Nieludzkie przepisy w Niemczech. ″Moje dziecko nie jest śmieciem″ | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 27.10.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Nieludzkie przepisy w Niemczech. "Moje dziecko nie jest śmieciem"

Od którego momentu człowieka uważa się za człowieka? W Niemczech dzieciom, które rodzą się nieżywe i ważą poniżej 500 g, nie wystawia się metryk urodzenia a ciała traktuje jak szpitalne odpadki. To ma się zmienić.

Barbara i Mario Martin są, a właściwie byli, rodzicami. Zostali nimi nawet trzykrotnie. Ale Joseph-Lennard i bliźnięta Tamino i Penelope nie żyją. Cała trójka przyszła za wcześnie na świat. - Żaden lekarz nie może nam powiedzieć, dlaczego tak się stało - mówi z bólem Barbara Martin - bo ciąże początkowo przebiegały bezproblematycznie.

Pierwszego syna, Josepha-Lennarda, małżeństwo Martinów straciło w siódmym miesiącu ciąży. Dziecko ważyło 440 gramów.

Barbara und Mario Martin

Barbara und Mario Martin stracili trójkę dzieci

- Był to perfekcyjny noworodek. Tyle tylko, że za mały i za słaby - stwierdza ze smutkiem matka.

Niecały rok później Martinowie przeżyją taką samą tragedię. Barbara jest znowu w ciąży. Tym razem mają być bliźnięta. W szóstym miesiącu ciąży rodzi się nieżywy Tamino. Waży 290 gramów. Cztery tygodnie później na świat przychodzi Penelope. Waży 500 gramów. Żyje tylko godzinę.

Nieludzkie przepisy

- Zastanawialiśmy się dlaczego Bóg godzi się na coś takiego - mówi ojcec dzieci. - Naszą żałobę pogłębiły jeszcze niemieckie przepisy - dodaje. W oficjalnych dokumentach odnotowano jedynie Penelope. Dlatego, że jej serce biło jeszcze po urodzeniu i ważyła 500 gramów.

Baby im Arm

Rodzina Martinów nigdy nie przeżyła szczęścia macierzyństwa i ojcostwa

Jednak dwoje pozostałych dzieci małżeństwa Martinów nie były według niemieckiego prawa osobami fizycznymi. Dzieci, które rodzą się martwe i ważą po urodzeniu poniżej 500 gramów, uważa się w Niemczech za ciążę poronioną. Tym dzieciom ani nie wystawia się metryki urodzenia, ani aktu zgonu. Słowem z żadnego dokumentu nie wynika, że te dzieci w ogóle istniały.

Utylizacja: "higieniczna i bez zarzutu"

Zwykle takie dzieci nie mają też prawa do pochówku na cmentarzu. - Tak jakby były odpadami klinicznymi", mówi Mario Martin nie kryjąc oburzenia. - Przypuszczamy, że tym dzieciom usuwa się narządy, albo amputuje kończyny, zanim się je wyrzuci na śmietnik.

W niektórych miejscowościach organizuje się zbiorowy pochówek tych dzieci, ale wielu rodziców życzyłoby sobie dla dziecka oddzielnego pochówku.

Administracja miejscowego cmentarza była na tyle wyrozumiała, że pozwoliła Martinom pochować dzieci w grobie pradziadków.

Barbara und Mario Martin mit Angela Merkel

Barbara i Mario Martin z kanclerz Angelą Merkel

40.000 podpisów pod petycją

Przez długi czas dzieci ważące poniżej 500 gramów uważano za niezdolne do życia. Jednak dzięki postępowi w medycynie szanse na przeżycie mają dziś nawet dzieci o wadze poniżej 300 gramów.

Martinowie zaczęli studiować teksty ustaw, dyskutowali z politykami i prawnikami i zebrali ponad 40.000 podpisów pod petycją do Bundestagu. Żądają w niej, by wszystkim martwym dzieciom wystawiano metryki urodzenia i by można było je pochować, jeżeli rodzice będą sobie tego życzyli.

Pocieszenie w bólu

Martinowie pojechali do Berlina, spotkali się z posłami, a nawet rozmawiali z kanclerz Merkel: - Powiedziała, że uważa ten temat za ważny i w pełni nas popiera - opowiada Barbara Martin nawiązując do spotkania. Petycja została przyjęta. Martinowie nie mogą uwierzyć, że to się udało. Kiedyś Mario Martin był przekonany, że zwykły człowiek nie ma żadnego wpływu na politykę. Dziś wie, że jest inaczej. I pociesza się, że choć nowe przepisy nie wskrzeszą ich dzieci, to przynajmniej przywrócą im ludzką godność.

Monika Dittrich / Iwona D. Metzner

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama