Niemieccy ratownicy morscy oburzeni hejtem. ″Taksówka wodna do Europy″ | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 01.08.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Niemieccy ratownicy morscy oburzeni hejtem. "Taksówka wodna do Europy"

"Taksówka wodna do Europy" - takim podpisem opatrzono zdjęcie niemieckiego okrętu ratowniczego. Niemieccy ratownicy są oburzeni.

Niemieckie Towarzystwo Ratowania Rozbitków ze Statków (DGzRS) istnieje od 150 lat. Zadaniem tej organizacji jest ratowanie rozbitków na Morzu Północnym i na Bałtyku. Jednak rozpowszechniane w mediach społecznościowych zdjęcia i teksty coraz częściej sugerują, że statki Towarzystwa także zabierają na pokład migrantów z pontonów na Morzu Śródziemnym. Christian Stipeldey, rzecznik prasowy DGzRS jest tym oburzony. Przytacza on w rozmowie z Deutsche Welle aktualny przykład: Liderka prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Frauke Petry wykorzystała ostatnio na swoim profilu facebookowym zdjęcie DGzRS i opatrzyła zdaniem o jednoznacznym, zafałszowanym przekazie: „Taksówka wodna do Europy”. – Nie możemy nikomu niczego insynuować, a także nie wiemy, jak coś takiego powstaje. Ale robimy wszystko, aby takie podpisy pod zdjęciami nie tylko korygowano, chcemy wręcz, żeby w ogóle zniknęły one z sieci – tłumaczy Stipeldey.

Deutsche Gesellschaft zur Rettung Schiffbrüchiger (DGzRS) (DGzRS/Die Seenotretter/Niedersächsische Staatskanzlei/Christian Stipeldey)

Statki ratownictwa morskiego w parze, aby ratownicy mogli na płytkich wodach blisko podpłynąć do rozbitków

Ale są też media, które wykorzystują zdjęcia ratownictwa morskiego, aby zilustrować zarzuty szefa niemieckiego MSW Thomasa de Maizière wobec poszczególnych organizacji obrony praw człowieka, które ratują migrantów z pontonów na Morzu Śródziemnym. Także w bazach danych agencji prasowych jest mnóstwo źle opisanych zdjęć, co też powoduje liczne nieporozumienia. – Dlatego i tam monitorujemy, ponieważ gdyby opinia publiczna była często konfrontowana z negatywnym przekazem, nie bylibyśmy w stanie nad tym zapanować – tłumaczy Stipeldey. – Zależy nam nad tym, aby różnice były dostrzegalne – dodaje.

Troska o wieloletnich darczyńców

Stipeldey prowadzi ofensywną akcję informacyjną, aby przekonać opinię publiczną, że niemiecka organizacja ratowników morskich nie ma nic wspólnego z ratowaniem uchodźców na Morzu Śródziemnym. Przekonuje, że statki DGzRS są za małe, aby brać na pokład pasażerów tonących łodzi lub tych, którzy przebyli na Morzu Śródziemnych długi dystans.

Stipeldey zapewnia, że statki organizacji prawie wyłącznie pływają na wodach Morza Północnego i na Bałtyku, i tam troszczą się m.in. o rybaków, żeglarzy lub promy w sytuacji zagrożenia. Organizacja bowiem dużo ryzykuje – chodzi o sporo pieniędzy. Utworzone w 1865 r. towarzystwo utrzymuje się wyłącznie z darowizn. Dlatego musi dbać o swój wizerunek.

Christian Stipeldey Porträt (DGzRS)

Christian Stipeldey troszczy się o wizerunek DGzRS

Zamieszanie wokół organizacji zaczęło się, kiedy kilku jej członków wzięło udział w ratowaniu migrantów na Morzu Egejskim wtedy, kiedy coraz więcej z nich podejmowało próby przedostania się z Turcji na greckie wyspy. Grecja nie potrafiła sobie z tym poradzić.

– Greccy koledzy, też ratownicy morscy, w 2016 r. poprosili nas oraz inne organizacje ratownictwa morskiego na północy Europy o przeprowadzenie szkoleń i o lepszy sprzęt, aby zapanować nad sytuacją – tłumaczy Stipeldey. I pomimo że nie leżało to w naszej kompetencji, przystaliśmy na to. Najważniejsze było przeszkolenie Greków. Wszystko miało potrwać kilka miesięcy. To nadało rozgłosu DGzRS i być może dzięki temu Towarzystwo pozyskało nowych darczyńców. Jednocześnie niektórzy wieloletni darczyńcy, którym najwidoczniej nie spodobało się niesienie przez organizację pomocy migrantom na Morzu Śródziemnym, wycofali się ze wspierania działalności DGzRS.

Wne jest pozyskiwanie wolontariuszy

Dla Niemieckiego Towarzystwa Ratowania Rozbitków ze Statków darowizny są ważne dla przetrwania – zresztą nie tylko darowizny, ale i zaangażowanie ludzi.

Z tysiąca osób zaangażowanych w niemieckie ratownictwo morskie 800 to wolontariusze. Jeśli szykuje się akcja ratunkowa, muszą w ciągu kilkunastu minut w pełnym rynsztunku i nawet przy złej pogodzie wypływać na morze.

Podobnie jak pozostałe organizacje pozarządowe, także ratownicy morscy muszą motywować ludzi do przejęcia odpowiedzialności w czasie wolnym, a nawet do ryzykowania własnego życia.

Bildergalerie Zehn Gründe für Bremen (picture-alliance/dpa/Ingo Wagner)

W 2015 r. Niemieckie Towarzystwa Ratowania Rozbitków ze Statków (DGzRS) obchodziło jubileusz 150-lecia w kamizelkach z dawnych i obecnych czasów

– W niektórych miejscach trudno jest znaleźć narybek, głównie na terenach mało zaludnionych. Ale nie zdarzyło się jeszcze, że nie wypłynęliśmy na ratunek, bo nie mogliśmy skompletować załogi – tłumaczy rzecznik DGzRS.  W 2016 r. statki organizacji uratowały 700 osób, w całym roku było ogółem 2 tys. interwencji, zaś od chwili powołania Towarzystwa uratowano ponad 80 tys. osób. Dzisiaj pomoc ta polega też na wspieraniu napraw łodzi.

Ruch na morzu natężył się, głównie na Bałtyku między Niemcami a państwami skandynawskimi. Także budowa parku wiatrowego Offshore przyczyniła się do natężenia ruchu statków. – Liczba akcji ratowniczych utrzymuje się od lat na tym samym poziomie, także dlatego, że statki są coraz bardziej bezpieczne – podkreśla Stipeldey. Niezależnie od tego, „odpowiedni” wizerunek także w przyszłości będzie ważny.

Stephanie Höppner / Barbara Cöllen