Merkel jest największą przegraną głosowania nad euro i reformami | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 27.02.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Merkel jest największą przegraną głosowania nad euro i reformami

Włochy są niezdolne do rządów. To istny koszmar dla wszystkich. Wynik wyborów we Włoszech stawia Europę w kropce - to wymowa komentarzy niemieckiej prasy.

"Jedna czwarta elektoratu zdecydowała się na protest przeciwko tradycyjnym partiom, głosując na Grillo" - podkreśla "Koelner Stadt-Anzeiger". "A poza tym Włosi dali w głosowaniu ponownie upust tęsknocie za prostymi rozwiązaniami kompleksowych problemów. Inaczej nie można wytłumaczyć zadziwiającego politycznego odrodzenia Berlusconiego i jego partii Narodu Wolności. Nie chcecie płacić podatku od nieruchomości? Ja to wam załatwię - obiecywał "cavaliere". Zbudowaliście dom bez zezwolenia? W czym jest problem? - przymilał się elektoratowi Silvio Berlusconi i prawie jedna trzecia wyborców poleciała na ten lep".

"Esslinger Zeitung" pisze: "Nękana kryzysem Grecja przed kilkoma miesiącami opowiedziała się za radykalnymi partiami, Włochy za podejrzanymi populistami. Trzecia co do wielkości gospodarka w Europie ma przed sobą bardzo niepewną przyszłość. Możliwe, że wkrótce rozpisane zostaną nowe wybory. Ale czy do tamtej chwili poprawią się nastroje w społeczeństwie i czy wybory przyniosą inne, rozsądniejsze wyniki, w to można poważnie powątpiewać".

"Na kogo pada podejrzenie, że paktuje - potajemnie czy otwarcie - z germańskimi komisarzami od oszczędzania, tego sytuacja w wyborach jest trudna- pisze "Muenchner Merkur". "Angela Merkel jest największą przegraną głosowania nad euro i reformami. Teraz to ona musi uporządkować cały ten bałagan. Czy będzie chciała raczej - jak swego czasu w Grecji - znowu tak długo czekać, aż Włosi zagłosują tak, jak życzą sobie tego Europejczycy z ekipy ratowniczej?"

"Mannheimer Morgen" zaznacza: "Naturalnie, że wybory są w pierwszej kolejności wydarzeniami w danym kraju. Ale unia walutowa, podobnie jak i cała Unia Europejska już dawno tak się scaliły, że odchylenia w jednym państwie nie zagrażają innym państwom. Włochy, trzecie co do znaczenia państwo we Wspólnocie jest niezdolne do rządów. To istny koszmar - dla wszystkich. Także z tego względu, że finansowe problemy Rzymu zaostrzyły się jeszcze bardziej przez gwałtowny spadek zaufania rynków. Obojętnie, co w ustalono w pakiecie wzrostu uzupełniając pakt fiskalny, wymaga to już teraz realizacji. Inaczej jeszcze jeszcze bardziej wzrośnie opór, nie tylko we Włoszech, przeciwko Wspólnocie, która nie rozwiązuje problemów. Wtedy faktycznie euro będzie wystawione na poważną próbę".

"Nuernberger Nachrichten" uważa, że "Impulsem we Włoszech była złość i frustracja, a rzadko kiedy rozsądek czy rozwaga polityczna. Można się na to zżymać - co wielu akurat, i to z reguły za granicami Włoch, czyni. Ale może sensowne byłoby zastanowić się, czy naprawdę na miejscu było moralizowanie przed wyborami i dość wyraźne ostrzeżenia przed głosowaniem na Berlusconiego. A to właśnie zrobili czołowi politycy, z Merkel i Westerwellem na czele, w niespotykany właściwie, mało dyplomatyczny sposób. Ale to dlatego, że wybory w jednym eurolandzie dotykają całej eurostrefy. Ale nikt nie wziął pod uwagę, że być może właśnie ta ingerencja sprowokowała wielu do tego, by oddać głos na krytykowanego i wyszydzanego za granicą, mało kawalerskiego "cavaliere".

Stołeczny "Tagesspiegel" pisze: "Jak do tej pory, co wyjaśnił jeden z mądrych włoskich dziennikarzy, tylko jedno jest jasne po tych wyborach: ten kraj ma po raz pierwszy antyniemiecką większość. "Przeciwko Merkel" - to było hasło Grillo, a także Berlusconiemu tym okrzykiem na ustach powiódł się godny podziwu finisz. Przy czym Niemcy to tylko szyfr. Gospodarczo i politycznie najsilniejsze państwo UE daje możliwość dla projekcji własnego, rosnącego niezadowolenia. Ludzie czują swoją bezsilność, i to nie tylko szarzy zjadacze chleba. Jeden z konserwatywnych, francuskich dawnych ministrów napisał właśnie o tym książkę. Nadejdzie kiedyś dzień, że firmy i fundusze emerytalne będą wydawać rozkazy - a polityka będzie je wypełniać, jak marionetka".

Małgorzata Matzke

red.odp.:Barbara Cöllen

Reklama