Niemiecka prasa: światowa premiera polskiego filmu | Echa polskie | DW | 09.02.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

Niemiecka prasa: światowa premiera polskiego filmu

W dzisiejszej prasie m.in. o odbiorze najnowszego filmu Szumowskiej na Berlinale oraz o poczynionych krokach w sprawie polsko-litewskiego pojednania.

W dodatku berlińskiego dziennika „Tagesspiegel” poświęconemu tegorocznemu 63. Międzynarodowemu Festiwalowi Filmowemu Berlinale znajdziemy recenzję najnowszego filmu Małgorzaty Szumowskiej "W imię...". Jako pierwszy z 19 obrazów ubiegających się o Złotego Niedźwiedzia został zaprezentowany zagranicznym gościom w piątek (08.02.2013). Jak pisze gazeta, to „dość mocny kawałek w konkursie głównym festiwalu. 40-letnia reżyserka koncentruje się w swoim czwartym z kolei obrazie na aktualnym temacie, tj. homoseksualizmie i jego wypieraniu przez Kościół katolicki”. Czyni to z umiejętnością i odwagą – podkreśla „Tagesspiegel” i dodaje, że „przesłanie filmu jest wprawdzie jasne, ale historia "W imię..." robi jednak wrażenie, ponieważ nie tylko wyważa otwarte drzwi u i tak już tolerancyjnej rzeszy gości festiwalowych czy fanów art. house’u. Film Szumowskiej nie oddziałuje czysto politycznie, lecz także dość konsekwentnie od strony poetyckiej – wgłębia się w świat polskiego społeczeństwa ukształtowanego zarówno przez religię katolicką jak i nasilający się sekularyzm”. Gazeta informuje, że akcja obrazu rozgrywa się w lecie na wsi, a jej bohaterami są „jasnowłosi, przechodzący mutację chłopcy z wygolonymi głowami, którzy grają w piłkę na wiejskiej łące, przenoszą kamienie na prymitywną budowę, żłopią wódkę, kpią z upośledzonego, wiejskiego chłopaka, palą, biją się i rozmawiają, używając czteroliterowego polskiego 'wypełniacza' ". Jak pisze dziennik, „oczy mieszkańców wioski są wąskie, wyrażające niecierpliwość, jedne przytłumione, inne wyrażające tęsknotę za dalekim światem”. Wśród nich działa wiejski proboszcz Adam (grany przez Andrzeja Chyrę), który jest opiekunem ogniska dla trudnej młodzieży (…). Ksiądz walczy ze swoimi skłonnościami w ten gorący czas” – podkreśla „Tagesspiegel”.

Również „Sueddeutsche Zeitung” (SZ) poddaje ocenie pokazany na Berlinale obraz Szumowskiej. Już we wstępie czytamy, że grającego główną rolę Andrzeja Chyrę można opisać jako polskiego Daniela Craiga: „kształt głowy, kolor oczu, charyzma – wszystko się zgadza. W Polsce występuje na ekranach bez przerwy. W filmie Volkera Schlöndorffa wcielił się także w postać Lecha Wałęsy“ – przypomina dziennik. W zasadzie nie jest jeszcze znany w kręgu zagranicznej kinematografii, ale to się może jeszcze zmienić – twierdzi SZ.

Zdaniem dziennika, Szumowskiej udają się chwytliwe sceny, które przypominają wczesne obrazy Larry’ego Clarka, „jakby również Polska miała zakurzone centrum pełne żądzy, praktyk kazirodczych i zakłamania”. Reżyserka nie ucieka również przed „historycznym zepsuciem środowiska, kiedy na szopie pojawia się niemieckie Juden raus!”. Gazeta poddaje krytyce zakończenie filmu, "zagadkowo słabe" w porównaniu z innymi scenami.

Jedno nazwisko – dwie historie

„Dietmar Brehmer nie rozumiał ani słowa. Rozumiał tylko, że musi nauczyć się niemieckiego. Także jego syn uczył się niemieckiego, ale nie został Niemcem” – tak niemiecki korespondent dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) wprowadza czytelnika w dwie związane ze sobą opowieści.

Historia Dietmara Brehmera dzieje się między siedzibą Polskiego Radia Katowice a kuchnią dla ubogich Niemieckiej Wspólnoty „Pojednanie i Przyszłość”, mieszczącej się przy dworcu. Druga historia ma miejsce „na zewnątrz, między hutami a elektrowniami, zjazdami z autostrady i kopalniami okręgu, na boiskach do gry w piłkę nożną Bytomia i Gliwic, w przebieralniach Zabrza. Dzieje się także krótko w Niemczech” – pisze gazeta.

„Historia Dietmara Brehmera jest historią bycia Niemcem w polskim zagłębiu węglowym, na Górnym Śląsku. Pierwsza część historii to opowieść o przechowaniu, druga – o pożegnaniu. To historia dwóch mężczyzn o tym samym nazwisku. Historia ojca i syna” – podkreśla FAZ.

Kiedy Dietmar Brehmer senior dał swojemu pierwszemu dziecku swoje imię, uznano to za prawdziwą prowokację. Jego syn urodził się bowiem 29 lat po zakończeniu wojny w Katowicach, które po II wojnie światowej wróciły do Polski. Takiego imienia, jak Dietmar, nie należało już wtedy nadawać.

