Niemcy o polskich planach atomowych: ryzyko jest za duże | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 03.12.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Niemcy o polskich planach atomowych: ryzyko jest za duże

Mieszkańcy Niemiec nie rozumieją, że, kiedy ich kraj rezygnuje z energii atomowej, Polska planuje budowę elektrowni jądrowych.

Plakaty po polsku i po niemiecku w przygranicznym Ueckermark

Plakaty po polsku i po niemiecku w przygranicznym Ueckermark

Swoje zdanie na temat polskich planów budowy elektrowni jądrowych nader dobitnie wypowiedzieli pod koniec listopada politycy partii Zielonych przygranicznych Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Brandenburgii i Berlina, zarzucając Polsce poważne błędy merytoryczne i zapowiadając złożenie zażalenia do Komisji Europejskiej. Brak akceptacji dla polskiego programu atomowego po raz kolejny wyraził premier Brandenburgii Matthias Platzek (SPD), podczas swojej listopadowej wizyty w Polsce.

Zamęt w głowach

Park wiatrowy w Brandenburgii

Park wiatrowy w Brandenburgii

Z niezrozumieniem reagują przygraniczne powiaty i gminy. Przedstawiciele położonej parę kilometrów od polsko-niemieckiej granicy gminy Lietzen niemal jednogłośnie opowiedzieli się, także w listopadzie, przeciw polskiemu programowi energetyki jądrowej. „Trudno wytłumaczyć mieszkańcom, że w momencie, kiedy po jednej stronie granicy elektrownie atomowe są wyłączane, po jej drugiej stronie mają być budowane nowe”, cytuje gazeta Maerkische Oderzeitung zasiadającego w radzie gminy Henrika Wendorffa. „Trudno poza tym znaleźć gdziekolwiek wytłumaczenie, dlaczego Polska koniecznie chce wdrożyć ten program”, dodaje lokalny działacz. Jak tłumaczy, w czasach, kiedy każdy przeciwko czemuś protestuje - przeciw kopalniom węgla brunatnego, przeciw budowie parków wiatrowych, kolektorów słonecznych itd., oczekując zarazem, że z jego gniazdka popłynie prąd, ludzie muszą dokładnie znać przyczyny i skutki podejmowanych decyzji.

Społeczne konsultacje

Nasilenie się dyskusji wokół polskiego atomu związane jest po pierwsze z opublikowaniem przez Polską Grupę Energetyczną potencjalnych lokalizacji elektrowni jądrowej i po drugie, z trwającymi jeszcze do 4 stycznia w Niemczech (też w Austrii i Finlandii) transgranicznymi konsultacjami w ramach strategicznej oceny oddziaływania na środowisko Programu Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ).

Jeszcze wiosną br. przez Niemcy przetoczyła się fala demonstracji przeciw energii jądrowej

Jeszcze wiosną br. przez Niemcy przetoczyła się fala demonstracji przeciw energii jądrowej

Przedłużone na prośbę tych krajów konsultacje społeczne dają każdemu – zarówno instytucjom państwowym, jak organizacjom pozarządowym i osobom prywatnym - możliwość zgłaszania swoich uwag. Od października na stronie Federalnego Ministerstwa Środowiska, Ochrony Przyrody i Bezpieczeństwa Reaktorów zainteresowani mogą przeczytać szereg dokumentów dotyczących PPEJ, po polsku i po niemiecku, w wersji oryginalnej i skróconej. Te same dokumenty dostępne są w bibliotekach i na stronach ministerstw krajów związkowych, które uczestniczą w procesie konsultacji. Z federalnej szesnastki udział w konsultacjach bierze dziesięć krajów: Berlin, Brandenburgia, Brema, Hamburg, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Kraj Saary, Nadrenia-Palatynat, Nadrenia Północna-Westfalia, Saksonia i Saksonia Anhalcka. Pozostałe nie były zainteresowane.

