Niemcy i polska afera taśmowa. Zainteresowanie rośnie | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 18.06.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Niemcy i polska afera taśmowa. Zainteresowanie rośnie

W Niemczech dotychczas nie poświęcano aferze podsłuchowej nad Wisłą większej uwagi. Z każdym dniem jednak nad Szprewą zainteresowanie rośnie. Tam zresztą doświadczeń z podsłuchami nie brakuje. Zasady są dziś jasne.

Wciąż niewyjaśniony skandal, dotyczący tajnych podsłuchów w Niemczech to afera NSA. Wtedy się też okazało, że nawet kanclerz Angela Merkel ignoruje zalecenia bezpieczeństwa własnych służb i rozsyła nieszyfrowane wiadomości za pomocą przestarzałego telefonu komórkowego. Podobnie zachowywali się niemal wszyscy ministrowie jej gabinetu, co wywołało zrozumiałe reakcje: oburzenie, krytykę i śmiech.

Angela Merkel SMS

Angela Merkel nie traktowała sprawy bezpieczeństwa komunikacji priorytetowo

W wyniku tej afery doszło do powstania specjalnej komisji śledczej, a prokurator generalny RFN Harald Range chce wdrożyć śledztwo w sprawie podsłuchu telefonu Angeli Merkel. Oficjalnie ma ono być skierowane przeciwko „nieznanym przedstawicielom amerykańskich służb wywiadowczych”.

Tajemnicami ujawnionymi przez Edwarda Snowdena dysponuje w Niemczech głównie redakcja "Spiegla". Tygodnik jest najbardziej prestiżowym czasopismem w kraju, który jednak dziś już się raczej nie obawia, że policja odważyłaby się wejść do jego pomieszczeń w celu konfiskaty materiałów. Ostatnim razem miało to miejsce ponad 50 lat temu.

Afera "Spiegla" z 1962 r. była ważną cezurą

W październiku 1962 roku "Spiegel" opublikował artykuł pt. „Warunkowo zdolni do obrony”, w którym opisano manewry NATO. Z artykułu wynikało, że w przypadku gdyby doszło do ataku ZSRR na Europę Zachodnią, Niemcy nie byliby w stanie się obronić, bo Bundeswehra nie posiada odpowiedniego sprzętu. Materiał dostarczył redakcji porucznik Bundeswehry Alfred Martin.

Spiegel Affäre

Okładka "Spiegla" z 1962 roku

Rząd i organa wymiaru sprawiedliwości zareagowały drastycznie. Jeden z prokuraturów wszczął śledztwo ws. zdrady kraju przeciwko redakcji "Spiegla" i jej członkom. Wkrótce doszło do rewizji w Hamburgu i Bonn, policja zajęła pomieszczenia redakcji i aresztowała kilku dziennikarzy. Także ówczesny senator ds. wewnętrznych Hamburga i późniejszy kanclerz Helmut Schmidt (SPD) miał po publikacji problemy. Jak się okazało, znał artykuł już przed publikacją, a potem krytykował kroki podjęte przez policję i rząd. W wyniku afery doszło do godziny interpelacyjnej w Bundestagu (7.11.1962), podczas której kanclerz Konrad Adenauer bronił pozycji rządu argumentując słowami: „Stoimy nad przepaścią w obliczu zdrady kraju”.

Opinia publiczna postrzegała sprawę jako zamach na wolność prasy. Po kilku tygodniach aresztowani redaktorzy zostali wypuszczeni na wolność, a dochodzenie zamknięto po trzech latach ze względu na brak dowodów. Wydawnictwo "Spiegla" wniosło skargę do Trybunału Konstytucyjnego, bo uważało, że rewizje biur redakcji i konfiskata materiałów godziły w wolność prasy. Przy równej ilości głosów sędziów Trybunał odrzucił jednak wniosek. Niedługo potem doszło też do zmian na scenie politycznej RFN.

