Niemcy: Rzemiosło szuka fachowców i stawia na migrantów | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 17.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemcy: Rzemiosło szuka fachowców i stawia na migrantów

Szereg programów uruchamianych w Niemczech w miarę napływu uchodźców skierowanych jest do wszystkich imigrantów, także z Polski. Przykładem pomoc w uznawaniu kwalifikacji zawodowych oferowana przez HWK Cottbus.

Flüchtlingskurs im BTZ Gallinchen

Praktyczna część programu IQ w centrum kształcenia zawodowego w Gallinchen pod Cottbus

Łukasz Kocur jest z Raciborza. Weekendy stara się spędzać w domu, w tygodniu pracuje w Izbie Rzemieślniczej (HWK) Cottbus. Prowadzi w niej równolegle kilka projektów, najnowszym jest doradztwo w uznawaniu kwalifikacji zawodowych uzyskanych za granicą, tzw. „Kwalifikacja drogą do integracji“ (IQ). Od stycznia br. ma wpółpracownika, Islama Ahmeda. Przed 15 laty przyjechał do Niemiec z Sudanu, skończył w Cottbus studia, HWK wspierał jako tłumacz, sprawdził się i dzisiaj jest doradcą w programie IQ. Jest jeszcze doradczyni, Niemka Antje Feldmann.

Trzyosobowy zespół z dwojgiem cudzoziemców i trzema ojczystymi językami – polskim, niemieckim i arabskim. Trudno o grono bardziej predystynowane do tego, by pokazywać imigrantom drogę do rynku pracy w Niemczech. A rynek ten łaknie fachowców. Tylko w firmach południowej Brandenburgii zrzeszonych w HWK, co czwarta szuka pracowników.

– Nasze firmy, a jest ich ponad 10 tysięcy, powiedziały: codziennie słyszymy, że przyjmujemy uchodźców, imigrantów, przecież możemy ich zintegrować, dać im pracę – mówi Łukasz Kocur.

Islam Ahmed mit Flüchtlingen Willkommenskurs in HWK Cottbus

Islam Ahmed (2 z p.) ze swoimi podopiecznymi

Learnig by doing

Powstało kilka programów, w tym czterotygodniowy kurs „Witamy w rzemiośle” z intensywną nauką języka niemieckiego i równie intensywnymi wizytami w zakładach pracy. – Chcemy pokazać, jakie są możliwości, bo słyszymy często: dobrze, nauczę się niemieckiego i co potem? Naszym zadaniem jest podsunięcie rozwiązań i pokazanie, że szansą może być też rzemiosło – wyjaśnia Islam Ahmed. Przy okazji obydwie strony – imigranci i pracownicy firm mogą się trochę poznać, bo dla wszystkich jest to nowa sytuacja. Islam Ahim sam przyznaje, że jako już zasiedziały chociebużanin też czuje się dziwnie, kiedy nagle mija na ulicach całe grupy ludzi mówiących po arabsku.

W programie kursu są też odwiedziny w centrach kształcenia zawodowego, gdzie uczestnicy szkolenia mogą praktycznie pokazać, co potrafią. Nie każdy bowiem, kto mówi, że pracował na przykład jako stolarz, może być od razu stolarzem w Niemczech. Niemiecki dualny system kształcenia zawodowego jest jedyny w swoim rodzaju, wysoko ceniony, ale przy uznawaniu kwalifikacji zawodowych może być ogromną przeszkodą dla każdego potencjalnego pracownika przybywającego spoza Niemiec.

Łukasz Kocur zna problem z kontaktów z polskimi petentami, kiedy przychodzą na przykład osoby obsługujące wózek widłowy i oczekują, że zostanie to uznane w Niemczech jako zawód: – Jest to uzupełnienie kwalifikacji w danej branży, ale nie jest to zawód. Podobnie spawacz. Nie ma takiego zawodu w Niemczech. Jest specjalista obróbki metalu, gdzie spawanie jest tylko jedną z umiejętności.

