Nauczyciele przeciwko brutalizacji obyczajów | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 09.09.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Nauczyciele przeciwko brutalizacji obyczajów

Niemieccy nauczyciele aktywnie sprzeciwiają się rosnącej fali destrukcji zachowań uczniów, nie tylko brutalizacji werbalnej.

W czasie swojej 40-letniej pracy pedagogicznej Simone Fleischmann nigdy nie spotkała się z taką agresją. Kiedy rano przyszła do szkoły w małej bawarskiej miejscowości, na drzwiach wejściowych zobaczyła gryzmoły: „Pie…szkoła! Pier…cie się, wy pedagogiczny motłoch, wy podludzie”. Nie jest to odosobniony przypadek. Simone Fleischman jest prezeską Bawarskiego Związku Nauczycieli (BLLV). Jej koleżanki i koledzy dzielą się z nią podobnymi historiami.

Na szkolnych podwórkach szerzy się coraz większa agresja, plagą staje się werbalna nienawiść. Nauczyciele biją na alarm. Dlatego postanowili aktywnie się temu sprzeciwić i sformułowali manifest, który przedstawił BLLV.

„Z największym niepokojem obserwujemy zmiany nastrojów i komunikacji na platformach społecznościowych i destrukcję poszanowania dobrych obyczajów” – napisali nauczyciele w manifeście. Nosi on znamienny tytuł „Liczy się postawa”. Nauczyciele wyrażają też niepokój o uczniów: „Brutalizacja obyczajów wpływa na zachowania naszych dzieci i naszej młodzieży”. Przyczyniają się do tego, w opinii nauczycieli, „radykalne ugrupowania i osoby, szczególnie przedstawiciele środowisk prawicowych populistów i prawicowych ekstremistów”.

Wzrost agresji wobec myślących inaczej

Tymczasem nauczyciele obserwują w szkołach także ”wzrost agresji wobec myślących inaczej, wobec cudzoziemców i uchodźców”. To nie dotyczy tylko Bawarii, ale wszystkich innych krajów związkowych – zaznacza Simone Fleischman.

W ocenie Niemieckiego Związku Pedagogów wzmogła się na podwórkach szkolnych werbalna agresja – i to „w sensie jakościowym i ilościowym”. Przewodniczący związku zauważa, że werbalna brutalizacja dokonuje się bardzo wcześnie, kiedy np. ośmiolatek czy dziewięciolatek powtarza takie słowa jak „k…wa” czy obraźliwie „azylant”.

Agresywny język wpływa na zachowania

Neurolog i psychoterapeuta Joachim Bauer z Kliniki Uniwersyteckiej we Freiburgu (w Badenii-Wirtenbergii) wini za ten stan rzeczy przede wszystkim ton, w jakim toczone są polityczne dyskusje. Jeśli politycy otwarcie mówią, że ostatecznym środkiem jest strzelanie do uchodźców, to jest to niebywale niebezpieczne. Także takie określenia jak „przypływ uchodźców” są bardzo problematyczne. Simone Fleischmann tłumaczy, że takie słowa napędzają dzieciom strach, bo kojarzą się z zagrożeniem. – Dzieci kojarzą z tym śmierć.

Bauer dostrzega związek między agresywnym językiem i agresywnymi zachowaniami. „Słowa w zmasowany sposób oddziaływają na mózg”. Neurolog jest zaniepokojony „kultywowaniem nienawiści na platformach społecznościowych”.

To, że uczniowie pozwalają sobie czasami na nieodpowiednie wyrażenia, nie jest problemem. Problemem są ich rodziny, w których toleruje się werbalne wybryki, kiedy dzieci nie mogą nauczyć się od rodziców wzorów zachowania – tłumaczy Sabine Fleischmann. – Obecnie w szkolnych ławkach zasiada społeczeństwo jutra.

dpa/Barbara Cöllen