MOZ: „Polacy tankują teraz u nas“ | Echa polskie | DW | 03.01.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

MOZ: „Polacy tankują teraz u nas“

W polsko-niemieckiej turystyce paliwowej świat stanął na głowie. Polacy jadą teraz zatankować na niemiecką stronę – pisze „Maerkische Oderzeitung”.

Polacy jadą teraz zatankować na niemiecką stronę

Polacy jadą teraz zatankować na niemiecką stronę

Coraz więcej Polaków, którzy robią zakupy po niemieckiej stronie granicy, kończy je napełnieniem baku. Potwierdzają to pracownicy stacji benzynowej we Frankfurcie nad Odrą – pisze „Maerkische Oderzeitung” (MOZ). 2 stycznia litr diesla kosztował tam 1,09 euro, taniej niż w Polsce.

Gazeta zauważa, że na wyjątkowo korzystną cenę diesla (jeszcze w listopadzie litr diesla kosztował w Niemczech prawie 40 centów więcej) wpływa obecny spadek cen surowca na światowym rynku. Na przełomie roku baryłka ropy naftowej (około 159 litrów) kosztowała 46 dolarów, podczas gdy w końcu października jeszcze blisko 72 dolary.

„Do nas ta obniżka cen niestety nie dotarła” – cytuje MOZ pracowników stacji benzynowej po polskiej stronie Odry w Słubicach. W efekcie, przynajmniej czasowo skończyła się funkcjonująca latami turystyka paliwowa do Polski. Niemcy przestają przyjeżdżać po diesla, a i same stacje benzynowe zdejmują szyldy z cenami paliwa po niemiecku.

13 centów więcej

Autor artykułu Dietrich Schroeder wylicza, że w drugi dzień nowego roku litr diesla kosztował w Polsce 5,17 złotych. Biorąc pod uwagę kurs euro (4,27 złotych), jest to około 1,21 euro za litr, czyli około 13 centów więcej niż po niemieckiej stronie. Ciekawe, że także pograniczne stacje benzynowe w Polsce otrzymują paliwo z Niemiec, przeważnie ze Schwedt.

Pograniczną turystykę paliwową uzasadniają jeszcze tylko ceny benzyny. Ta jest w Polsce nadal tańsza niż w Niemczech – 1,09 euro w Słubicach; 1,24 we Frankfurcie nad Odrą. Chociaż, jak konstatuje Schroeder, różnica była już większa.

„Kryje się za tym polityka naszego rządu” – cytuje MOZ jednego z polskich klientów stacji benzynowej. Koncerny energetyczne, które nadal w dużej mierze są własnością państwa, nie przeniosły korzyści cenowych na klientów tak szybko, jak to możliwe.

„Wyborczy manewr”

„Trudno jednak znaleźć na to dowód" – stwierdza Dietrich Schroeder. Jak pisze dalej, na nadzwyczajnym posiedzeniu 28 grudnia Sejm rzeczywiście przyjął przepisy hamujące wzrost cen energii w 2019 roku. „Opozycja widzi w tym manewr wyborczy, bo też jesienią czekają Polskę wybory do parlamentu, w których rządzący PiS chce powtórzyć swój triumf z 2014 roku” – argumentuje autor artykułu. Obok decyzji o zmianie ustawy o podatku akcyzowym Sejm zaakceptował też powołanie do życia Funduszu Wypłat Cen, który ma zrekompensować przedsiębiorstwom energetycznym zwrot utraconego przychodu.

„Dla sfinansowania tego wszystkiego z kasy państwa, byłoby jednak potrzebne 9 mld złotych” – przytacza MOZ wyliczenie „Gazety Wyborczej”. „Dlatego okazja do zarobienia więcej na paliwie, jest rządowi bardziej niż na rękę, tym bardziej, że w porównaniu z jesienią, ceny paliwa spadły także w Polsce, chociaż nie tak raptownie jak w Niemczech” – konstatuje niemiecka gazeta.

„Trudno przewidzieć, jak długo potrwa aktualna sytuacja. W środę (2 stycznia 2019 - red.) światowe ceny ropy naftowej wzrosły o 0,6 procent. Klub motoryzacyjny ADAC czy tak czy owak radzi kierowcom, by przed tankowaniem porównywali ceny” – kończy autor artykułu w MOZ.

 

Redakcja poleca

Reklama