Matka Brehmera seniora nie rozmawiała ze swoim synem po niemiecku. „Język hitlerowców, którzy tak znęcali się nad Polakami w czasie wojny, był zabroniony. W zamian Dietmar senior musiał jako uczeń pojechać z klasą do Auschwitz, aby na przykładzie elektrycznego ogrodzenia i komór gazowych dowiedzieć się, co to znaczy być Niemcem” – pisze FAZ.

Ponieważ nie mówił po niemiecku, posłał swego syna na prywatne lekcje tego języka. On sam mimo swego pochodzenia włączał się w akcje podziemia. W czasach komunizmu pomagał w kancelarii legendarnego prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego oraz roznosił prasę podziemną konspiracyjnego Komitetu Obrony Robotników. W latach 90. udało mu się założyć własny program w Polskim Radiu Katowice, który nadawał po niemiecku dla Niemców zamieszkujących Górny Śląsk. „Był to niemiecki Dietmara Brehmera, którego nauczył się potajemnie, nie perfekcyjny wprawdzie, lecz wyszukany, nie całkiem gładki, ale w pełni wyrazisty”. Do Niemców mieszkających w Polsce, którzy – tak, jak on – nie mogli się uczyć niemieckiego, docierał poprzez melodie znanych niemieckich wykonawców. Do dziś program rozpoczyna się śląską pieśnią (Kehr ich einst zur Heimat wieder)”.

W latach sprawowania urzędu prymasa przez Wyszyńskiego Brehmer założył też Niemiecką Wspólnotę „Pojednanie i Przyszłość”, która nigdy nie żądała zwrotu niemieckich terenów i nie kwestionowała granicy na Odrze i Nysie. Potem założył też jadłodajnię dla ubogich, która obsługuje codziennie ok. 180 bezdomnych w centrum Katowic.

Jak potoczyły się losy Dietmara juniora? Dowiadujemy się, że został zawodowym piłkarzem.

Wkład Brehmera seniora, który za pomocą swoich audycji chciał dodać Niemcom otuchy, okazał się mało skuteczny, także dla własnego syna. Młody mężczyzna czuje się w pierwszej linii Ślązakiem: „otrzymał najlepsze od Polski i najlepsze od Niemiec” i poszedł własną drogą. W Niemczech, gdzie przez długi czas grał w piłkę nożną, przeżył wiele pięknych, ale i mniej pięknych chwil. Choć mówi dobrze po niemiecku, to ze śląską naleciałością. Kontrola policyjna w Niemczech, podczas której funkcjonariusze usłyszeli akcent juniora jadącego samochodem na polskich numerach, uświadomiła mu, że „nigdy nie będzie także Niemcem wśród Niemców. Tylko na Śląsku ludzie rozumieją, co to jest” – czytamy.

Polsko-litewskie pojednanie

Dziennik FAZ informuje również, że Warszawa i Wilno szukają wspólnego rozwiązania problemu mniejszości polskiej na Litwie. Gazeta, powołując się na doniesienia polskiej prasy, cytuje słowa litewskiego ministra spraw zagranicznych Linasa Linkeviciusa, który powiedział w piątek (08.02.2013), że jest mu „przykro” za to, w jaki sposób litewski parlament obchodził się z ważnymi sprawami Polaków podczas kadencji rządu odwołanego na jesieni 2012 r. Wcześniej odwiedził w Warszawie polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który cieszy się z oświadczenia nowego, litewskiego rządu.

Dziennik przypomina, że Polskę i Litwę łączą lata długiej i zmiennej historii, oraz że Polacy stanowią 6,6 proc. ludności na Litwie. Wskazuje też na przyczynę napięć między obydwoma społeczeństwami. Z punktu widzenia Litwinów, Polacy już w czasach wspólnego państwa nazwali siebie ”wielkimi braćmi” Litwinów.

FAZ informuje, że nowe litewskie kierownictwo chciałoby widocznie teraz „spróbować z Polską nowego początku. Partia Socjaldemokratyczna premiera Algirdasa Butkeviciusa stworzyła koalicję z „Akcją Wyborczą Polaków na Litwie”.

Z Panem Mentzelem w świat

Warszawski korespondent dziennika „Die Welt”, Gerhard Gnauck, opisuje swoje wrażenia ze spotkania z pisarzem Zbigniewem Mentzelem, które odbyło się w Klubie Winiarni w Warszawie. Autor przybliża sylwetkę polskiego powieściopisarza: „rocznik 1951, czyni coś, czego większość pisarzy w Polsce i na świecie nie robi (…). Pan Mentzel jest spekulantem giełdowym. Nie tylko to: jest obserwatorem uczestniczącym, który przez długi czas pisywał do warszawskiej gazety giełdowej „Parkiet”. I sprzedał w grudniu – w tych burzliwych czasach (!) – mieszkanie, z którego dochód całkowicie przeznaczył na handel. W jego opinii to praca w pełnym wymiarze godzin. Każdego dnia poświęca jej 10 godzin, ale tylko w dni robocze. W weekend giełda śpi” – czytamy.

W dalszej części artykułu autor przybliża czytelnikowi, w jakich okolicznościach polonista, asystent na Uniwersytecie Warszawskim, zajął się pisaniem powieści tłumaczonych na inne języki. Książka „Wszystkie języki świata”, która opisuje jeden dzień życia warszawskiego, nieco zdezorientowanego intelektualisty, ukazała się także po niemiecku.

Monika Skarzyńska

red. odp.: Iwona D. Metzner

Reklama