść przez Drezno, trzeba zdać sobie sprawę, że lęk przed islamskimi zamachami jest tak wielki, że nawet w krzepkiej, głęboko zakorzenionej demokracji jest on w stanie spowodować sabotaż wolności wypowiedzi na placach i ulicach. I obojętne jest, którego z obozów to dotyczy lub jakich używa się haseł. A jednak rezygnacja ze swobód obywatelskich z powodu grożącego terroru nie jest na dłuższą metę dobre. Także wtedy, kiedy trudno oczekiwać, by ktoś chciał przejąć odpowiedzialność za możliwe ofiary. A jednak obowiązuje zasada: ten, kto ugina się, już przegrał”.

Stołeczny „Der Tagesspiegel” komentuje: „Przecież ludzie wiedzą, że w otwartym społeczeństwie nie ma absolutnej ochrony, gwarantowanego bezpieczeństwa przed zamachami, a jeśli, to tylko za cenę wolności. Obrona tej wolności, w wyjątkowej sytuacji nawet pod ochroną policji, obowiązuje zarówno w przypadku publikacji antyislamskich karykatur, jak i manifestacji Pegidy w Dreźnie. Dlatego tylko konkretne wskazówki dotyczące zamachu uzasadniają zakaz takich demonstracji”.

„Rheinpfalz” z Ludwigshafen konstatuje: „Nikt nie powinien odczuwać nawet odrobiny radości z powodu zakazu dla poniedziałkowej demonstracji. Hasła głoszone przez demonstrantów, podobnie jak rysunki w „Charlie Hebdo”, nie muszą się wcale podobać. Jednak muszą oni mieć prawo wyrażania publicznie swoich opinii. Prawo to mają wszyscy i trzeba go bronić. Co nie jest proste, kiedy nawet niesprecyzowane zagrożenie wystarcza, żeby odwołać niewygodną demonstrację. Demonstrować pod ochroną policji ze snajperami na dachach? Tak, jeśli zachodzi potrzeba, również w taki sposób”.

Aleksandra Jarecka

Reklama