Niemcy: Inwestowanie w uchodźców się opłaca | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 28.10.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemcy: Inwestowanie w uchodźców się opłaca

Niemiecka Fundacja Otto-Benecke przestrzega przed powtórzeniem w polityce migracyjnej błędów z przeszłości. Nie wolno dopuścić, by lekarki sprzątały a naukowcy zarabiali na życie jako taksówkarze.

Rejestrowany w Niemczech uchodźca pytany jest przede wszystkim o dwie rzeczy: kraj pochodzenia i powód opuszczenia domu. Jego kwalifikacjami zawodowymi nikt się nie interesuje. Tymczasem przynajmniej w przypadku uchodźców i imigrantów przybyłych z krajów, które nie są zaliczane do bezpiecznych krajów pochodzenia, od razu powinny być odnotowane ich kwalifikacje, wykształcenie i zainteresowania, domaga się Fundacja Otto Benecke. Ludzie ci prawdopodobnie pozostaną w Niemczech, od początku więc powinno się ich wspierać. Fundacja ma doświadczenie, od pół wieku koncentruje się na integracji i kształceniu imigrantów a przede wszystkim pomaga w znalezieniu im swojego miejsca na rynku pracy.

Wielu uchodźców nie ma przy sobie świadectw, dlatego nie wystarczy zadanie im paru pytań, twierdzi Hans-Georg Hiesserich z Fundacji Otto Benecke. – Jest nam potrzebny przegląd talentów – dodaje.

Deutschland Job für Flüchtlinge

Nauka zawodu oferowana jest jak dotąd głównie w ramach jednorazowych projektów

Dopiero w dłuższej rozmowie można się dowiedzieć, czy ktoś jest absolwentem wyższej uczelni czy szkoły zawodowej albo może nie ma żadnego świadectwa ukończenia szkoły, za to latami pracował w warsztacie samochodowym wuja lub opiekował się chorymi krewnymi. Taką rozmowę mogą jednak prowadzić tylko osoby odpowiednio przeszkolone, wyjaśnia Hiesserich. Na razie trzeba po prostu zaufać temu, co mówią uchodźcy i dopiero w kolejnym etapie domagać się udokumentowania posiadanej wiedzy, na przykład na egzaminie. Uzyskane informacje mogłyby być zapamiętane na tzw. „Karcie talentów” (TalentCard). W kolejnym miejscu pobytu lub podczas rozmowy doradczej dzięki tym informacjom od razu byłoby możliwe skierowanie danej osoby na przykład na odpowiedni kurs.

Kursy dokształcające dla osób pierwszego kontaktu

W niektórych miastach, choćby w Hamburgu, Friedlandzie lub Reutlingen są już realizowane projekty zmierzające w tym kierunku. W ich przygotowanie zaangażowała się Federalna Agencja Pracy (BA). Z reguły jednak przedsiębiorstwa, które chciałyby zatrudnić uchodźców, rzadko znajdują w agencjach pracy odpowiednie oferty, mówi Regina Karsch z Przemysłowego Związku Zawodowego Górnictwo, Chemia i Energia (IG BCE).

Flüchtlinge in Deutschland

Informacje o wykształceniu i kwalifikacjach zawodowych powinny być gromadzone już w miejscach pierwszego pobytu, uważają eksperci

IG BCE i Zrzeszenie Pracodawców szukają na przykład wśród uchodźców uczniów do nauki zawodu w przemyśle chemicznym. Zdaniem Karsch osoby pierwszego kontaktu z uchodźcami mogłyby poświęcać im więcej czasu. – Jeżeli rzeczywiście przysłuchują się temu, co mówi uchodźca, są dla nas najlepszymi partnerami, bo od razu mogą nam powiedzieć, jakimi kompetencjami dysponuje dana osoba – tłumaczy Regina Karsch.

– Urzędnicy, osoby zajmujące się uchodźcą muszą jednak być odpowiednio przeszkolone, by potrafiły rozeznać także jego ukryte zdolności, były w stanie w zrozumiały sposób ująć i przekazać dalej informacje dotyczące jego formalnej czy nieformalnej edukacji – uważa Hans-Georg Hiesserich z Fundacji Otto Benecke.

Związane byłoby to oczywiście z kosztami. Ale nie powinno się powtarzać błędów z przeszłości, upomina Fundacja. Kiedy w minionych dziesięcioleciach przybywały do Niemiec fale imigrantów, nie uwzględniano ich kwalifikacji zdobytych w domu. Dlatego ciągle jeszcze są w Niemczech lekarki, które pracują jako sprzątaczki, naukowcy zarabiający na życie jako taksówkarze albo inżynierowie, którzy stoją przy fabrycznej taśmie. Także teraz mogłaby powstać taka nowa niższa warstwa społeczna, obawia się Fundacja Otto Benecke. Tymczasem inwestowanie w nowoprzybyłych szybko się zwraca, choćby w postaci rosnących wpływów podatkowych i zmniejszających się wydatków na zapomogi.

Nowe drogi uznawania zawodu

Kto nie może wykazać się świadectwem ukończenia szkoły, uważany jest za osobę bez wykształcenia i może znaleźć najwyżej podrzędną pracę. – Pracownicy boją się przyznać, że zajęcie im nie odpowiada – mówi Regina Karsch z IG BCE. Karsch pomaga radom zakładowym i migrantom w kwestiach uznawania zagranicznych kwalifikacji zawodowych. Nie jest to prosty temat, trzeba się naprawdę znać. – Większość nie jest zorientowana, ale pracujemy nad tym – stwierdza specjalistka ze związków zawodowych. Rady zakładowe są bardzo zainteresowane uznawaniem kwalifikacji, ale w gąszczu przepisów czują się z reguły bezradne.

Niemieckie Zrzeszenie Związków Zawodowych (DGB) szkoli członków rad zakładowych, pełnomocników ds. cudzoziemców, rzeczników na tzw. „specjalistów ds. uznawania kwalifikacji“. – W zakładach muszą być ludzie, którzy zadbają o to, by uznawanie kwalifikacji obejmowało też na przykład dokształcanie – mówi szef tego projektu szkoleniowego DGB Daniel Weber. W końcu właśnie to członkowie rad zakładowych mają zapobiegać, by nowi pracownicy nie byli wyzyskiwani, czyli nie byli zatrudniani poniżej swoich kwalifikacji albo za tę samą pracę otrzymywali niższe wynagrodzenie niż koledzy.

Matilda Jordanova-Duda

tł. Elżbieta Stasik