Niemcy są potrzebne do wyjścia z kryzysu | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 19.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Niemcy są potrzebne do wyjścia z kryzysu

Pokonanie kryzysu zadłużenia według reguł Angeli Mrekel wielu uczestnikom szczytu G8 nie odpowiada. Ale nikt nie może sobie pozwolić na zignorowanie Niemiec - oświadczył Jan Techau w rozmowie z Deutsche Welle.

Deutsche Welle: Wydaje się, że Angela Merkel coraz bardziej izoluje się ze swymi poglądami na temat oszczędzania, z pomysłem dodania impulsów wzrostowi gospodarczemu, ale bez zaciągania nowych długów. Jakie stanowisko reprezentuje ona na szczycie G8 w Camp David w USA?

Jan Techau: Merkel jest pod ogromną presją pójścia na ustępstwa w sprawie planu oszczędnościowego. To jej przypisuje się zawsze największy w Europie upór przy oszczędzaniu. Niemcy są od miesięcy wzywane do wpompowania większej ilości pieniędzy w rynek, do podkręcenia gospodarki większymi wydatkami. Merkel długo się przed tym broniła. Ale od kilku tygodni widać, że łagodnieje w swych poglądach na to. Zaczęło się to jeszcze przed wyborami we Francji. Powiedziała wtedy, że zgodzi się włożyć niemieckie środki w pakt wzrostu, jeżeli uzyska ponowną, jednoznaczną zgodę na pakt fiskalny. Merkel dobrze wie, podobnie jak każdy inny, że zakwestionowanie paktu fiskalnego będzie miało katastrofane skutki. Tego trzeba uniknąć. I nie tylko ona jest tegoświadoma.

W jakim stopniu zawdzięcza się rzekomą zmianę strategii Angeli Merkel zmianie na fotelu prezydenckim we Francji?

J.T: W moim przekonaniu, to się przecenia. Oczywiście, że będzie jej trudniej dojść do porozumienia z prezydentem Francji, który upiera się przy pakcie wzrostu. Ale, jeśli się temu dokładniej przyjrzymy, sami stwierdzimy, że to nigdy nie będzie naprawdę drastycznym dyktatem oszczędnościowym, jak się stale utrzymuje. Niemieckie stanowisko, którą można by w paru miejscach jeszcze trochę poprawić, ma od minionego lata ręce i nogi. Jest bardzo wyważone stanowisko i kanclerz z niego nie zrezygnuje. Zbyt dużo zainwestowała w nie kapitału politycznego.

Od tygodni słyszymy w debatach, że właściwie wszyscy chcą tego samego i że oszczędzanie i troska o wzrost wcale się nie wykluczają. A może problemów należy się dopatrywać w komunikacji i zróżnicowanej retoryce?

J.T: Dokładnie tak jest. Ten pakt jest bardziej zrównoważony niż nam się wydaje; niż twierdzą przede wszystkim przeciwnicy Angeli Merkel. Gdybym był jej przeciwnikiem też bym się inaczej nie zachował. W całej tej debacie retoryka odgrywa niepoślednią rolę. Bo rzeczywiście nie mamy większego wyboru, gdy uświadomimy sobie, do czego mogą prowadzić nadmierne wydatki państwa. Niektóre kraje korzystające z transferu środków jak Hiszpania i Grecja, nawet przed kryzysem nie były w stanie wydać pieniędzy, które otrzymały z budżetu UE na promowanie regionów i rozwój strukturalny. W jaki sposób mają więc dziś korzystać z tych gigantycznych sum, którymi się je zasypuje błagając: "Zróbcie coś, doprowadźcie waszą gospodarkę do porządku!"

Prezydent USA Barack Obama coraz dobitniej podkreśla, że Europejczycy za małą robią, by opanować kryzys. Przy czym ma na myśli głównie Angelę Merkel. Czego od niej oczekuje?

J.T: Amerykanie spodziewają się od Niemców wyraźnego sygnału potwierdzającego, że rozwiązanie kryzysu leży im na sercu, że robią wszystko, by go pokonać i inwestują cały swój potencjał gospodarczy w zarządzanie kryzysem. Dla Obamy jest to ważne także ze względów wewnątrzpolitycznych. Kampania wyborcza jest w toku. Obama musi dowieść swych wpływów w skali globalnej. Wszystko co robią Europejczycy bezpośrednio uderza w Amerykanów. W Azji nie inaczej. Tam obserwuje się poczynania Europy z zatroskaniem.

Obama zaciągnął gigantyczne długi celem podgrzania koniunktury. To pomogło USA na stosunkowo szybkie wychodzenie z kryzysu. Ale według mnie nawet on nie będzie w stanie wpłynąć na Merkel, by odstąpiła od swego punktu widzenia, mimo, że głos amerykańskiego prezydenta jest oczywiście ważny.

A więc pana zdaniem nie będziemy w Europie sznurować żadnego dużego pakietu wzrostu na wzór USA?

J.T: Raczej nie. Ale może zasznuruje się mały pakiet wzrostu. Zasadniczo wszystko pozostanie w równowadze: solidarność i nakłady finansowe z jednej strony, reformy strukturalne i wysiłki oszczędnościowe z drugiej.

To przecież pozycja Angeli Merkel! Czy zatem uważa pan, że ona się jednak nie izoluje?

W żadnym wypadku. Presja oczywiście rośnie, ale jeśli przyjrzymy się stanowiskom zajmowanym przez wszystkie rządy, również rząd Francji, stwierdzimy, że chodzi o zachowanie równowagi i jedności europejskiej. Europejczycy byli zaskakująco jednomyślni podczas walki z kryzysem, nawet jeśli się ciągle twierdzi, że to nieprawda. Często bardzo szybko reagowali. Bardzo szybko wprowadzono mechanizmy stabilności i parasole ratunkowe i wszyscy stali murem za tymi decyzjami.

Jan Techau Programmleiter Alfred von Oppenheim-Zentrum für Europäische Zukunftsfragen

Ekspert Jan Techau

Powtórzę jeszcze raz. Europejczycy cały czas trzymali sztamę i w ogóle nie można mówić o dyktacie Niemiec, nawet jeśli Grecy są tego zdania. W moim przekonaniu wszyscy zrozumieli, że konieczne jest trzymanie się razem a nie izolowanie Niemiec. Nikt nie może sobie pozwolić na utratę Niemiec. W rzeczywistości wygląda to tak, że gospodarka Niemiec jest silna, Francji stosunkowo słaba, a Grecji bardzo słaba. Tego nie zmienią też wybory prezydenckie we Francji.

Jan Tuchau jest dyrektorem Europejskiego instytutu "Carnegie Endowment for International Peace" i ekspertem ds. polityki zagranicznej UE oraz stosunków transatlantyckich.

Nina Haase / Iwona D. Metzner

red. odp. : Barbara Cöllen