Niemcy wschodnie: zamiast kwitnących krajobrazów, zabite dechami ruiny | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 04.11.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Niemcy wschodnie: zamiast kwitnących krajobrazów, zabite dechami ruiny

Po upadku muru berlińskiego politycy obiecywali mieszkańcom byłej NRD różaną przyszłość. Tymczasem spadają ceny nieruchomości, a po przemyśle i prospericie nie ma nawet śladu.

„To przykre, jak te budy szpecą otoczenie”, takie i podobne uwagi można usłyszeć często z ust uczestników wycieczek z zachodnich Niemiec. Celowo wyszukali oni sobie pociąg osobowy wiozący ich przez wschodnioniemiecką prowincję, by mogli poznać ten region 25 lat po upadku muru berlińskiego. Jadąc po terenie Przełomu Odry na polsko-niemieckim pograniczu konfrontowani są przeważnie z zabitymi dechami budynkami dworców kolejowych. Dawniej przyciągały one elegancją, obszernymi halami dworcowymi, lokalami wycieczkowymi, biurami dla konduktorów oraz przestronnymi mieszkaniami dla kolejarzy.

- Chcieliśmy się przekonać, na co idzie nasz dodatek solidarnościowy - tłumaczy jeden z członków wycieczki. - Na pewno nie tutaj go zainwestowano - komentuje towarzysząca mu kobieta.

Wg ekspertów w byłą NRD zainwestowano w ciągu ostatnich 25 lat około 2 bilionów euro. Dużą część pieniędzy przeznaczono na ubezpieczenia socjalne, budowę sieci dróg, sfinansowanie prestiżowych obiektów. Skorzystały na tym takie miasta jak Berlin, Lipsk, Drezno, Brandenburg, być może Jena i Erfurt, które zamieniły się w przeciągu dwóch dziesięcioleci w kwitnące ośrodki. Tymczasem o wschodnioniemieckiej prowincji najwyraźniej zapomniano.

Migracja na Zachód

Palącym problemem wschodnich Niemiec jest utrzymująca się migracja młodych ludzi na zachód, do wielkich aglomeracji, gdzie łatwiej o zatrudnienie. Od 1990 roku wschodnie landy opuściło 2 mln osób. Wg szacunków Niemieckiego Instytutu Gospodarczego niektóre z regionów stracą do 2030 r. co najmniej jedną czwartą mieszkańców. Wraz z malejącą liczbą ludności spada też siła nabywcza. Dlatego Niemcy wschodnie odczuwają bardziej niż zachodnia część kraju ogólnoświatowe osłabienie wzrostu gospodarczego, tłumaczy Axel Lindner z Instytutu Badań Gospodarczych w Halle. Bierze się to stąd, że w Niemczech wschodnich działa przemysł, który wyspecjalizował się w wytwarzaniu produktów, które wysyłane w świat, wykorzystuje się do dalszych procesów produkcyjnych. Tymczasem w dobie osłabienia tych gałęzi przemysłu w krajach eksportowych, wschodnioniemiecka prowincja odczuła to wyjątkowo boleśnie. Zdaniem Axela Lindnera sytuacja ta jest też bezpośrednim następstwem polityki wspierania gospodarki w tym regionie.

Brak przemysłu

Spreewaldgurken

Ogórki konserwowe ze Spreewald (Szprowskiego Lasu) wróciły po latach na półki niemieckich sklepów

- Głównym problemem jest zlikwidowanie po zjednoczeniu Niemiec bazy przemysłowej – tłumaczy ekonomista. Przemysł z okresu NRD nie był konkurencyjny a na początku lat 90-tych popełniono decydujący błąd, doprowadzając do zbyt mocnego wzrostu płac. Spowodowało to, że żaden konkurencyjny przemysł nie mógł zadomowić się na wschodnioniemieckiej prowincji. Wprawdzie, jak wynika z najnowszych danych liczbowych, konkurencyjność w tym regionie wyraźnie się poprawiła, ale nie ma z tego żadnego pożytku, bo nadal brakuje przemysłu. Jednocześnie w porównaniu z resztą Europy Niemcy wschodnie wcale nie wypadają najgorzej. - Stopień uprzemysłowienia jest i tak większy niż we Francji lub Wielkiej Brytanii – mówi ekspert. A i w Niemczech zachodnich są regiony odcięte od wzrostu gospodarczego. - Czyli jest to problem niemieckiej prowincji a nie wyłącznie wschodu. Biorąc pod uwagę Niemcy zachodnie zauważam tam potężne rozbieżności. Musimy się przyzwyczaić do tego, że są regiony w Niemczech, jak Zagłębie Ruhry, w których jest słaby wzrost i panuje wyższe bezrobocie niż w pozostałej części RFN – mówi Axel Lindner.

Spadek cen nieruchomości

Skutki uboczne tych różnic odbijają się na rynku nieruchomości. Kiedy ceny za metr kwadratowy w wielkich aglomeracjach pną się stale w górę, na wschodnioniemieckiej prowincji spadają na łeb na szyję. Na jesiennych aukcjach branży nieruchomości w tych regionach sprzedaje się działki i domy po 100 euro za metr kwadratowy. Jak informuje dom aukcyjny Karhausen z Berlina niskie ceny nie są dla właścicieli żadnym problemem, ponieważ wielu z nich spisało już swoje nieruchomości na straty. Nie są też zainteresowani inwestowaniem w nie. Liczne nieruchomości posiadają wyposażenie z czasów NRD lub pamiętające jeszcze okres cesarski w Niemczech. Jednym z większych sprzedawców w br. jest Niemiecka Kolej (DB), która sprzedaje w wielkim stylu i za niewielkie pieniądze całe dworce. Dla siebie potrzebuje tylko jedno pomieszczenie i peron, które wynajmuje od nowego właściciela za ustaloną cenę. Zaletą tego rozwiązania dla DB jest uwolnienie się od wysokich kosztów utrzymania. Te przejmuje nowy właściciel.

Manuel Özcerkes / tłum. Alexandra Jarecka