Niemcy: DITIB podejrzewany o szpiegostwo dla rządu Erdogana | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 16.01.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemcy: DITIB podejrzewany o szpiegostwo dla rządu Erdogana

Turecko-Islamska Unia Instytucji Religijnych (DITIB) w Niemczech podejrzewana jest o dostarczanie rządowi Recepa Tayyipa Erdogana informacji o ruchu Gülena.

Köln Moschee DITIB (Getty Images/AFP/M. Hitij)

Meczet DITIB w Kolonii

Polityk Zielonych Volker Beck jest zdania, że pora, by w aferze dotyczącej imamów z DITIB, podejrzanych o donosicielstwo dla rządu w Ankarze, władze federalne i wymiar sprawiedliwości podjęły działania. Polityk skrytykował w rozmowie z portalem informacyjnym telewizji publicznej ARD tagesschau.de prokuraturę generalną, że nie wszczęła dotąd dochodzenia przeciwko Turecko-Islamskiej Unii Instytucji Religijnych (DITIB). „Prawie od miesiąca leży w prokuraturze generalnej moje doniesienie o przestępstwie i odpowiednie dokumenty” – zaznaczył Volker Beck. Dodał, że mocno go dziwi, że „zgodnie z prawem wciąż sprawdza się czy należy wszcząć dochodzenie”. W jego opinii zachodzi tym samym niebezpieczeństwo, że „dowody oraz podejrzane osoby zostaną przeniesione do Turcji”. Polityk Zielonych przypuszcza, że powodem „zwlekania ze wszczęciem postępowania” jest branie pod uwagę następstw tego dla polityki zagranicznej z Turcją.

Po nieudanym puczu przeciwko tureckiemu rządowi w połowie lipca ubiegłego roku, prezydent  Recep Tayyip Erdogan wezwał swoich zwolenników w Niemczech do śledzenia i denuncjowania zwolenników ruchu kaznodziei Fethullaha Gülena. Zdaniem Volkera Becka „ilość zebranych poszlak, by podejrzewać w tym wypadku o szpiegostwo jest wystarczająca”. Zarówno DITIP jak i prokuratura generalna nie zajęły stanowiska wobec zapytania ze strony tageschau.de.

Partnerzy w lekcjach religii

Turecko-Islamska Unia Instytucji Religijnych (DITIB) jest największą muzułmańską organizacją religijną w Niemczech, która prowadzi działalność kaznodziejską w ponad 970 meczetach oraz zajęcia z islamu w państwowych szkołach, w niektórych landach. W minionych miesiącach wybuchła w Niemczech dyskusja, w której krytycy organizacji DITIB postrzegali ją jako przedłużone ramię tureckiego rządu w Niemczech.

Za poszlakę posłużył tu fakt, że imamowie z DITIB kształceni są przez Urząd ds. Wyznań (Diyanet), działający przy urzędzie premiera Turcji i wysyłani są do Niemiec tylko na określony czas i wynagradzani jak urzędnicy państwowi.

DITIB podkreśla niezależność

DITIB odpiera zarzuty, że jakoby działał zgodnie z zaleceniami rządu w Ankarze. Jak skomentował w sierpniu 2016 rzecznik tej organizacji, niezależni naukowcy z różnych landów potwierdzili niezbędną dla zajęć z religii autonomiczność organizacji.

Jednak w ostatnim czasie przybywa informacji wskazujących na powiązania  organizacji z centralą w Ankarze. Jak donosiła rozgłośnia Deutschlandfunk, w statucie DITIB znaleziono, że jest ona filią tureckiego Urzędu ds. Wyznań Diyanet. Potwierdził to również Stefan Mucke, profesor kościelnego prawa publicznego na uniwersytecie w Kolonii. Ze statutu organizacji wynika, że „wysocy urzędnicy tureckiego Urzędu ds. Wyznań mają określone prawa”.

