Mer Kijowa: „Kto łamie prawo, nie jest u nas pożądany“ | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 11.05.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Mer Kijowa: „Kto łamie prawo, nie jest u nas pożądany“

W sobotę, 13 maja poznamy tegorocznego zwycięzcę konkursu piosenki Eurowizja 2017 trwającego w Kijowie. W rozmowie z DW mer miasta Witalij Kliczko mówi o znaczeniu tego wydarzenia dla stolicy Ukrainy.

Eurovision Song Contest 2017 in Kiew | Die zehn besten Nationen (
Picture-Alliance/dpa/J. Stratenschulte)

Półfinał konkursu Eurowizji 2017 w Kijowie, 9.05.2017

Deutsche Welle: Czym jest dla Kijowa konkurs Eurowizji? 

Witalij Kliczko*: Kiedy usłyszałem w ubiegłym roku, że zwyciężyła ukraińska piosenkarka Jamala, skakałem z radości, bo wiem, jakie to ważne dla naszego miasta. Mogliśmy je promować, zaprosić gości  i pokazać się całemu światu. Ponad 200 mln widzów będzie słuchało muzyki płynącej z naszego miasta. Na tydzień Kijów stał się muzyczną stolicą Europy. Bardzo się cieszymy ze wszystkich gości, którzy do nas przyjechali i prezentujemy się jako jedno z najpiękniejszych miast Europy.

DW: Co jest takiego w Kijowie i jego mieszkańcach?

Deutschland Köln Konrad-Adenauer-Preis Verleihung Vitali Klitschko (picture-alliance/dpa/R. Vennenbernd)

Mer Kijowa Witalij Kliczko

WK: Wiecie co Panowie? Są różne rodzaje sportu: koszykówka, piłka nożna, boks. Nie każdy lubi wszystkie, zależy to od człowieka. Ale muzykę lubi każdy i na pewno muzyka budzi bardzo pozytywne emocje. Myślę, że bardzo to do nas pasuje. Trudno sobie wyobrazić lepszą reklamę. Dlatego długo ściskałem Jamalę po jej zwycięstwie w Eurowizji 2016. Sprowadziła wielki konkurs Eurowizji do Kijowa a teraz ponad 20 tys. zagranicznych gości. Ani na półfinały, ani na finał dawno już nie było biletów, wszystko wyprzedane. Jakby nie było, mamy dużo do zaoferowania. Możemy pokazywać nasze zabytki, muzea, znakomite restauracje. Nasze miasto jest zielone i czyste a mieszkańcy bardzo gościnni. Dlatego wszyscy są u nas mile widziani. Korzystam z okazji i zapraszam do Kijowa!

DW: Konkurs trwa od 9 maja do finałowej soboty, 13 maja. Wielu gości przyjechało już tydzień, dwa tygodnie wcześniej. Co było największym wyzwaniem, żeby wszystko przebiegało sprawnie?

WK: Jest to duże święto, które wymagało dobrego przygotowania. Kosztowało nas to dużo siły. Bądź co bądź każdy gość, który przejeżdża do Kijowa, musi się czuć bezpiecznie. Bezpieczeństwo jest u nas priorytetowe, bo świat niestety zwariował. Można to było obserwować ostatnio podczas meczów piłkarskich we Francji czy w Niemczech. Jest wiele osób, które próbują siać niepokój i storpedować takie ogromne święto. Dlatego każdy, kto nas odwiedza, musi mieć u nas poczucie bezpieczeństwa. Ponadto oferujemy mnóstwo pozytywnych emocji, atrakcyjne miejsca do świętowania Eurowizji, jest co robić wieczorami. A poza tym mamy piękną pogodę – 28 stopni Celsjusza w tych dniach, prawdziwe lato!

DW: Jak mieszkańcy przyjęli wydatki finansowe na konkurs Eurowizji. Były też głosy krytyczne?

WK: Nie, w żadnym wypadku. Jeżeli ktoś byłby niezadowolony, ja powiem, że inwestujemy pieniądze w naszą infrastrukturę. Eurowizja przychodzi i odchodzi, ale cała infrastruktura zostaje. Tysiące gości będzie korzystało z naszych hoteli i restauracji. Dlatego nikt się nie skarży na Eurowizję. Jest to dodatkowy bodziec do rozwoju naszego miasta.

DW: Mówił Pan dużo o gościnności, ale jedna uczestniczka konkursu nie mogła przyjechać do Kijowa. Co Pan myśli o tym zakazie?

WK: Na pierwszym miejscu jest prawo. W końcu na wschodniej Ukrainie toczy się też inna walka. Rosja wybrała sobie piosenkarkę, która złamało prawo Ukrainy. Dlatego, niestety, nie wolno jej było przyjechać do Kijowa (reprezentantka Rosji Julia Samojłowa wystąpiła dwa lata temu na zaanektowanym przez Rosję Krymie – DW).

Jesteśmy gotowi serdecznie przyjąć wszystkich, ale istnieje prawo, które trzeba przestrzegać – czy są to Niemcy, Austria, czy inny kraj. Jeżeli naruszyli je ludzie na Ukrainie, przykro mi, ale nie mogą tu przyjechać.

DW: Eurowizja raz po raz jest polityczna. Gdzie pozostaje w Kijowie europejska idea?

WK: Jesteśmy Europejczykami. Mamy europejską mentalność, historię. Z geograficznego punktu widzenia jesteśmy Europejczykami. Dlatego każdy, kto przyjeżdża do Kijowa i ma otwarte oczy, widzi, że jest to europejskie miasto. Cieszymy się, że gościmy u siebie Eurowizję. To dobry znak. Cztery lata temu ludzie wyszli na ulice, bo chcieliśmy być częścią europejskiej rodziny. Musimy podnieść pewne standardy do europejskiego poziomu a tym samym będziemy automatycznie Europejczykami. Muzyka bardzo nam w tym pomaga.

WK: Z jakimi uczuciami chce się Pan obudzić 14 maja, kiedy będzie już po Eurowizji?

WK: (śmieje się) Niestety będzie już po tym wielkim święcie. Ale wkrótce nadchodzi „Dzień Kijowa”, mamy też jeszcze dużo planów na maj i na całe lato. Moim zadaniem jako mera będzie umożliwienie różnych wydarzeń: sprowadzenie do Kinowa kultury, muzyki i sportu. Bardzo się cieszę, że znowu będę mógł coś zrobić. Chciałbym powiedzieć tu jeszcze jedno: w przyszłym roku Kijów będzie gospodarzem finału Ligi Mistrzów. Dlatego teraz robimy wszystko na wysokim poziomie, żeby każdy chciał tu wrócić.

Rozmawiali Andreas Brenner i Hendrik Welling

tł. Elżbieta Stasik

*Były bokser wagi ciężkiej Witalij Kliczko angażuje się politycznie na Ukrainie. W maju 2014 został merem Kijowa, w 2015 r. stanął na czele Bloku Petro Poroszenki „Solidarność”.