„Michael” – austriacki film poruszający temat tabu | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 02.02.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

„Michael” – austriacki film poruszający temat tabu

Markus Schleinzer opowiada w swoim debiutanckim filmie „Michael” tragiczną historię pewnego austriackiego chłopca. Reżyser przedstawia filmowe wydarzenia z perspektywy pedofila. Ten trudny temat ciągle porusza.

Michael zdobył główną nagrodę na Festiwalu Filmowym Max Ophüls

"Michael" zdobył główną nagrodę na Festiwalu Filmowym Max Ophüls

W Wiedniu w 2006 roku Nataschy Kampusch udało się uciec porywaczowi, który przez osiem lat ją przetrzymywał. W 2008 roku również w Austrii na jaw wyszła sprawa Josefa Fritzla z Amstetten, który wykorzystywał seksualnie własną córkę i więził ją w piwnicy przez 24 lata. Po ujawnieniu tych przestępstw opinii publicznej trudno było przejść nad tym do porządku dziennego. Fakt, że sąsiedzi, urzędy oraz znajomi nic nie wiedzieli na ten temat i nic nie zauważyli, nadal dziwi.

Wydarzenia te wywarły duży wpływ na austriackiego reżysera. Markus Schleinzer zainspirowany autentycznymi wydarzeniami postanowił zrobić swój pierwszy film o wykorzystywaniu seksualnym dzieci. Pracował on do tej pory właściwie jako kierownik castingu przy tak znanych produkcjach, jak „Fałszerze” oraz „Biała wstążka”.

W ubiegłym roku debiutancki film Schleinzera „Michael” został nominowany do Europejskiej Nagrody Filmowej, a podczas Festiwalu Max Ophüls w Saarbrücken zdobył główną nagrodę. Film w niemieckich kinach wyświetlany jest od 26 stycznia 2012 roku.

Film Michael von Markus Schleinzer

Markus Schleinzer odważył się poruszyć temat tabu

Z Markusem Schleinzerem i Michaelem Fuithem – aktorem, który wcielił się w główną postać filmu - rozmawiał Bernd Sobolla (DW).

DW: Pracował Pan jako kierownik castingu przy około 60 produkcjach filmowych. Nic dziwnego, że miał Pan ochotę samemu stanąć za kamerą. Dlaczego jednak zdecydował się Pan na tak kontrowersyjny temat?

Markus Schleinzer: Od 2008 roku poważnie rozważałem zrobienie własnego filmu. Pojawiły się naturalnie pytania: Co mnie interesuje? Co wydarzyło się właśnie w Austrii? Na tej podstawie napisałem trzy scenariusze, które omawiałem wspólnie z moimi przyjaciółmi. Tematem, który wzbudził największe poruszenie, okazała się historia pt. „Michael”. To było dla mnie decydującym faktorem. Pondato w tamtym czasie temat pedofilii był po prostu wszechobecny.

Wtedy dziwił mnie fakt, że nikt z przedstawicieli tzw. kultury wysokiej nie odważył się na przedstawienie tego tematu w inny sposób, niż to robi prasa bulwarowa. Ją interesuje tylko wysokość sprzedanego nakładu, a nie treść. Jednak muszę się przyznać, że sam jestem częścią społeczeństwa voyeurów, i że śledziłem z zaciekawieniem rozwój wydarzeń w prasie.

DW: Z jakimi reakcjami spotkał się Pana pomysł na temat filmu w kręgach wspierających finansowo filmowe produkcje?

Markus Schleinzer: Austria nie jest krajem, który przeznacza duże środki na produkcje filmowe. Tort do podziału jest zatem mały, ale chętnych, by uszczknąć choć mały kawałek jest bardzo dużo. Naturalnie inwestorzy chcą się zabezpieczyć. Pytanie, które najczęściej padało podczas tych rozmów brzmiało: Czy wolno nam poruszać ten temat? Dla mnie to pytanie wcale nie było ważne. Czy powinno się zrobić film na ten temat? – było dla mnie ważniejszą kwestią. Mimo to pieniądze dostaliśmy bez większych problemów. Sam byłem zdziwiony, że decyzje o dofinansowaniu zapadały już w pierwszej rundzie rozmów.

Dusza pedofila

Cover Natascha Kampusch Biografie

W swojej książce Natascha Kampusch opowiada o czasie po porwaniu

DW: Pan twierdzi, że Natascha Kampusch jest tylko jednym z wielu takich porwanych dzieci. W Niemczech uważa się około 18 tysięcy dzieci za zaginione. Czy ten fenomen zadecydował o zrobieniu filmu na ten temat? Jak wyglądały przygotowania portretu psychologicznego sprawcy?

