Niemiecka prasa: ″Czy Angela to Adolf?″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 28.03.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: "Czy Angela to Adolf?"

Prasa komentuje falę krytyki pod adresem Niemiec, którym przypisuje się winę za zaognienie eurokryzysu. Z łamów prasy nie schodzi także skandal z niedopuszczeniem tureckich mediów na salę rozpraw w procesie NSU.

epa03632217 A protestor in front of the parliament building holds a placard showing German Chancellor Angela Merkel after the Cyprus Parliament rejected the bailout deal, Nicosia, Cyprus, 19 March 2013. The parliament in Cyprus Tuesday rejected the proposed tax on bank deposits, with 36 of 56 deputies voting against the measure while 19 abstained. EPA/FILIP SINGER

Protesty w Nikozji, 19.03.2013

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze: "Schemat w europejskim kryzysie wciąż się powtarza: Z wielkim trudem ratuje się jakieś państwo przed upadkiem, po czym następują protesty rozwścieczonych ludzi przeciwko Niemcom i szefowej niemieckiego rządu. Bardzo chętnie sięga się przy tym po prostackie porównania z okresem hitleryzmu, przy czym zarzut hegemonii należy jeszcze do tych bardziej eleganckich. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że pani Merkel nalega na konsolidację budżetu i na reformy? Dlatego, że rząd RFN nie jest gotów do "solidarności" bez stawiania jakichkolwiek warunków? Czy po prostu dlatego, że Niemcy, jeżeli chodzi o gospodarkę w minionych latach mieli dość spore sukcesy i zwiększył się ich dystans do innych partnerów? W latach kryzysu Niemcy stanęły nagle w centrum europejskiej polityki. Pewne jest, że obojętnie co robią, albo czego nie robią, nie są w stanie zadowolić wszystkich".

"Powoli przebiera się miara" - pisze "Koelner Stadt-Anzeiger". "Rosyjski premier porównuje akcję ratunkową dla Cypru z wywłaszczeniem Żydów w Niemczech. Demonstranci domalowują na transparentach Angeli Merkel hitlerowski wąsik i paradują z nimi ulicami Nikozji (Madrytu, Rzymu, itd). Jacob Augstein (dziennikarz "Spiegla" - dop. red.) utyskuje, że 'Jak już dwukrotnie miało to miejsce w ostatnich latach, Niemcy dają się coraz głębiej wciągnąć w konflikty z sąsiadami'. Ludzie, opamiętajcie się! Czy kryzys euro to od razu wojna światowa? Czy RFN to nazistowski reżim? Czy Angela to Adolf? Dosyć już! Odruch, że w Europie zawsze najpierw pomstuje się na Niemcy, kiedy coś się nie wiedzie, jest nie do zniesienia."

Tureckie media za drzwiami sali rozpraw

"Sueddeutsche Zeitung" pisze: "Zupełnie nie do pojęcia jest to, że niemożliwe jest udostępnienie tureckim mediom gwarantowanego miejsca na sali rozpraw w procesie NSU. Byłoby to przecież tak proste. Kto miałby zastrzeżenia, gdyby cztery albo pięć miejsc z góry zarezerwowano dla dziennikarzy z kraju, z którym pochodzeniem związane było gros ofiar? Niektóre niemieckie massmedia zaproponowały oddanie swoich miejsca tureckim kolegom. To, że sąd nie podchwytuje tego salomonowego rozwiązania, świadczy tylko o przekornej mentalności sądu obwarowującego się przepisami, która jest kompletnie nieadekwatna do znaczenia tego procesu".

"Handelsblatt" zaznacza: "Jak na dłoni widać, że nikt w szeregach betonowego bawarskiego wymiaru sprawiedliwości nie pojął międzynarodowego wymiaru tego procesu i nie zrozumiał, że tylko kryształowo czysty przebieg procesu, o czym mogłyby naocznie przekonać się media, mógłby uratować jeszcze choć resztkę dobrej reputacji. Proces rozpoczyna się 17 kwietnia. To ostatni moment, aby uratować Niemcy przed kompromitacją na całym świecie".

"Die Rheinpfalz" jest pełna obaw: "Odmawiając rezerwacji miejsca na sali sądowej dla ambasadora Turcji i dla tureckiej prasy sąd przejawia tak wielki brak pojęcia o międzynarodowym wymiarze tego procesu, że trzeba się obawiać, co może się jeszcze wydarzyć, kiedy proces będzie już w toku. Co byłoby, gdyby w Turcji toczył się proces przeciwko mordercom ośmiorga Niemców, i na salę nie dopuszczono by ani ambasadora RFN ani niemieckiej prasy tłumacząc się brakiem miejsca i upływem terminu zgłoszeń. Oczywiście, że powstałoby wtedy wrażenie, że władze chcą coś zamieść pod dywan. Tak dzieje się obecnie w Monachium. Jeżeli monachijskim sędziom zależałoby na wznieceniu większej nieufności pomiędzy Turkami i Niemcami, to nie byliby oni w stanie tego lepiej zaaranżować".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama