Marny przywódca supermocarstwa | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 07.11.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Marny przywódca supermocarstwa

Wybór Amerykanów padł ponownie na Baracka Obamę. Czy wyciągnie on nauki z popełnionych błędów w poprzedniej kadencji? Co do tego ma wątpliwości korespondent Deutsche Welle w USA Miodrag Soric.

Miodrag Soric

Miodrag Soric

Urok prysł. Osłabł entuzjazm Amerykanów dla polityka, z którym cztery lata temu wiązano aż tyle nadziei. Twarde realia gospodarcze i polityczne "odczarowały" tego prezydenta. To prawda, że Amerykanie wybrali go na kolejną kadencję, ale bardziej kierowała nimi chęć utarcia nosa Mittowi Romney`owi, niż chęć ponownego zagłosowania na Obamę. Nie ma się czemu dziwić: Obama, który chciał scalić społeczeństwo amerykańskie, w czasie czteroletniej kadencji doprowadził do jego znacznie większej polaryzacji. Pogłębiły się także podziały w łonie partii politycznych. Gdyby Republikanie wystawili do wyborów lepszego kandydata. Obama nie miałby szans na zwycięstwo.

Jako prezydent Obama powinien wreszcie skończyć z arogancją i wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. W przeciwnym razie jego prezydentura przejdzie do historii jako okres klęski. Nadal wysoka jest stopa bezrobocia. Zadłużenie państwa bije kolejne rekordy. Stan infrastruktury jest zatrważający. Istnieje obawa, że wyższe wykształcenie stanie się przywilejem bogatych. Reforma ochrony zdrowia pomaga wprawdzie dwóm milionom Amerykanów, lecz cena, jaką płaci za nią całe społeczeństwo, jest wysoka, ponieważ w tej chwili ani na tą reformę, ani na inne dobrodziejstwa, USA po prostu nie stać.

Obama musi przez następne cztery lata skupić całą swoją uwagę na gospodarce. Powinien zabiegać o poparcie Republikanów i bardziej niż dotychczas wykazać się skłonnością do kompromisów. Powinien przewodzić, a nie łagodzić. Przewodzić – w odróżnieniu od Mitta Romneya – Obama się nie nauczył. No, bo gdzie? Jako opiekun socjalny? Wykładowca akademicki? Zanim Obama został prezydentem, miał za sobą doświadczenia lokalnego polityka i senatora. Nigdy nie był za to gubernatorem jak Romney. Ludzie z otoczenia Obamy mówią, że wciąż czuje się obco w swoim gabinecie, a podlegli mu ministrowie na próżno czekają na jasno sformułowane polecenia.

Rozczarowanie polityką zagraniczną

Dotychczasowy bilans dokonań Obamy w obszarze spraw zagranicznych jest niezadowalający. Arabowie, Afgańczycy, Irańczycy czy Pakistańczycy – wszyscy oni oczekiwali od Obamy dużo więcej. Nie dotrzymał nawet obietnicy zamknięcia obozu Guantanamo. Wojnę w Iraku Obama musiał zakończyć – ponieważ nie można było jej wygrać. To, co przydarzyło się w Iraku, może powtórzyć się w Afganistanie. Po 2014 roku kraj ten zostanie pozostawiony samemu sobie. NATO też sią chwieje w posadach, a w Waszyngtonie coraz częściej słychać pytanie: po co nam w ogóle ten sojusz? Prezydent USA wolałby, żebyśmy my, Europejczycy, sami zatroszczyli się o Półwysep Bałkański. W jego polu zainteresowania są Chiny i Ameryka Południowa.

A Bliski Wschód? Obama i premier Izraela Netanjahu telefonują często do siebie, ale o sobie mówią źle. Tymczasem wojna domowa w Syrii może rozlać się na kraje z nią sąsiadujące. Chrześcijanie na Bliskim i Środkowym Wschodzie coraz bardziej cierpią z powodu prześladowań, są zmuszani do opuszczenia rodzinnych stron w Iraku, Syrii i w Libanie. Wydaje się, że Obamy to nie interesuje. On przewodzi „od tyłu”, mówi się w Waszyngtonie, cokolwiek by to miałoby znaczyć.

Tłumaczenie: Barbara Cöllen

red. odp.: Andrzej Pawlak