Markus Schleinzer: Sam sobie zabroniłem przeprowadzania skrupulatnego zbierania informacji. Naturalnie wiedziałem już dużo z mediów. Chciałem uniknąć wykorzystywania sensacyjnych wiadomości w procesie twórczym. Realne cierpienie należy do realnych ofiar. To one powinny decydować, co z nim zrobią. Może zaleją rynek czytelniczy nową książką. A może oddadzą się w ręce psychologa?

Stworzyłem postać, która chce tego, czego pragnie większość ludzi, a mianowicie bliskości. Każdy z nas chce być szczęśliwy i tęskni za miłością. Tylko jak to pogodzić ze skłonnościami pedofilskimi? Kiedy można je u siebie samego zdiagnozować? Prawdopodobnie dopiero w późnym okresie dorastania można rozpoznać, że nie lubi się swoich rówieśników. W tym wieku dodatkowo ciocie i babcie zaczynają zadawać pytania: „A kiedy przyprowadzisz ze sobą dziewczynę?” To musi być nie do zniesienia. A potem następują długie lata samotności. I nagle ktoś dostaje taki dom. W końcu owocem przypadku i niechybnych skłonności staje się nadużycie.

Nie każdy pedofil jest kryminalistą. Pedofilia to tylko skłonność. Wielu z tych ludzi nie urzeczywistnia swoich skłonności, lecz szuka pomocy u specjalistów. Przestępcą jest się dopiero wtedy, gdy te skłonności wprowadza się w życie. Najlepszą przykrywką jest symulacja normalności. Nie ma nic lepszego, czym można zatuszować przestępstwo, niż normalność.

DW: Stosuje Pan dużo statycznych zdjęć. Czy wymaga tego temat, czy też stosuje je Pan jako część estetyki Szkoły Wiedeńskiej?

Markus Schleinzer: To wrażenie ma wielu widzów. Lecz dwie trzecie wszystkich zdjęć zrobione jest kamerą trzymaną w ręce. Myślę, że to wrażenie powstaje, ponieważ cała historia opowiedziana jest w bardzo wolnym tempie. W filmie zostało zmontowanych stosunkowo mało scen. Z zawodu jestem kierownikiem castingów. Ludzie i aktorzy są moim zawodem i moją miłością. Nie ma dla mnie nic piękniejszego od przypatrywania się ludzkiemu rozwojowi. I chodzi tu o naturalny rozwój dzięki własnemu talentowi, a nie za pomocą efektów, takich jak nastrojowa muzyka czy praca kamerą. Obdarzanie spokojem i zachowanie dystansu są dla mnie bardzo ważne.

DW: Pana film wszedł do austriackich kin we wrześniu ubiegłego roku. Jak został przyjęty?

Markus Schleinzer: Bardzo dobrze. Bardzo mnie to cieszy. Moim zdaniem Austria nie mogła sobie dłużej pozwolić na milczenie. W tym czasie wokół mnie dochodziło do osobliwych zdarzeń. Za każdym razem, podczas ważnych spotkań dotyczących filmu, wybuchał nowy skandal. Raz były to zarzuty pedofilii w instytucjach kościelnych, innym razem odkryto przestępstwa z lat sześćdziesiątych, kiedy to w jednym z wiedeńskich domów dziecka miały miejsce przypadki prostytucji. W tej sprawie trwa nadal śledztwo.

Pierwsza reakcja – obrona

DW: Panie Fuith, wcielił się Pan w główną postać filmu „Michael”. Z reguły aktorzy bardzo chętnie grają takie „wyjątkowe” role. Jak to było w Pana przypadku?

Michael Fuith: W pierwszej chwili chciałem odrzucić tę propozycję. Kiedy przeczytałem scenariusz, zdałem sobie sprawę, że to jedyny sensowny sposób rozliczenia się z tym tematem. Spodobał mi się przede wszystkim fakt, że film ten nie stawia na efekty i nie wykorzystuje ofiar. Podczas przygotowań zauważyłem ogólne milczenie społeczeństwa o pedofilii. Było to milczenie sprawców, ofiar i ich rodzin.

Psychoterapeuci mają duże trudności podczas leczenia, ponieważ nikt nie chce mówić na temat pedofilii. Stwarza to pewien rodzaj płaszcza ochronnego dla sprawców. Ten fakt mnie przekonał. Wtedy zdecydowałem, że chcę temu przestępstwu nadać twarz, aby można było rozmawiać na ten temat. Oraz aby wspomóc rozwój świadomości tego problemu. Zacisnąłem zęby i powiedziałem: „Okay, zrobię to!”

rozmawiał Bernd Sobolla

opr. Magdalena Jagła

red. odp.: Bartosz Dudek

Reklama