Niemiecka prasa: ″Czy Afganistanowi w ogóle można jeszcze pomóc?″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 25.02.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: "Czy Afganistanowi w ogóle można jeszcze pomóc?"

W sobotniej prasie uwagę komentatorów zaprząta głównie sytuacja w Afganistanie po spaleniu egzemplarzy Koranu przez amerykańskich żołnierzy sił ISAF.

Münchner Merkur z Monachium zastanawia się, co w związku z obecną sytuacją w Afganistanie bardziej szokuje:

"Czy niepojęta ignorancja żołnierzy, którzy od szeregowca po generała powinni od lat wiedzieć, że nie tylko fundamentaliści uważają profanację Koranu za bluźnierstwo, czy też erupcja gniewu i nienawiści ze strony społeczeństwa afgańskiego wobec zagranicznych żołnierzy, których w 2001 roku wysłano do Afganistanu po to, żeby je wyzwolić spod okrutnej tyranii talibów. Jeżeli większa część Afgańczyków, podżegana przez ludobójców, którzy posyłają uzbrojone w ładunki wybuchowe dzieci na śmierć, gotowa jest do krwawych aktów przemocy przeciwko cudzoziemcom, to powstaje pytanie, czy temu krajowi w ogóle można jeszcze pomóc".

Wychodząca w Koblencji i Moguncji gazeta Rhein-Zeitung stwierdza:

"Początkowo w niektórych regionach Afganistanu przedstawicieli Zachodu uważano za pomocników. Dziś, mimo urzeczywistnienia wielu projektów pomocowych i uzyskania innych, drobniejszych sukcesów, utrwalił się wśród ludności obraz aroganckiego okupanta, a to dlatego, że raz po raz zdarzają się incydenty jak palenie Koranu, które za jednym zamachem potrafią zniweczyć wysiłki wielu lat. Do dziś Zachód nie rozumie, że obrazy i gesty mają w Afganistanie o wiele większe znaczenie niż przemówienia, dyplomatyczne deklaracje woli albo spóźnione przeprosiny prezydenta USA".

W podobnym tonie wypowiada się berliński Tagesspiegel:

"Jakim trzeba być tumanem, żeby po tylu latach popełnić tak straszny błąd i w sercu Afganistanu spalić egzemplarze Koranu? Każdy, kto choć raz postawił stopę na terytorium tego kraju, nawet najgłupszy amerykański żołnierz bez ukończonej szkoły, powinien wiedzieć, jakie znaczenie ma tam religia i z jakim namaszczeniem muzułmanie podchodzą do swej świętej księgi".

Emder Zeitung zna prawdziwe powody wycofania się Bundeswehry z Camp Talokan:

"To, że Bundeswehra zdecydowała się na wcześniejsze wycofanie się z obozu Camp Talokan, podyktowane było pogorszeniem się sytuacji bezpieczeństwa.Ta decyzja rzuca światło na relacje między nią a afgańskimi władzami bezpieczeństwa. Nawet jeśli niemieckie ministerstwo obrony temu stale zaprzecza: żołnierze niemieccy i Afgańczycy nie mają do siebie krzty zaufania. Afgańczycy zbyt często atakowali Bundeswehrę. Dlatego wycofanie się nie ma nic wspólnego z tchórzostwem".

Ukazująca się w Oldenburgu Nordwest-Zeitung konkluduje:

"Afganistanowi, w którym na przestrzeni dziejów dominowały nędza, wojny i obce panowanie, jeszcze bardzo daleko jest do stabilizacji. (...) Ten kraj dzieli Hindukusz, co sprawia, że jest on niedostępny. Afganistan jest ubogi w surowce, 3/4 jego powierzchni nie można wykorzystać pod uprawę. Co najmniej 80 proc. kraju zajmują talibowie siejący terror i przemoc. To, że Zachód "pryska" z tego kraju jest już postanowione. Można się z tego cieszyć, albo nie. Ale jedno jest pewne, że mieszkańcy Afganistanu znów będą pozostawieni własnemu - pewnie nie najlepszemu - losowi".

Iwona D. Metzner

red. odp.: Andrzej Pawlak

Reklama