Niemiecka elektronika dla Radia „Solidarności Walczącej” | Nieopowiedzian historie POLENHILFE | DW | 08.12.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

30. rocznica stanu wojennego

Niemiecka elektronika dla Radia „Solidarności Walczącej”

Pediatra, dziennikarz, informatyk, elektronik, pisarka, inspektor policji i sędzia przemycali przez 5 lat na zamówienie polskiego podziemia z Niemiec farby, papier, maszyny drukarskie oraz podzespoły elektroniczne.

Krystyna Graef, pediatra polskiego pochodzenia organizowała przez wiele lat spektakularną pomoc dla dzieci w Polsce

Krystyna Graef, pediatra polskiego pochodzenia organizowała przez wiele lat spektakularną pomoc dla dzieci w Polsce

Krystyna Graef, pediatra polskiego pochodzenia, od 1981 roku była dosłownie zalewana pocztą od kolegów z Polski z prośbami o pomoc w dramatycznej sytuacji braku odżywek i lekarstw dla dzieci. Frankfurcka lekarka apelowała w radiu, prasie i telewizji o dary na akcję charytatywną „Pomoc dla dzieci w Polsce” oraz o pomoc w organizacji transportów. A kiedy już na konto akcji zaczęły wpływać pieniądze (w sumie 10 mln DM) – wyruszyła do Polski z konwojem ciężarówek załadowanych mlekiem Milupa, pieluchami i lekarstwami. Za kierownicą jednej z ciężarówek zasiadł dziennikarz rozgłośni Hessischer Rundfunk, Florian Schwinn, który sam zgłosił się do Graef i zapytał, czy może z nią pojechać. Dziś zaznacza, że zrobił to z pobudek czysto dziennikarskich - chciał po prostu zrobić reportaż o „Solidarności”. Lecz musiał się zmierzyć z ówczesną rzeczywistością: „Chciałem wziąć ze sobą magnetofon. Ale wiedziałem, że będę miał kłopoty już na terenie NRD. I to była pierwsza rzecz, którą przemyciłem do Polski”.

Polenhilfe Kriegsrecht Solidarnosc

Florian Schwinn, dziennikarz radiowy pomagał konstruować i organizował przemyt części do nadajników Radia Solidarność

Florian Schwinn skonstruował wtedy coś, co nie wzbudziło podejrzeń celników na żadnej z granic – zwykłe radio samochodowe na kasety przebudował na magnetofon: w tylnej części wbudował mikrofon i mógł tym robić nagrania. Ponieważ istniało wielkie prawdopodobieństwo, że enerdowscy celnicy zechcą odsłuchać kasety (nagrania tekstowe w tamtych czasach przemycano przez granice zazwyczaj jako kasety muzyczne), Florian Schwinn zorganizował sobie kanał przerzutowy z Polski do Niemiec dla tych i późniejszych nagrań do swoich audycji o „Solidarności” i polskim podziemiu. Ten na pozór niewinny przemyt zapoczątkował wielki szmugiel dla struktur „Solidarności Walczącej” we Wrocławiu.

Cwani przemytnicy

Krąg ludzi, których Florian Schwinn zebrał wokół siebie, aby zaopatrywać Radio „Solidarność” w elektronikę do nadajników, był bardzo mały. Kluczowymi postaciami w tym gronie było dwóch elektroników – Alec von Fersen i Karl-Heinz Bender – którzy chałupniczą metodą, na stole kuchennym, budowali podzespoły elektroniczne do nadajników podziemnego radia. Wymyślne skrytki w zabudowie ciężarówek do przemytu politycznej kontrabandy do Polski konstruował Willi Konschutjak, specjalista w dziedzinie budowy karoserii.

Polenhilfe Radio Solidarnosc Kriegsrecht

Nadajniki wrocławskiej "Solidarności Walczącej"

Znaleźć tych ludzi nie było trudno, mówi dziennikarz. Wywodzili się ze środowiska frankfurckich lewaków, w którym działał też Joschka Fischer, późniejszy lider partii Zielonych i szef niemieckiej dyplomacji. Oprócz nich Florian Schwinn potrzebował zaufanych ludzi, którzy zasiedliby za kierownicami ciężarówek w konwojach z pomocą humanitarną i sprytnie ukrytą kontrabandą.Frankfurcki dziennikarz miał już wówczas wiedzę i doświadczenie z pracy zarówno w radiu publicznym, jak i w „nielegalnym” radiu ruchu antyatomowego w Gorleben. „Pirackie radiostacje” tworzyli lewicujący Niemcy w latach siedemdziesiątych wszędzie tam, gdzie planowano budowę elektrowni atomowej lub składowiska odpadów.

Z cichym przyzwoleniem służb wywiadowczych

Kiedy elektronicy, Alec von Fersen i Karl-Heinz Bender kupowali części i budowali podzespoły elektroniczne do nadajników Radia „Solidarność”, zostali mniej lub bardziej przypadkowo namierzeni przez niemiecki wywiad: „Przyszli do nas i zapytali, co robimy? Chcieli się tylko upewnić, czy za pomocą tych nadajników można detonować bomby”.