Symbol für Pressefreiheit in Deutschland, Cicero-Urteil

Przeszukania w redakcji "Cicero" były niedopuszczalne - policja nie może szukać w redakcji źródła informacji

"Cicero" – ostateczna decyzja

Ostatni, znany przypadek, kiedy doszło do rewizji w redakcji miał miejsce w 2005 roku. Magazyn polityczno-kulturalny "Cicero" opublikował artykuł Bruno Schirra pt. „Najbardziej niebezpieczny mężczyzna na świecie”, w którym chodziło o terrorystę Abu Musaba az-Zarqawiego. Cytowano w nim ze ściśle tajnych raportów Federalnej Policji Kryminalnej Niemiec (BKA).

Po publkacji prokuratura w Poczdamie wszczęła śledztwo przeciwko autorowi artykułu, redaktorowi naczelnemu oraz nieznanemu sprawcy z powodu naruszenia tajemnicy służbowej. Doszło do przeszukań biur redakcji, mieszkań oraz innych pomieszczeń i skopiowania twardego dysku z redakcyjnego komputera. "Cicero" złożyło zażalenie, bo dostrzegło w tym próbę celowego zastraszenia redakcji i ograniczenia wolności prasy.

W lutym 2007 Trybunał Konstytucyjny uznał, że przeszukania redakcji, które najwyraźniej służą wykryciu źródła informacji są niezgodne z prawem. Wyjątkiem byłoby uzasadnione podejrzenie, iż dziennikarze dopuścili się przestępstwa, np. poprzez nagranie rozmów bez wiedzy osób biorących w nich udział lub zdobycie dokumentów drogą nielegalną. Publikacja danych, dostarczonych przez osobę trzecią, jest natomiast dopuszczalna, a dane osobowe źródła są chronione.

Prasa nie nagrywa

Berlin zaczyna śledzić aferę podsłuchową w Polsce, ale oficjalnie nikt z elit politycznych na ten temat się nie wypowiada. Komentarze prasowe, np. internetowe wydanie "Spiegla" poinformowało na razie, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz i szef NBP Marek Belka „nie żałowali sobie niczego w salonie dla VIP-ów w warszawskiej restauracji "Sowa i Przyjaciele”. Jak pisze "Spiegel": „Przy wódce, łososiu i anchovis planowali obalenie ministra finansów Jacka Rostowskiego i rozmawiali o kupnie obligacji państwowych”. Treść opublikowanych rozmów na razie interesuje o wiele bardziej, niż fakt, kto je nagrał i dlaczego.

Bundespräsident Wulff in der Kritik

Christian Wulff próbował wywrzeć presję na "Bild" i przegrał

Kwestia zagrożenia bezpieczeństwa państwowego nie odgrywa dotyczas większej roli. Rzecznik prasowy niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych zapytany o to, jakie byłyby formalne konsekwencje, gdyby do podobnego nagrania doszło w Berlinie, powiedział, że organy ścigania interesowałoby w pierwszej linii, „kto chciał coś takiego wiedzieć – czyli, czy nagranie jest owocem działania służb obcego państwa, bo wówczas sprawą zajęłyby się federalne organy śledzcze oraz kontrwywiad, czy też chodziło o prywatne nagranie np. z pobudek materialnych – wówczas sprawę przejęłaby policja landu, gdzie doszło do przestępstwa”.

W Niemczech nagrywanie rozmów bez zgody jej uczestników jest przestępstwem (§ 201 KK). Sytuacje, kiedy np. w programach telewizyjnych słyszy się nagranie telefoniczne, w Niemczech praktycznie nie mają miejsca. Możliwa jest publikacja protokołu rozmowy ale nie dźwięku. Choć za nagranie i publikację rozmowy grozi tylko kara grzywny (ok. kilku tysięcy euro), prasa trzyma się litery prawa. Nawet, kiedy dwa lata temu ówczesny prezydent Niemiec Christian Wulff zadzwonił do wydawcy największego niemieckiego tabloidu i nagrał się na jego automatyczną sekretarkę, domagając się wstrzymania publikacji materiału na jego temat, nie doszło do publikacji nagrania. Ale zachowanie uznano za tak kompromitujące, że prezydent i tak musiał odejść.

Róża Romaniec, Berlin

red.odp.: Małgorzata Matzke