Najsłynniejsze primaaprilisowe żarty w mass mediach | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 01.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Najsłynniejsze primaaprilisowe żarty w mass mediach

Gotowane marchewki gwiżdżą. UFO wylądowało w Londynie. Serfowanie po Internecie "w stanie wskazującym" zostało zabronione. Te i inne żarty primaaprilisowe przeszły do historii mass mediów.

Nie wiadomo skąd wziął się obyczaj celowego wprowadzania bliźnich w błąd pierwszego kwietnia, ale badanie jego genezy można śmiało pozostawić historykom. Na pewno wiadomo tylko, że Prima Aprilis zaczął być "urzędowo" obchodzony 1 kwietnia w 1564 roku we Francji za panowania Karola IX i szybko przyjął się także w innych krajach. Dziś chodzi głównie o to, aby primaaprilisowe żarty były w tym samym stopniu dowcipne, co nieszkodliwe i nie naruszały przyjętych ogólnie zasad dobrego wychowania.

Kaczka trojańska

Bulgarien Karikatur Anatoliy Stankulov Das Trojanische Pferd

Ten koń trojański jest także dziennikarską kaczką

Chyba każdy wie, co to takiego kaczka dziennikarska. Jej primaaprilisową odmianą jest kaczka trojańska, wykopana rzekomo przez niemieckich archeologów w pobliżu Troi. Była wykonana w całości z drewna i posłużyła za wzór słynnego konia trojańskiego, dzięki któremu Achajowie zdobyli w końcu Troję.

Wiadomość o tym sensacyjnym okryciu podał portal informacyjny n-tv.de sugerując, że teraz trzeba będzie opracować na nowo te rozdziały podręczników historii, w których analizuje się kulturę starożytnej Grecji. Najważniejsze pytanie, wymagające wyjaśnienia, brzmi: dlaczego kaczka przekształciła się w konia?

Jak łatwo można się domyśleć, rzekoma kaczka trojańska okazała się klasyczną kaczką dziennikarską, podsuniętą internautom na Prima Aprilis przez dziennikarzy z n-tv.de.

Archipelag San Seriffe

Tego archipelagu na pewno nie znajdzie się na mapie. Podobnie jak wysp Hula-Gula, wymyślonych w Polsce przez Marię Czubaszek. Wyspy San Seriffe są ich brytyjskim odpowiednikiem. Pierwszego kwietnia 1977 roku dziennik The Guardian opublikował obszerny i bogato ilustrowany zdjęciami raport specjalny o idyllicznym archipelagu San Seriffe na Oceanie Indyjskim.

Każdy, kto wziął tamtego dnia gazetę do ręki, nie miał cienia wątpliwości, że mało do tej pory znany archipelag jest prawdziwym rajem na ziemi, bijącym swą urodą na głowę Malediwy, Seszele i Hawaje. Wielu czytelników chciało od razu udać się tam na urlop i zaczęli wydzwaniać do biur podróży i linii lotniczych, żeby kupić bilety i zamówić miejsca w najlepszym hotelu w Bodoni, stolicy tego państewka.

Flash-Galerie Klimagipfel

Czas na urlop. Najlepiej na wyspach cudownego archipelagu San Seriffe

Primaaprilisowy żart szybko wyszedł na jaw, ale miał swój dalszy ciąg. O ile czytelnicy przyjęli go z humorem, cechującym większość Brytyjczyków, o tyle przedstawiciele biur podróży i linii lotniczych poskarżyli się u wydawcy pisma, że naraziło je ich na duże klopoty, zmuszając do udzielania odpowiedzi odmownych na telefony z prośbą o sprzedaż biletu lub rezerwację miejsca w hotelu.

Redakcja Guardiana zareagowała na to po swojemu, drukując specjalne nalepki i sprzedając tysiące podkoszulków z napisem "Byłem na San Seriffe". Przynajmniej jej ten żart się opłacił.

Spaghetti rośnie na krzewach

Eine Gabel mit Nudeln wird am Freitag, 28. August 2009, in Frankfurt am Main in einen Mund geschoben. Zu suess, zu fett, zu salzig - viele Menschen essen falsch und ruinieren sich damit ihre Gesundheit. Zu oft faellt es schwer, den Verlockungen von Chips, Pommes oder Suessigkeiten zu widerstehen - und was gesund ist, schmeckt oft nicht. Dem wollen Lebensmittelchemiker abhelfen - mit Geschmacksmodulatoren. Diese Molekuele gaukeln dem Koerper einen bestimmten Geschmack vor. So koennten - sagen die Forscher - nicht nur gesuendere Lebensmittel ohne Abstriche beim Geschmack produziert, sondern auch der weltweite Hunger eingedaemmt werden. (AP Photo/Michael Probst) ** zu unserem Korr ** ---A fork with food is seen in Frankfurt, central Germany, Friday, Aug. 28, 2009. (AP Photo/Michael Probst)

Świeże spaghhetii, prosto z krzaka!

I jeszcze jeden słynny primaaprilisowy żart. Także brytyjski, ale znacznie poważniejszy, bo wymyślony w rozgłośni BBC, będącej przez długie dziesięciolecia wzorem dziennikarskiej rzetelności. W 1957 roku BBC poinformowała słuchaczy o wyjątkowo obfitych tego roku zbiorach spaghetti. Łagodna zima sprawiła, że już na początku kwietnia rolnicy w kantonie Tessyn w Szwajcarii mogli zdejmować nitki spaghetti z krzewów, na których one, jak każdemu wiadomo, rosną.

Ale to jeszcze nie wszystko. Dzięki długoletnim zabiegom, udało się im wyhodować nową odmianę "makaronowego krzewu", wyróżniającą się tym, że wszystkie nitki są prawie jednakowej długości i po wysuszeniu ich na słońcu nadają się od razu do spożycia. Z sosem pomidorowym stanowią prawdziwy przysmak.

W tamtych latach włoska kuchnia nie były tak rozpowszechniona w Wielkiej Brytanii jak dziś i ten żart udał się nad podziw. Część radiosłuchaczy dzwonila do BBC z prośbą o podanie im adresów sklepów ogrodniczych, w których można kupić tę nadzwyczajną odmianę krzewu makaronowego.

Jak na BBC przystało, potraktowano ich z pełną powagą, wyjaśniając, że nie jest to wcale konieczne, bowiem każdy może łatwo sam go wyhodować. Wystarczy zakupić w dowolnym sklepie spożywczym paczkę włoskiego makaronu, wyciągnąć z niej jedną nitkę i wsadzić ją do kupionej oddzielnie puszki z sosem pomidorowym, w której trzeba tylko wydrążyć małą dziurkę. Smacznego!

Beatrix Beuthner / Andrzej Pawlak

red. odp.: Bartosz Dudek

Reklama