Niemiecka prasa: ″Cały system transplantacyjny chodzi o kulach″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 09.08.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: "Cały system transplantacyjny chodzi o kulach"

Uwagę komentatorów czwartkowego wydania zaprzątają: nieratyfikowanie przez RFN Konwencji ONZ Przeciwko Korupcji oraz skandal w niemieckiej transplantologii.

Märkische Oderzeitung z Frankfurtu nad Odrą:

"Trudno wyjść ze zdziwienia, że Niemcy, które chętnie wskazują na przypadki korupcji w innych krajach, znalazły się akurat w towarzystwie Syrii i Arabii Saudyjskiej, czyli tych naprawdę nielicznych krajów, które jeszcze nie wdrożyły Konwencji Narodów Zjednoczonych Przeciwko Korupcji, co wielkim niemieckim koncernom n ie wychodzi na zdrowie. One bowiem już dawno wprowadziły surowe regulacje dotyczące zwalczania korupcji. Niemiecka polityka ma jednak z tym problem. W konwencji generalnie chodzi nie tylko o dobranie się do skóry skorumpowanym urzędnikom. Ma ona na oku również przekupstwo parlamentarzystów, co jednak nie podoba się posłom partii rządzących. I to jest naprawdę zawstydzające".

Moguncka Allgemeine Zeitung Mainz:

"Gospodarka niemiecka żyje w dużej mierze z eksportu swych pierwszorzędnych produktów i usług. Są one tak dobre, że klienci często nawet stoją po nie w kolejce mimo, że "Made in Germany" jest zwykle dosyć drogie. Niemcy również dlatego cieszą się na świecie tak dobrą opinią, ponieważ uważa się je za synonim prawa i porządku. Jest to kraj, w którym nie ten ma pierwszeństwo, kto położy dosyć pieniędzy na stole, albo zna kogoś, kto zna kogoś, kto też kogoś zna... Niemcy mają do stracenia dobrą reputację. Ale widocznie do chadecko-liberalnego rządu Angeli Merkel to nie dociera. Ciekawe, czy coś się zmieni po wczorajszym energicznym apelu menedżerów wiodących niemieckich koncernów.

Handel narządami jak w kryminale?

Berliński dziennik Neues Deutschland:

"Nadal wszyscy zachowują się tak, jakby przy przydzielaniu deficytowych narządów dla śmiertelnie chorych pacjentów chodziło o drobnostki i najwyżej o jedną lub dwie czarne owce wśród medyków, którzy zajmując się troskliwie ciężko chorymi, a pozwolili sobie na parę drobnych potknięć.

Byłoby pięknie, gdyby tak było. Ale tymczasem upubliczniono kilka przypadków, przypominających raczej telewizyjny thriller o handlu narządami, w którym podejrzane osoby wchodzą na pokład samolotu z torbami-lodówkami, niż obraz czystego jak łza niemieckiego systemu zdrowia".

Hamburski Financial Times Deutschland:

"Nie powinno się wykorzystywać domniemanego skandalu z manipulacją dokumentacji medycznej pacjentów w Ratyzbonie i Getyndze w celu inkryminacji systemu rozdziału narządów - czego obawiają się teraz transplantolodzy. Również niezwykle wysoka liczba przypadków przydzielania narządów w tak zwanym trybie przyspieszonym, nie powinna służyć rzucaniu podejrzeń na medycynę transplantacyjną jako taką. Chyba nikt nie może mieć w tym interesu. Ale przy decyzjach w sprawie życia i śmierci (...) opinia publiczna ma jak najbardziej prawo dowiedzieć się, według jakich kryteriów je podejmowano, i kto, i czy rzeczywiście wszystkich traktowano równo".

Märkische Oderzeitung:

"Ten system jest widocznie bardziej podatny na manipulacje, niż sądziliśmy. Po skandalu w Getyndze powoli cała branża traci reputację. Krótkowzrocznością byłoby spychanie całej winy za błędy i wypaczenia na żądne zysków pojedyncze czarne owce jak chirurg z Getyngi. Co się teraz coraz bardziej uwidacznia to to, że chorzy są nie tylko pacjenci, lecz, że cały system transplantacyjny chodzi o kulach".

Iwona D. Metzner

red. odp. Małgorzata Matzke

Reklama