Nie ważymy się wtrącać

Wyłączona w br. najstarsza w Niemczech elektrownia atomowa Biblis w Hesji

Wyłączona w br. najstarsza w Niemczech elektrownia atomowa Biblis w Hesji

„Polski rząd stworzył mieszkańcom Nadrenii możliwość wypowiedzenia się na temat swoich planów. Takiej procedury wymagają zresztą przepisy unijne. Skorzystaliśmy więc z tej możliwości. Więcej za tym się nie kryje”, mówi DW Wilhelm Deitermann, rzecznik Ministerstwa Ochrony Środowiska Nadrenii Północnej-Westfalii.

Nie ukrywa jednocześnie, że: „Nie jesteśmy wielkimi przyjaciółmi energii jądrowej. W Nadrenii już się z nią pożegnaliśmy i jesteśmy zdania, że przyszłością są energie odnawialne. One też są naszym celem, przede wszystkim energia wiatrowa. Na pewno nie energia jądrowa. Rezygnacji z niej domagaliśmy się od dawna i rząd federalny się do tego przychylił.”

Ewentualne zarzuty wtrącania się w wewnętrzne sprawy Polski profilaktycznie odpiera też osiadły w Monachium „Umweltinstitut München”, pozarządowa organizacja ochrony środowiska założona w 1986 roku, tuż po katastrofie w Czarnobylu. „Nie śmielibyśmy narzucać polskiemu rządowi czegokolwiek”, tłumaczy w rozmowie z DW członkini zarządu organizacji, Christina Hacker. „Kiedy się jednak dokładnie czyta program polskiej energetyki jądrowej, można mieć wrażenie, że program ten został napisany w latach 60-tych, kiedy nie bardzo było jeszcze wiadomo, co niesie z sobą energia jądrowa i na całym świecie propagowana była jako czysta, niezawodna forma pozyskiwania energii. Dzisiaj wiemy więcej, dlatego chcemy podpowiedzieć Polakom, że droga ta jest błędna, zbyt ryzykowna”, dodaje Christina Hacker.

Szanowni Państwo, Szanowna pani kanclerz

Niemcy stawiają na energie odnawialne

Niemcy stawiają na energie odnawialne

Monachijska organizacja przygotowała na swojej stronie wzory dwóch listów. Jeden skierowany do polskiego ministerstwa gospodarki i do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, drugi do kanclerz Angeli Merkel.

„W planowanej budowie elektrowni atomowych w Polsce widzę zagrożenie dla mojego życia i zdrowia, także moich dzieci i wnuków, mojego genomu, mojej własności i dla gwarancji produkcji nieskażonej żywności. Czarnobyl i Fukushima udowodniły, że energia jądrowa jest nie do opanowania. (...) Polska mogłaby oszczędzić sobie doświadczeń innych krajów, które hołdowały energii jądrowej i zamiast inwestować w tę ryzykowną technikę, od razu pójść drogą energii odnawialnych”, czytamy w liście adresowanym do Polski.

List do kanclerz Niemiec Angeli Merkel jest apelem, by kanclerz dołożyła wszelkich starań, żeby Polska odeszła od planów energii atomowej i zwróciła się za to w stronę energii odnawialnych. Także, by z energii atomowej zrezygnowały wszystkie inne, korzystające z niej kraje.

Przez niespełna dwa tygodnie od chwili rozpoczęcia akcji, listy podpisało ponad 10,5 tysiąca osób. „Jak na tak krótki czas, to przyzwoita grupa”, cieszy się Christina Hacker. Monachijska organizacja podkreśla, że chce wykorzystać wszystkie możliwości, jakie daje Unia Europejska, by nie patrzeć bezczynnie na polskie plany. Jedną z nich, wspomnianą też w liście do Angeli Merkel, jest zobowiązanie się niemieckiego rządu, że nie będzie sprowadzał z Polski energii z elektrowni jądrowej. „Byłoby niedopuszczane, żeby Niemcy ze słusznych powodów rezygnowały z energii atomowej a sprowadzały ją od innych”, mówi Christina Hacker. Co innego, jeżeli Polska zdecyduje się inwestować w energie odnawialne. W takim wypadku Niemcy powinny ją wspierać i postawić do dyspozycji całe swoje doświadczenie. Także organizacja podpisze się za takim rozwiązaniem i to obydwoma rękoma.

Elżbieta Stasik

red. odp.:Alexandra Jarecka

Redakcja poleca