Niemiecka prasa: „Czy żołnierze muszą wrócić do domu w trumnach, by rząd nazwał wojnę wojną?” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 03.12.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: „Czy żołnierze muszą wrócić do domu w trumnach, by rząd nazwał wojnę wojną?”

Jeszcze w tym tygodniu Bundestag ma zadecydować o niemieckim zaangażowaniu w Syrii. Choć, jak zauważa prasa, nasuwa się więcej pytań niż odpowiedzi.

Berliner Zeitung“ pisze: „Wojna nie jest celem samym w sobie. Zdaniu temu przytaknie każdy rozumny człowiek. Ale jeżeli wojna nie jest celem samym w sobie, to potrzebne są jej zadania – o charakterze wojskowym i politycznym. Środkami militarnymi chcemy rozbić Państwo Islamskie (PI). Jest to możliwe? Z powietrza? Nie, mówią wszyscy i dalej bombardują. Kim są nasi sprzymierzeńcy? USA, Francja, Turcja. I Rosja? Chcemy rozwiązać teraz nasze problemy z Rosją w przestrzeni powietrznej nad Syrią? A gdzie jest cel polityczny?”.

„Dlaczego po latach wstrzemięźliwości w syryjskiej katastrofie, teraz nagle decyzja o zaangażowaniu w Syrii musi być podejmowana tak błyskawicznie” – zastanawia się „Mitteldeutsche Zeitung” (Halle) – „Bo nie obronią się argumenty za tym zaangażowaniem bez strategii i pomysłu zakończenia misji ? Wielka koalicja korzysta ze swojej przytłaczającej większości w Bundestagu, by praktycznie znieść prawo współudziału parlamentu w podejmowaniu decyzji. Jeżeli opozycja mówi o świńskim galopie, to jest to jeszcze łagodne sformułowanie”.

W zupełnie innym tonie komentuje wychodzący w Duesseldorfie „Handelsblatt“: „Mimo uzasadnionych zastrzeżeń: alternatywna opcja opozycji, by dać sobie spokój, też nie jest lepsza. Nawet, jeżeli same naloty nie zniszczą PI, to mogą je osłabić. Nawet, jeżeli zwiadowczą misję niemieckiego wojska USA mogłyby przeprowadzić same, to odciążenie zachodnich sojuszników jest czymś więcej, niż czysto symbolicznym aktem. Mimo wszystkich słabości Bundeswehry: Niemcy mogą zrobić to, co oferują francuskim przyjaciołom i sojuszowi prowadzonemu przez USA, przypuszczalnie nawet dobrze”.

Dziennik „Volksstimme“ (Magdeburg) pyta: „Przed czym uciekają z Syrii kobiety, mężczyźni i dzieci? Uciekają przed wojną. Wojną, którą prowadzi przeciwko nim prezydent Asad. Wojną, którą z zamachami terroryści wnoszą do Europy, na co prezydent Francji zareagował wypowiedzeniem im wojny. Niemcy, tak chce rząd, mają ją wspierać. Kanclerz Merkel, szef dyplomacji Steinmeier czy minister obrony Leyen – wszyscy oni mówią jednak o zaangażowaniu militarnym. Tylko sekretarz generalny CDU Scheuer, jako przedstawiciel wielkiej koalicji, wypowiedział słowo wojna. Bagatelizowanie jej przez wszystkich innych przypomina Afganistan. Musiały minąć lata, zanim były szef MON Guttenberg przyznał, co oznacza ta misja dla Niemiec: wojnę, w której giną żołnierze Bundeswehry. Czy niemieccy żołnierze muszą najpierw wrócić w trumnach do domu, by rząd nazwał wojnę wojną?”.

opr. Elżbieta Stasik

Reklama