″Merkel stąpała w Chinach po kruchym lodzie″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 05.02.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

"Merkel stąpała w Chinach po kruchym lodzie"

Sobotnia prasa (4.02) szeroko rozpisuje się o niełatwej misji kanclerz Angeli Merkel w Chinach. Komentatorzy podkreślają też, że uwikłanemu w afery prezydentowi Niemiec Wulffowi grozi utrata honoru.

Berliński Tagesspiegel pisze o wyjątkowo dobrych relacjach między Niemcami a Chinami:

"Angeli Merkel dano do zrozumienia, że Chiny chciałyby zintensyfikować współpracę z Niemcami na płaszczyźnie gospodarczej i politycznej. Mimo wszelkich różnic poglądów na temat polityki zagranicznej (jak w przypadku Iranu), a także praw człowieka i wolności słowa, RFN uważają za partnera, na którym można polegać. Dlatego też Chiny życzyłyby sobie, żeby Niemcy odegrały w rozwiązywaniu kryzysu zadłużenia jeszcze większą przewodnią rolę w Europie. Z żadnym innym zachodnim krajem uprzemysłowionym ta druga co do wielkości gospodarka świata nie ma tak dobrych relacji jak z Niemcami".

W Chinach Merkel musiała niekiedy robić dobrą minę do złej gry - uważa Leipziger Volkszeitung:

"O tym jak kruchy był lód, po którym Merkel stąpała w Chinach, świadczy dyplomatyczny afront do jakiego doszło z powodu uniemożliwienia niemieckiej kanclerz spotkania z prawnikiem; obrońcą praw obywatelskich, Mo Shaopingiem. Gdy zaczyna się poruszać kwestie praw człowieka, władze chińskie zrzucają maski i ukazują swe prawdziwe oblicze. Również Merkel musiała to przeżyć. Nie pozostało jej nic innego jak robić dobrą minę do złej gry".

Frankfurter Rundschau krytykuje Chiny za ich podejście do Iranu:

"To, że władze chińskie uniemożliwiły spotkanie z krytycznym wobec reżimu prawnikiem Mo Shaopingiem to tylko jeden aspekt problemu. Pod dyplomatycznie wypolerowaną powierzchnią kryją się bowiem kolosalne różnice w postrzeganiu celów politycznych. Pekin coraz bardziej uważa się za przeciwnika Zachodu. Na przykład popierając Iran. Podczas, gdy Amerykanie i Europejczycy próbują powstrzymać program nuklearny Teheranu przy pomocy sankcji, Chińczycy obstają przy prawie do wolnego handlu, co sprawia, że groźba embarga na ropę naftową staje się bezskuteczna. Krótkofalowo Chińczycy mogą się uważać za zwycięzców. Ich oportunizm może się jednak szybko obrócić przeciwko nim".

Honor i godność Christiana Wulffa pod znakiem zapytania

Monachijski dziennik Münchner Merkur jest bezlitosny wobec Christiana Wulffa:

"Opinii publicznej już dawno nie interesuje co rusz to nowa afera prezydenta, drobne skandaliki i to, co nadgorliwa prasa za takowe uważa. Obywatele wydali już werdykt: Wulffa uważają za kogoś, kto wspinając się na wyżyny, brał po drodze ile się da. Kogoś takiego nie trzeba potępiać. Ale ktoś taki nie nadaje się też na wzór do naśladowania. System polityczny w Niemczech, który w osobie Angeli Merkel znalazł coś w rodzaju "Patrona Germaniae", może z tym żyć lepiej niż mocno skompromitowany prezydent. (...) Kto godzi się na to, by tak się z nim obchodzono, zasłużył na najwyższą karę, jaką społeczeństwo obywatelskie może wymierzyć: na utratę honoru".

W podobnym tonie wypowiada się Ludwigsburger Kreiszeitung:

"Tylko jeden tonie w sondażach, prowadzonych przez różne instytuty demoskopijne: Christian Wulff, który zajmuje obecnie ostatnie miejsce w rankingu popularności. Przed nim żaden prezydent nie zajął jeszcze takiej pozycji. Wulff znalazł się za Westerwellem i Gregorem Gysim, a to już coś znaczy. Podważone zostały reputacja i wiarygodność. Tego nie da się naprawić i przywrócić przy pomocy przeczekania. Bo Wulffowi brakuje perspektywy na przyszłość, którą mają inni politycy po pokonaniu kryzysu, jak drugą szansę i nowe wybory. Nikt już nie wystawi kandydatury Christiana Wulffa. Może on jedynie przejść do historii jako najbardziej żenujący prezydent wszechczasów, który ustąpił przed końcem kadencji, albo jako najbardziej żenujący prezydent wszechczasów, który nie ustąpił przed końcem kadencji. Wybór należy do niego".

Iwona D. Metzner

red. odp. Barbara Coellen

Reklama