Pilna prośba z Ankary

We wrześniu ubiegłego roku Diyanet zwrócił się „z pilną prośbą” do tureckich konsulatów w Niemczech o zebranie dokładnych danych nt. struktur ruchu Fethullaha Gülena i przesłanie ich do Ankary. Turecki rząd obwinia ruch o próbę puczu w 2016 r., podczas którego zginęło szereg osób. Z tego powodu postanowiono zebrać informacje dotyczące struktur organizacyjnych, działań, szkół oraz akademików, organizacji pomocowych, stowarzyszeń kulturalnych związanych z ruchem Gülena uznanego przez władze Turcji za ruch terrorystyczny.

Rozgłośnia Deutschlandfunk posiada pisma imamów z meczetów DITIB, które miały być wysłane do Ankary. Zawierają one dokładne informacje o szpiegowanych przez nich rzekomych zwolennikach Gülena.

DITIB sprawdza zarzuty

Polityk Zielonych Volker Beck złożył w połowie grudnia 2016 doniesienie o przestępstwie z podejrzeniem o szpiegostwo. „Istnieją wytyczne z Diyanetu dla konsulatów tureckich w Niemczech nt. zbierania informacji”- wyjaśnia polityk. A te, jak twierdzi, „nadzorują muzułmańskie organizacje zrzeszone w DITIB ”. Jak zapewnia „do dyspozycji są raporty imamów z Kolonii, Duesseldorfu oraz z Dolnej Saksonii”. 

Bundestag Debatte steuerliche Gleichstellung homosexuelle Paare 07.06.2013 Volker Beck (picture-alliance/dpa)

Volker Beck domaga się reakcji rządu i wymiaru sprawiedliwości

DITIB odrzucił „zarzuty szpiegostwa”, zaznaczając jednocześnie, że zostały one potraktowane z całą powagą i że „sprawdza się je głównie pod kątem czy i w jaki sposób zareagowano na dyrektywy z Turcji”. Jak poinformowała Turecko-Islamska Unia Instytucji Religijnych, Diyanet zapewnił, że poza opieką duchową nad muzułmanami od imamów nie oczekuje się niczego więcej. DITIB potwierdził również, że podejmuje wysiłki, by doprowadzić do wyjaśnienia sprawy.

Takiego wyjaśnienia domaga się przewodniczący Gminy Tureckiej w Niemczech Gökay Sofuoglu. Jak zaznaczył on w rozmowie z rozgłośnią Deutschlandfunk „nie można szpiegować, tym bardziej jako imam”. Dlatego DITIB, by odzyskać zaufanie musi dokładnie wyjaśnić stawiane zarzuty. Gökay Sofuoglu ostrzegł jednocześnie przed posądzaniem wszystkich członków tej organizacji. Działa w niej „bardzo wiele osób i funkcjonariuszy”, którzy usiłowali zmienić jej struktury. W opinii szefa Gminy Tureckiej w Niemczech trzeba ich w każdym razie wesprzeć i nie pozostawiać samym sobie.

Zamiast szpiegostwa obywatelski obowiązek

W opinii Ekrema Senola, redaktora naczelnego dziennika „Miganzin” zarzuty szpiegostwa pod adresem DITIB są przesadzone. W rozmowie z portalem tagesschau.de dziennikarz zaznaczył, że „większość zarówno w Turcji, jak i w tureckiej społeczności w Niemczech jest przekonana, że ruch Gülena jest odpowiedzialny za próbę puczu, przy tym trzeba rozróżnić, na jakim poziomie są zwolennicy tego ruchu”.

Biorąc to pod uwagę, Ekrem Senol może sobie wyobrazić, że pojedynczy imamowie dostarczali takich informacji. Ale „nie robili tego, ponieważ są agentami lub uważają się za takich, lecz z poczucia obywatelskiego obowiązku – twierdzi dziennikarz. Podobnie jak zrobiłby to urzędnik w Niemczech, który jest przekonany, że odkrył możliwego islamistę o dużym potencjale przemocy. „Takiej postawy nie potraktowalibyśmy jako donosicielstwa”- uważa szef tureckiej gazety.

dpa / Alexandra Jarecka

 

Reklama