Polenhilfe Kriegsrecht Solidarnosc

Alec von Fersen konstruował części do nadajników Radia Solidarność

Technicy z instytutu technik kryminalistycznych niemieckiej policji kryminalnej doszli jednak szybko do wniosku, że budowane przez nich części temu nie służą. „Ludzie z Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, którzy nas odwiedzili, dokładnie wiedzieli, z kim się kontaktowaliśmy, ale powiedzieli nam, że nie mają nic przeciwko temu. Możemy to robić dalej”. W ten sposób części do nadajników Radia „Solidarność Walcząca” we Wrocławiu i w innych miejscach w Polsce niemieccy elektronicy budowali z cichym przyzwoleniem służb wywiadowczych RFN.

Skrytki, których celnicy się nie doszukali

Farbę drukarską przemycano na przykład w poprzeczkach rurowych w kabinie kierowcy; pianką montażową przyczepiano różne elementy w chłodnicy. Bibułki do sitodruku i mikrofilmy chowano w spreparowanej gaśnicy, którą potem nabijano, żeby w razie czego pokazać, że działa.

Takich wymyślnych skrytek było więcej. Krystyna Graef opowiada, jak w specjalnie spreparowanym baku przemycano farbę drukarską: „Trzy czwarte baku zajmowała puszka z farbą, więc miejsca na benzynę było mało. Musieliśmy ciągle stawać, żeby zatankować.”

Frankfurcka lekarka była pod ciągłą obserwacją enerdowskich i polskich służb specjalnych. Za każdy razem poddawano ją rewizji osobistej, kazano się rozbierać. Więc kupiła sobie na te okazje w sklepach sieci Beathe Uhse erotyczną bieliznę w różnych kolorach i na granicy zawsze robiła show, żeby przyciągnąć uwagę także celników przetrzepujących ciężarówki.

W poszukiwaniu „pluskiew”

Polenhilfe Radio Solidarnosc Kriegsrecht

Skaner do przeszukiwania milicyjnych pasm łączności

Części elektroniczne dla Radia „Solidarność Walcząca” i podziemia w innych miastach to tylko ułamek politycznej kontrabandy przewożonej z RFN do Polski. Przemycano też sprzęt do wykrywania podsłuchów. To zwróciło również uwagę kontrwywiadu wojskowego (MAD) na frankfurcką grupę, ale znów nie przyniosło poważniejszych konsekwencji. We Wrocławiu rzeczywiście znaleziono podsłuchy, ale zostawiono je na swoim miejscu. Dla ludzi podziemia ważniejsze od ich usunięcia było to, że wiedzieli, w jakich miejscach się znajdują.

Nadajniki budowane we Wrocławiu z części elektronicznych dostarczanych z Niemiec były też wysyłane dalej, do Warszawy, Gdańska i innych miast. „Solidarność Walcząca” otrzymała też z RFN skanery do przeszukiwania przez 24 godziny milicyjnych i esbeckich pasm łączności. To były najnowocześniejsze technologie, których prywatne stosowanie było w Niemczech zabronione.

Pieniądze na kontrabandę z Watykanu

Na zakup elektroniki do nadajników Radia „Solidarność” potrzebne były pieniądze. Pozyskiwano je między innymi ze sprzedaży zdjęć i wywiadów robionych w Polsce. Pieniądze na ten cel frankfurcka grupa otrzymywała też z Biura „Solidarności” w Brukseli, a raz nawet z Watykanu. We Frankfurcie nad Menem skonstruowano podzespoły elektroniczne do blisko 50 nadajników Radia „Solidarność”.

Polenhilfe Kriegsrecht Solidarnosc

Nazywają ich żartobliwie "bandą przemytników". Oni mówią o sobie, że są "wielka rodziną" Przemycali dla polskiego podziemia

Transporty z pomocą humanitarną i polityczną kontrabandą potrzebowały na dotarcie z Frankfurtu nad Menem do Polski czasami blisko 30 godzin. Przetrzymywani i szykanowani na niemiecko-niemieckiej i polsko-niemieckiej granicy, marzyli, żeby dotrzeć do pierwszego celu, do Wrocławia, gdzie zatrzymywali się u Michała Gabryela, organizatora polsko-niemieckich kontaktów w „Solidarności Walczącej”. „Dzięki kontrabandzie z Niemiec byliśmy lepiej wyposażeni technicznie niż SB” – mówi Gabryel. „Solidarność Walcząca” otrzymywała duże wsparcie z zagranicy, ale najbliższe kontakty miała z „przemytnikami” z Frankfurtu.

Barbara Cöllen

red.kor.: Agnieszka Rycicka

Tekst pochodzi z książki "Pomoc dla Polski. Zostali przemytnikami dla Polaków" wydanej przez Redakcję Polską Deutsche Welle, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w Niemczech oraz Centrum im. Willy’ego Brandta we Wrocławiu.

Redakcja poleca

Reklama