Niemcy skarżą się na lekarzy obcokrajowców. ″Brak zrozumienia″ | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 19.03.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Niemcy skarżą się na lekarzy obcokrajowców. "Brak zrozumienia"

W niemieckich szpitalach pracuje blisko 33 tysiące imigrantów, w tym gros Polaków. Pacjenci coraz częściej narzekają na problemy w porozumiewaniu się a deficyty językowe kolegów po fachu to zmora niemieckich lekarzy.

- To zdumiewające, że problemy komunikacyjne między lekarzami a pacjentami, w relacjach tych ostatnich, coraz bardziej zyskują na znaczeniu. Wiele pacjentów czuje się nierozumianymi – opowiada Andrea Staniszewski, która pracę w niemieckim szpitalu zna od podszewki. Niegdyś pielęgniarka, dziś konsultantka w niemieckiej Fundacji Ochrony Pacjentów otrzymuje setki telefonów od rozgoryczonych pacjentów. Jak wiadomo relacja lekarz-pacjent to wyjątkowo specyficzna zależność: dla wielu, w tym także niemieckich pacjentów, lekarz to niemal „boski” autorytet, wszystkowiedzący, ba – potrafiący przedłużyć życie. Tymczasem jak duże musi być rozczarowanie niektórych z nich, kiedy odkrywają, że ich "półbogowe" mówią tylko łamaną niemczyzną? - Oczywiście nie możemy wykluczyć, że są to pacjenci, którzy najzwyczajniej są uprzedzeni do lekarzy obcokrajowców – przyznaje przedstawicielka Fundacji Ochrony Pacjentów. - Ludzie chcą się wygadać, opowiedzieć o tym, co spotyka ich w szpitalach, jak obchodzą się z nimi lekarze, jakich sytuacji się boją – tłumaczy ich niechęć Staniszewski.

Nie czują, czy nie są rozumiani?

Patientenberaterin Andrea Staniszewski Copyright : Deutsche Stiftung Patientenschutz

Andrea Staniszewski

Jednak z jej perspektywy zawodowej i kontaktów z rozczarowanymi pacjentami wyłania się obraz pewnego specyficznego łańcucha komunikacyjnego między pacjentem a lekarzem, którego ogniwem pośrednim jest personel niższego szczebla. Konieczność posiłkowania się tłumaczem w niebezpieczny sposób przedłuża postawienie właściwej diagnozy oraz wpływa na jej trafność. - Szczególnie w dziedzinie medycyny wewnętrznej diagnoza stawiana jest na podstawie wywiadu z pacjentem – wyjaśnia Staniszewski – Jak ciężka musi być terapia dla samego lekarza, któremu brakuje fachowego słownictwa?

„Tu ryzyko, tu podpisać…“

Zdaniem obrońców praw pacjentów z powodu problemów w porozumiewaniu się, niemiecki pacjent ma coraz większe trudności w uzyskaniu wyczerpującej, profesjonalnej informacji na temat schorzenia czy przebiegu terapii. Czy to odosobniony przypadek czy rutyna? – niestety brak jakichkolwiek badań na ten temat. Również obrońcy praw pacjentów w Niemczech nie dysponują takimi danymi. Doktor Georgios Godolias sam jest lekarzem-imigrantem, który przed niemal 40 laty przyjechał z Grecji do Niemiec. Dziś jest szefem Kliniki św. Anny w Herne. Jedna czwarta lekarzy w jego zespole to obcokrajowcy. Podobna sytuacja panuje w innych szpitalach Zagłębia Ruhry. Zdaniem lekarza niemieckie społeczeństwo musi zaakceptować to, że potrzebują obcokrajowców, by utrzymać system opieki medycznej przynajmniej na dotychczasowym poziomie, albo go podnosić. W Niemczech od lat dotkliwie brakuje lekarzy niemal wszystkich specjalizacji.

ARCHIV - Ein Arzt fuer Allgemeinmedizin, rechts, untersucht am 6. Februar 2009 einen Patienten in seiner Praxis in Stuttgart. Mitten im Streit ueber Honorare und ueber die kuenftige medizinische Versorgung in Deutschland treffen sich heute in Mainz die Vertreter der rund 150.000 Kassenaerzte und Therapeuten. (ddp images/AP Photo/Thomas Kienzle, Archiv) --- FILE - In this Feb. 6, 2009 file photo a general practitioner examines a patient in his surgery in Stuttgart, southern Germany. The sign on the door readsexamination 1. (AP Photo/Thomas Kienzle, File) // Eingestellt von wa

Lekarze są w Niemczech bardzo potrzebni

Jak twierdzi Godolias dziś wszyscy lekarze zatrudniani w szpitalach muszą wykazać się znajomością języka przynajmniej na poziomie podstawowym. Georgios Godolias nie przypomina sobie żadnego przypadku popełnienia błędu lekarskiego z powodu bariery językowej podczas jego pracy na stanowisku szefa kliniki. Mimo tego także on twierdzi, że należy podnieść poziom komunikacji między lekarzem-cudzoziemcem, a niemieckim pacjentem. Dlatego w klinice w Herne regularnie odbywają się kursy językowe. Co ciekawe: skierowane są zarówno do lekarzy, jak i uwaga – do pacjentów, z których nie wszyscy mówią zrozumiałym językiem literackim.

Deficyty językowe to zmora kolegów po fachu

Wprowadzonych w Herne na zasadzie dobrowolności kursów językowych domaga się Związek Zawodowy Lekarzy w Marburgu. Związkowcy chcą pójść o krok dalej i żądają wprowadzenia obowiązkowego, certyfikowanego kursu dla wszystkich zagranicznych lekarzy praktykujących w niemieckich szpitalach. Kurs ma być skoncentrowany na znajomości języka codziennego, jak i słownictwa medycznego. Jak powiedział DW Rudolf Henke, szef związku, jego organizacja zwróciła się pisemnie w tej sprawie do niemieckiego ministerstwa zdrowia, zarówno na szczeblu landowym, jak i centralnym. Jak dotychczas, bez żadnej reakcji. Zdaniem Henke problem wymaga pilnej interwencji.

Jak twierdzi Rudolf Henke, brak umiejętności językowych poszczególnych lekarzy odbywa się kosztem kolegów, którzy, by pomóc w procesach diagnostycznych, muszą wejść w rolę mediatora. Z pozoru mała rzecz jest zdaniem przedstawiciela niemieckich lekarzy sporym ciężarem dla innych. Siedemdziesiąt procent ankietowanych lekarzy przyznało, że praca w nadgodzinach i dyżury mają negatywny wpływ na ich zdrowie. W takich warunkach dodatkowe ‘zadania koleżeńskie' przyjmowane są coraz bardziej niechętnie. Zdaniem związku spójne standardy językowe ostatecznie doprowadzą do większego zadowolenia wśród pracowników placówek medycznych.

Clara Walther / Agnieszka Rycicka

red.odp.: Elżbieta Stasik

Reklama