Lukasz Kocur mit Absolventen des Willkommenskurses in HWK Cottbus

Łukasz Kocur (z p.) z uczestnikami kursu „Witamy w rzemiośle”

Wyjściem jest czasami uzupełnienie kwalifikacji. Najpierw trzeba się jednak w ogóle zorientować w możliwościach a bez pomocy jest to trudne – samych rzemieślniczych zawodów jest w Niemczech 130.

– Jest to indywidualna praca z każdym z osobna, nie można skorzystać z szablonu, trzeba razem usiąść, sprawdzić dokumenty, przygotować rozwiązania. My jako Izba wspieramy zainteresowanych, ale też sami ciągle się uczymy na zasadzie „learnig by doing” – tłumaczy Łukasz Kocur.

Oporna droga

O nostryfikację dyplomów uzyskanych za granicą i uznawanie kwalifikacji zawodowych można się starać w Niemczech już od 2012 roku. Jeszcze wcześniej, bo w 2005 roku został uruchomiony program „IQ”. Włączanie imigrantów w rynek pracy funkcjonuje jednak opornie. 20 procent społeczeństwa w Niemczech stanowią imigranci – blisko 16,5 mln. Wielu z nich posiada wykształcenie zawodowe, ale w zawodzie nie może pracować. W efekcie bezrobocie wśród migrantów jest dwukrotnie wyższe niż wśród rdzennej ludności. A brak fachowców jest coraz bardziej dotkliwy. W opublikowanym 9 maja br. w Waszyngtonie raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF) eksperci pochwalili wprawdzie rząd w Berlinie za kroki podjęte dla integracji imigrantów, ale wezwali go też, by stworzył warunki ułatwiające uznawanie zagranicznych kwalifikacji zawodowych.

IQ może być jedną z odpowiedzi. Jego obecna wersja jest rozszerzeniem pierwotnej koncepcji, program został zaplanowany do 2018 roku a w centrum zainteresowania jest tym razem uzupełnianie kwalifikacji z położeniem nacisku na praktyczną stronę kształcenia i docelowo zatrudnienie danej osoby w firmie, która ją kształci, właśnie „learnig by doing”, któremu hołdują doradcy z Cottbus.

Marnowane szanse

– Projekt IQ jest skierowany do wszystkich imigrantów, nie tylko uchodźców, także do osób z krajów UE. Ludzie mają dyplomy, doświadczenie zawodowe i my jesteśmy w stanie wesprzeć ich w złożeniu wniosku o uznanie kwalifikacji. Nie zawsze jest to możliwe natychmiast, ale są różne drogi, można na przykład uzupełnić wykształcenie. Albo jeżeli ktoś zaczął studia i przerwał, wznowić je w Niemczech już na wyższym semestrze – wyjaśnia Łukasz Kocur.

Od połowy lutego br., od chwili uruchomienia programu w Cottbus, z bezpłatych porad skorzystało około stu osób: z Syrii, Erytrei, Iraku, Iranu, Czadu, Czeczeni, Afganistanu. Polaków było pięcioro, w tym trzy osoby z Żar.

Łukasz Kocur jest rozczarowany: – Część osób pracuje w Niemczech, żeby szybko zarobić, nie patrząc na to, że można też sprawdzić, jakie mają kwalifikacje zawodowe, że mogą być przecież pełnowartościowym pracownikiem, co odbija się też później na zarobkach. Oczywiście przy spełnieniu pewnych warunków, przede wszystkim znajomości języka. A tu napotykamy często na pewne blokady, czego ja, pochodzący ze Śląska, nie mogę zrozumieć. Jak można mieszkać przy granicy i nie umieć czy nie chcieć się uczyć języka niemieckiego? Przecież jesteśmy w Unii Europejskiej, granice są otwarte, możliwości są, pewne programy umożliwiają również wsparcie finansowe. Marnowane szanse.

Tym bardziej cieszą sukcesy a takim był inżynier z Syrii, którego kwalifikacje zostały uznane po niespełna dwóch miesiącach. Na oferty pracy nie musiał czekać. Tylko z dolnołużyckiego Finsterwalde, gdzie udziela porad Islam Ahmed, natychmiast otrzymał trzy.

Elżbieta Stasik

http://www.brandenburg.netzwerk-iq.de/2233.html?&L=3

Reklama